BLOGI

Prawnik i publicysta wspierający przedsiębiorczość. Laureat Nagrody Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych, szef Informacji w publicznym Radiu Gdańsk. Miłośnik polskich Tatr.

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Artur Kiełbasiński

Instynkt polityczny, czyli jak w Polsce sfera publiczna robi biznes na obywatelu

2017-03-15

Rząd zapowiada zmiany w systemie szkolenia kierowców. W sprawie ważne są 2 rzeczy. Po pierwsze, widać, że PiS ma jednak niezawodny instynkt polityczny. Po drugie, cały system mieszania sfery publicznej z zarabianiem pieniędzy błyskawicznie się wynaturza.

Sposób egzaminowania i uzyskiwania prawa jazdy w Polsce od lat budzi kontrowersje. Zdawalność – nieco 34 proc. na egzaminach praktycznych. (wszystkie dane podaję za raportem NIK). W Niemczech ta zdawalność wynosi – ponad 74 proc. Wniosek mógłby nasunąć się następujący: polski kierowca, brutalnie sprawdzany w czasie egzaminu będzie wzorem bezpiecznej jazdy. Nic bardziej mylnego. Jak podliczyli kontrolerzy NIK Polska ma jeden z najwyższych w Europie wskaźników zabitych na 100 wypadków drogowych: 9,4 - to osiem razy więcej niż np. Wielkiej Brytanii (1,2) czy w Niemczech (najniższy w Europie - 1,1).

Wniosek – utrudnienia na egzaminach niewiele dają. Skąd więc egzaminacyjna rzeź? Jak się wydaje chodzi o opłaty. W skali roku – blisko 60 mln zł, z czego 70 proc. - to wpływy z poprawek. Poprawki to kura znosząca zlote jaja. Ale koszt „karmy dla kury” obciąża młodych ludzi i ich rodziny.

Teraz system ma się zmienić, choć na razie mówimy o projekcie, a daty zmian nie znamy.

Po zmianach wpływy z egzaminów przestaną być wpływami poszczególnych ośrodków. Poziom ich finansowania będzie niezależny od liczby prowadzonych egzaminów, w tym poprawkowych.

Zmiana wydaje się fundamentalna. A wnioski z tej propozycji są dwa. Mieszanie sfery publicznej, opłat i uprawnień obywateli zawsze jest ryzykowne. A sfera publiczna będzie absolutnie bezkarna. Człowiek musi uzyskac prawo jazdy. To kwestia aktywności społecznej, mobilności, dostępu do rynku pracy. Można więc zmusić go do zdawania egzaminu nawet kilkadziesiąt razy, zamieszczając w bazie pytań np. takie, które dotyczy wielkości tablicy rejestracyjnej. I jest to nieczysta gra wobec obywateli.

Drugi wniosek ma charakter polityczny. PiS  nie wie jak się poruszać na brukselskich salonach. W negocjacjach europejskich jest słoniem w składzie porcelany. Ale w definiowaniu problemów życia codziennego zachowuje czujność i jest precyzyjny. Powtarzanie egzaminów, kolejne opłaty, stres – to coś co realnie irytuje Polaków. I młodych kursantów i ich rodziców. I warto coś w tej sprawie zmienić, a nie budować bariery irytujące młodych ludzi.

 

Otwarty pozostaje oczywiście problem czy po zmianach na drogach będzie bezpieczniej. Nie wiem i zapewne nikt tego nie wie. Wiem natomiast, że w raporcie NIK (listopad 2015 r.) zakwestionowano skuteczność dotychczasowego systemu. Cytuję wprost: „Chociaż uzyskanie prawa jazdy w Polsce jest wciąż znacznie trudniejsze niż w pozostałych krajach Unii, rygorystyczny system egzaminowania nie przekłada się na zwiększenie bezpieczeńtwa na drogach.

Zatem gorzej chyba nie będzie.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY