BLOGI

Mariusz Staniszewski

Darwinizm w PO osiągnął szczyt

2014-05-05

Wielu w to nie wierzyło, a jednak stało się. Grzegorz Schetyna - człowiek, który jeszcze niedawno żelazną ręką trzymał struktury partii, staje się jej szeregowym członkiem. Donald Tusk wyeliminował ostatniego samca alfa w partii. W ten sposób zabezpieczył swoją pozycję na wypadek niemal pewnej przegranej w najbliższych wyborach.

Lista liderów Platformy, których z partii wyeliminował obecny premier jest długa: Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński, Paweł Piskorski, Zyta Gilowska, Jan Rokita, Jarosław Gowin. W przypadku większości z tych osób mokrą partyjną robotę wykonywał Grzegorz Schetyna, który odgrywał rolę Mr Hyde'a w tym żelaznym tandemie kierującym partią. Teraz jednak Schetyna znalazł się w sytuacji, w której sam ustawiał niewygodnych graczy. Pozostanie w partii będzie dla niego poniżeniem, odejście drogą w niebyt.

Schetyny raczej trudno żałować - jeśli będzie miał mniejszy wpływ na politykę, to tym lepiej dla polityki, bo mniej w niej będzie metod w stylu "zniszczę cię". Interesujący jest jednak kolejny zwrot, który odbywa się w partii rządzącej krajem od sześciu lat. Oto twardy gracz zostaje zamieniony Jackiem Protasiewiczem - miałkim politykiem drugiego planu, któremu nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzyłby zarządzanie weekendowymi zakupami. Jego zwolennicy podkreślają, że był szefem sztabu ostatniej kampanii PO do Sejmu, która dała Tuskowi drugą kadencję. Tyle tylko, że zwycięstwo od początku było przesądzone, bo główna partia opozycyjna pogrążona była w chaosie. Znacznie ważniejszą próbą dla Protasiewicza były wybory w 2005 r., które podwójnie przegrał mając sukces na wyciągnięcie ręki. Tamta kampania  o wiele więcej mówi o jego możliwościach.

Jeśli Tusk w trudnych dla partii chwili nie szuka porozumienia z człowiekiem, z którym niegdyś tworzył niezły tandem, a stawia na niejakość, to może znaczyć tylko jedno: konsoliduje partię przed porażką. Odsuwa wszystkich ludzi, którzy po przegranych wyborach mogliby domagać się rozliczeń. Protasiewicz nawet przy katastrofalnym wyborczym wyniku partii głowy nie podniesie. Nie zrobi tego zresztą w PO już nikt. Tusk zapewnił sobie dziś reelekcję w kierowaniu Platformą, po nadciągającej porażce w przyszłym roku.

Wcześniej proces wycinania osobowości widać było tylko w rządzie. Nie ma tam już nikogo, kto byłby zdolny do samodzielnego działania. Apogeum rozkwitu nijakości była nominacja Bartłomieja Sienkiewicza na ministra spraw wewnętrznych. Jego próby wcielania się w rolę szeryfa ścigającego kibiców są najlepszymi dowodami jego słabości. Świetnie wpasował się w szereg innych członków rządu, którzy pozbawieni energii i siły sprawczej, skupiają się na szumnych deklaracjach czy zapowiedziach bez pokrycia.

Pozornie te roszady w partii rządzącej dla przeciętnego Polaka są nic nie znaczącym incydentem.  Ale uwaga, jeśli gwarantem sukcesu w partii rządzącej jest miałkość i bezbarwność, to najbliższy rok będzie pasmem ruchów pozorowanych lub dalszym – po OFE – okradaniu obywateli w imię dobra Platformy i jej przyszłego wyniku wyborczego. Nikt nie zapanuje nad chaosem w edukacji, energetyce, ochronie zdrowia, administracji, wojsku czy służbach specjalnych. Cnotą jest przecież bierność.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.