BLOGI

Piotr Aleksandrowicz

Fajerwerki pomocy publicznej

2015-12-31

W prezencie na Nowy Rok dostałem od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów maila z informacją, że przygotował doroczny raport na temat pomocy publicznej w 2014 roku. Wprawdzie w załączniku zamiast obiecanego raportu wyskoczył poradnik dla konsumentów pod tytułem „Fajerwerki”, ale rozumiem, że to taki żart okolicznościowy.

Raport o pomocy publicznej ściągnąłem potem ze strony UOKiK-u, bo lubię ten kwit. Zawsze frapowało mnie, jak to się dzieje, że pomoc publiczna jest w Polsce udzielana głównie firmom prywatnym, ale na liście największych odbiorców tej pomocy są niemal wyłącznie firmy państwowe. I jak to się dzieje, że większość tej pomocy idzie do firmy dużych, a nie małych i średnich, choć tych jest najwięcej i są głównie prywatne.

Sprawdziłem zatem drżącymi dłońmi, jak to było w 2014 roku, gdy pomoc publiczna wyniosła 25 mld złotych i była najwyższa w historii, o 3 miliardy złotych wyższa niż rok wcześniej.

W 2014 roku bardzo zwiększył się udział dużych firm – do około 70 procent całości pomocy, przy po około 10 procentowych udziałach firm średnich, małych, i mikro. Powód – bezpłatne uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych skierowane do energetyki (3,9 mld zł). Ponieważ energetyka jest u nas głównie państwowa i duża, więc wiadomo, kto się pożywił.

I faktycznie. Za rewelacją sezonu, czyli krakowską komunikacją miejską (2,5 miliarda pomocy publicznej, program wieloletni!), na drugim miejscu wśród firm – beneficjentów jest PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, która łyknęła 2,25 mld zł. To spółka córka PGE, która skupia elektrownie w Opolu, Bełchatowie i Turowie. Warto zauważyć, że zysk netto całej PGE w 2014 roku wyniósł mniej niż 4 miliardy, z czego morał, że zysk ten w grubo ponad połowie pochodził z dotacji publicznej.

Potem mamy Tauron Wytwarzanie, potem PKP Intercity i Przewozy Regionalne, LOT, Telewizję Polską i EDF, też energetykę państwową, tyle że z Francji. Same państwowe i same duże firmy.

Dotacje publiczne rosły dzięki megaprogramowi darmowych uprawnień do emisji gazów cieplarnianych, ale wolniej niż się można było spodziewać. Czyli, ktoś musiał stracić. I już wiemy: mniej było kredytu technologicznego i pomocy w ramach innowacyjnej gospodarki, za każdym razem po kilkaset milionów złotych. Dyrektor Narodowego Centrum Badan i Rozwoju, który rozdzielił pomoc publiczną wartą mniej niż pół miliarda złotych i jest na 12 miejscu listy największych darczyńców, też miał mniej kasy niż rok wcześniej. Czyli innowacje, nowe technologie, badania i rozwój, zastąpiła reanimacja trupa energetyki węglowej.

A jak będzie teraz? Dowiemy się za dwa lata, pod koniec 2017 roku, kiedy nowy, a wówczas już stary rząd, przygotuje sprawozdanie za pierwszy rok swojej pracy, czyli 2016. Przypuszczam, że pomoc publiczna wzrośnie – choćby ze względu na górnictwo węglowe, a także na stopniowe uruchamianie nowych unijnych programów operacyjnych. Państwowi nadal będą preferowani i duzi zapewne również. Mniej będzie natomiast ulg w specjalnych strefach ekonomicznych dla kapitału zagranicznego, bo i tego kapitału będzie mniej.

Ale przede wszystkim zostanie to, co zawsze było moim wrażeniem po lekturze tych raportów. Że pomoc publiczna udzielana jest u nas od Sasa do Lasa, bo gdzieś wolno, a gdzie indziej nie wolno, bez żadnej myśli przewodniej, bez celów strategicznych. Podobnie jak ulgi podatkowe – wielkie pieniądze wystrzeliwane są może nie w powietrze, ale w bardzo różnych kierunkach. A jeśli strzela się na oślep, to niemożliwe, żeby wśród nich nie było pieniędzy straconych.


PS. To ostatni, jeśli dobrze liczyłem - 178, mój wpis na stronie Warsaw Enterprise Institute. Serwis WEI będzie teraz przechodził zmiany, a wraz z nim i jego strona. Mam nadzieję jednak, że jeszcze się spotkamy.

 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY