BLOGS

Vice-president of the Warsaw Enterprise Institute. Founder of Newsweek Polska and Forbes Polska magazines. After graduating from the University of Houston in the United States he worked for Newsweek and The Washington Post. After returning to Poland, he worked as a director at the RMF FM radio station, deputy editor-in-chief of Wprost magazine, editor-in-chief of Newsweek Polska and Forbes, vice-president of the Polskapresse publishing house, and editor-in-chief of Dziennik Gazeta Prawna and Rzeczpospolita daily newspapers.

Subskrybuj kanał RSS
STORIES BY AUTHOR

Tomasz Wróblewski

Europa po staremu

2017-09-08

O naiwni my, co sądziliśmy, że Brexit będzie lekcją pokory dla Europy. Wierzyliśmy, że trauma pierwszej secesji Zjednoczonej Europy stworzy przestrzeń dla narodowego pluralizmu i kulturowych odmienności. Posypuje głowę popiołem. Ultimatum imigranckie postawione Polsce, Węgrom i Czechom rozwiewa wszelkie wątpliwości. Żadnej przestrzeni dla odmienności, elastyczności i lokalnej specyfiki historyczno-narodowej. Twarda realizacja europejskiego monolitu.

Może się oczywiście jeszcze tak zdarzyć, że po zwycięskich wyborach Merkel, brukselskie ultimatum okaże się jeszcze jednym zbukiem na potrzeby jednego sezonu politycznego. Nikt nikogo do niczego nie zmusi. Ani nas do przyjęcia imigrantów ani nielegalnych imigrantów do opuszczenia Europy. To optymistyczna wersja. Bardziej realistyczna, karze nam wierzyć, że nagonka i cała ta operacja pod kryptonimem Europejska Solidarność jest częścią strategicznego planu nowej konstrukcji europejskiej.

Niemiec prawo nie obowiązuje

Kryzys imigracyjny był pewnie wypadkiem przy pracy. Kiedy w maju 2015 roku Angela Merkel zaprosiła do siebie nieprzebrane tłumy nielegalnie wdzierające się do Grecji i na Bałkany, pewnie liczyła na jakiś cud integracji i tanią siłę roboczą. Wiara musiała być silna bo i determinacja była spora. Po raz pierwszy w historii Unii, Berlin sam z siebie złamał europejskie prawo.  Oficjalnie działał wbrew postanowieniom Dublińskim jasno określającym zasady przyjmowania uchodźców politycznych i ekonomicznych. Jak tylko zrozumiano, że żywioł wymknął się spod kontroli. Nikt nie był w stanie zapanować ani nad masą ludzką, a ni tym bardziej nad ich zachowaniem, Angela Merkel zmieniła zdanie. Zażądała relokacji „obcych” po całej Europie. Biedniejsze kraje Europy Środkowej odmówiły. Nikt nie był w stanie zweryfikować ich danych osobowych, skąd są, co robili w przeszłości, czy i ile osób z rodziny dołączy do imigrantów w przyszłości. Brakowało nam środków, doświadczenia w panowaniu na masową migracją i nade wszystko gwarancji, że po pierwszej fali nie przyjdą kolejne setki tysięcy.

Niewdzięczna Polska

Razem z Czechami, Węgrami i Słowakami zostaliśmy przegłosowani w imię solidarności z Grecją, najsilniej dotkniętą falą uchodźczą. To ten sam kraj, któremu jeszcze kilka miesięcy wcześniej Niemcy zabronili bankrutować i nakazali zdziesiątkować własny budżet, włącznie z wypłatami dla emerytów. Pod hasłami solidarności z greckim narodem niemieckie firmy przejmowały porty, elektrownie i tak sterowały finansami Grecji, żeby spłacić zobowiązania niemieckich banków. Teraz, znowu w solidarności z greckim narodem, ta sama Rada Europy przegłosowała wymusza relokacje imigrantów, żeby ocalić twarz Angel Merkel przed jej własnym elektoratem, który wściekły na chaos imigracyjny, terror i gwałty gotów był w najbliższych wyborach wybrać euro-sceptyczny rząd. Kampania na rzecz solidarnej relokacji przyniosła pożądany skutek. Na dwa tygodnie przed wyborami winni kryzysu imigracyjnego są głównie Węgrzy i Polacy – niesolidarni z Grecją. Wszyscy niewdzięcznicy niepotrafiący doceni wysiłku i pieniędzy, jakie Niemcy włożyli w liberalno-demokratyczny porządkowi w Europie.

Książęta merytokracji

Cofnijmy się teraz 65-70 lat, do zrębów unijnego konceptu. Trudno w to dziś uwierzyć, ale UE nie powstała po to żeby budować liberalizm demokratyczny, socjalny raj na ziemi, ani w imię jakiejś abstrakcyjnej solidarności. Unia powstała po to, żeby związać ręce Niemcom. A kiedy upewniliśmy się, że wszystkie supły dobrze trzymają, przytroczono do nich jeszcze Francję. Nie, żeby nieść światu przesłanie progresywizmu czy tolerancji seksualnej. Bynajmniej. Tak ich splątano razem, przemysł z przemysłem, elektrownie z węglem, że gdyby któraś ze stron chciała by choć się zamachnąć, to wszyscy polecieliby na twarz. Tylko tyle i aż tyle.  Nie czarujmy się, żaden z ojców założycieli nigdy nie chciał odebrać mocarstwom tego co mocarstwowe. Prawa do wspólnego panowania nad resztą kontynentu. Przeciwnie - zakładano, że w miarę ekspansji tego duetu, reszta będzie musiała się podporządkować. Nie nazywano tego podbojem, ale też nigdy nie zakładano, że cokolwiek może się dziać w Europie wbrew ich interesom. Twórca paneuropejskiej myśli Hrabia Richard Coudenhove-Kalergi, człowiek renesansu, ale rodem i umysłem wywodzący się z habsburskiej Europy, widział wspólnotę na wzór monarchii. Miejsce króli, książąt miała zastąpić mianowana, wolterowska merytokracja.  Wybrańcy z wybranych narodów układający świat całej reszcie. Prezydent Emmanuel Macron z przekonaniem mówiący o polskim rządzie, co-nie-wie-co-jest-dobre-dla-Europy-Środkowej. Polski rząd nie wie co jest dobre dla Polaków, Węgrzy nie wiedzą co jest dobre dla Węgrów, Bułgarzy co dobre dla Bułgarów i tak w kółko. Z wyjątkiem Niemców i Francuzów, którzy doskonale wiedzą co jest dobre dla polskich sądów, polskiej puszczy, polskich emerytów.

Gdyby Europa była państwem

Przez 40 lat od narodzin Wspólnoty Węgla i Stali nie było stosownych warunków do panowania nad „peryferiami”. Wyścig zbrojeń i żelazna kurtyna wymagały podporządkowania wszystkich interesów amerykańskiej strategii wzajemnej obrony. Kolejne 27 lat od końca Zimnej Wojny zajęło Niemcom i Francuzom „cywilizowanie” Europy Środkowej. Budowanie w Polsce, Czechach na Węgrzech własnego zaplecza finansowo-przemysłowego i przyjaznej klasy politycznej. Dziś silne powiązania personalne i instytucjonalne z zachodnimi, a zwłaszcza z niemieckimi ośrodkami wpływu, wydają nam się naturalną konsekwencją europeizacji Polski. Dla starszego pokolenia Shroederów to nie było jednak tak oczywiste. To był swoisty eksperyment cywilizacyjny i też proces „wychowywania” Europy Środkowej był łagodny i stopniowy.  Dziś mamy nowe pokolenie liderów na Zachodzie. Ludzi, którzy wyrośli już w przekonaniu, nie tylko o wyższości i misji kulturowej na wschodzie, ale też gospodarczej podległości Polski, Czech, Słowacji, Węgier etc. 39 letni Macron jest godnym reprezentantem generacji Nowej Europy. W wywiadzie dla Le Point na pytanie o wizję przyszłości mówi – Wierzę w jedną Europę”. A jakżeby inaczej? Rzecz w tym, że wierzy w coś, czego nie ma. Nie ma państwa ani narodu Europa. Gdyby było to Niemcy nigdy nie zgodziliby się na rurociąg Nord Stream, który z ekonomicznego i politycznego punktu widzenia jest szkodliwy dla hipotetycznych współobywateli. Gdyby Europa była państwem, to mieszkańcy Francji nie odmawialiby biedniejszym kuzynom z Polski podejmowania u siebie pracy za niższe wynagrodzenie. Gdyby to była jedna Europa, to Niemcy spłaciliby długi Grecji jak Waszyngton spłaca długi Kalifornii. A na koniec wszyscy obywatele razem, solidarnie, wylegliby na granice „Cesarstwa Europa” żeby bronić go przed najazdem muzułmańskich ludów. Jak to, zresztą, już bywało w historii, za czasów jednej stolicy apostolskiej.

Panowie i wasale

Wbrew całej tej retoryce, Europa wciąż jest tradycyjnym chaotycznym zlepkiem rozmaitych narodowych interesów. Wszystkie progresywne teorie szlag trafił. Możni tego świata jak zawsze podporządkowują sobie biednych. Oczywiście nikt dziś nie potrzebuje wojsk do subordynowania „peryferii”. Od tego są instytucje liberalno-demokratyczne, euro-urzędnicy bez żadnej lokalnej odpowiedzialności - ale z pełnią władzy.  Zamiast zbroi są mechanizmy fiskalne, wolny handel i fundusze unijne. Wszystko to jest znacznie bardziej estetyczne od tradycyjnej wojny, ale kto powiedział, że odmienne w celach?

Za witryną wielkich słów o tolerancji, solidarności i praworządności stoją ludzie, którzy budowali fortuny na bankructwie innych. Za witryną równych praw, stoją ci, którzy łamiąc te prawa, wpędzili nas w imigracyjne kłopoty. Jeżeli czegoś uczy  Brexit i teraz kryzys imigracyjny, to chyba tylko tego, że świat wcale tak bardzo się zmienił. Nawet jeżeli przez chwilę wydawało się, że wszystko jest inaczej, to dziś już wiemy, że wszystko jest jak było. Są panowie i wasale. Płatnicy i opłacani. Tylko od czasu do czasu dochodzi w świecie do przesilenia i ktoś awansuje z gorszej do lepszej klasy. I kiedy przychodzi taka chwila lepiej być gotowym. Nie wystarczy mieć tylko dobre riposty i zabawne medialne bomoty. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
SEE PREVIOUS NOTES
NEWSLETTER

By providing your e-mail address, you agree to receive information from WEI.

OUR BLOGGERS