BLOGI

Dariusz Matuszak

Jak zapewnić sobie przegraną w najbliższych wyborach

2016-11-29

Powiada się, iż kolejna kampania wyborcza rozpoczyna się w dniu zakończenia poprzedniej i trwa całą kadencję. Kierując się tą złotą myślą i rzad i opozycja rozpoczęły więc działania, które skutecznie realizowane powinny zapewnić im przegraną w następnych wyborach. Co więc powinni robić rządzący, aby to jednak sobie zagwarantować przegraną? Oto kilka rad.

Jeśli zamierzamy rozdawać pieniądze – np. po 500 zł, czy ile tam, to warto zacząć robić to już na samym początku kadencji. W ten sposób obdarowywani w 4 roku nie będą już odczuwali żadnej wdzięczności w stosunku do rządzących, tylko uważali, że tak było od zawsze i ta kasa należy im się jak diabłu ogarek. Co więcej, być może nawet uznają, iż 500 to za mało i jak w 4 roku nie dostaną podwyżki, to w przypływie słusznego gniewu i rozczarowania odwrócą się od rządzących. Rozdawanie pieniędzy od pierwszego roku ma też tę zaletę, iż zapewnia nam kłopoty finansowe na całą kadencję. Oprócz tego, jak powiada autor wielu złotych myśli Mistewicz, "wykreujemy własną narrację". Przez 4 lata będziemy toczyć z opozycją pasjonującą dyskusję o równowadze budżetowej, deficycie i takich tam.

Nie chodzi nam jednak o to by ludność się wzbogaciła, wszak zamierzamy przegrać wybory. Trzeba więc jakoś te pieniądze odebrać. Najlepiej podwyższać podatki. Należy robić to stopniowo, rozkładając w czasie, tak, by żaden rok kadencji nie był dla podwyżek podatków rokiem straconym. Niektóre podatki można zawiesić i grozić wprowadzeniem ich w jakiejś perspektywie, by przedsiębiorcy nie wiedzieli na czym stoją i na wszelki wypadek nie rozwijali biznesu i nie inwestowali.

Nie po to też rozdajemy pieniądze, by ktoś sobie uskładał na starego dostawczaka i woził nim ziemniaki i marchew na rynek, albo kubły z farbą i drabiny, by malować jakieś domy. Od zakupu takiego grata ustanawiamy więc grzywnę, którą nazwiemy akcyzą. W ten sposób sprawimy, iż ubogi obdarowywany nie wzbogaci się zakładając i rozwijając jakiś skromny biznes. Zyskujemy też sobie dozgonną nienawiść laweciarzy i właścicieli warsztatów blacharskich. Można też wyznaczyć pewne getta, zwane strefami, po których ubodzy mogliby jeździć swymi gratami. Do pozostałych stref, zamieszkanych przez zamożniejszych wjazd starym samochodem byłby wzbroniony.

Warto też skomplikowanymi regulacjami dobrać się do jakiejś jako tako funkcjonującej branży. Np. farmaceutycznej. Jeśli więc chce się przegrać wybory, to można skorzystać z błyskotliwych propozycji lobbystów z Naczelnej Rady Aptekarskiej. Rynek farmaceutyczny warty ponad 30 mld rocznie, z 37 milionami klientów, pozwala na naprawdę śmiałe działania. Mimo, iż w ponad 90% jest w polskich rękach poprowadzimy je pod pretekstem obrony przed przejęciem przez kapitał zagraniczny. Uwaga generalna: najlepszym sposobem na ochronę jakiejś branży przed przejęciem przez niepożądany kapitał jest doprowadzenie regulacjami do jej całkowitego upadku. Wtedy nie ma czego przejmować. I tak: nakażmy by apteki były w odległości co najmniej 1 km, a w niektórych przypadkach 3 km od siebie. Ich właścielami będą mogli być tylko farmaceuci, przez co utrwalimy korporacjonizm zawodowy, a nawet rodzinny. Farmaceuta będzie mógł być właścicielem najwyżej 4 aptek. W ten sprytny sposób pozbawiamy apteki siły zakupowej i wywołamy podwyżkę cen leków. Warto tu brać przykład z krajów ościennych, gdzie takie działania wykreowały rynek dyktujących ceny producentów. Oczywiście takimi regulacjami zyskamy przychylność kilku tysięcy aptekarzy i ich rodzin, ale za to zniechęcimy do siebie miliony pacjentów. Bilans więc ze wszechmiar pozytywny. Te efekty warto wzmocnić jakimiś akcjami propagandowymi. Tutaj, w kreowaniu naszej narracji warto czerpać inspirację z niedościgłych wzorców poprzedniej ekipy rządzącej.  Posłużmy się dwoma przykładami. Po ogłoszeniu, iż żyjemy w epoce postpolitycznej namówiono premiera Tuska, by obwieścił nam, iż rząd jest od zapewniania nam ciepłej wody w kranach. Zauważmy, w jak subtelny sposób, działając wręcz na podświadomość, zasugerowano wyborcom, że w takim razie do tej roboty lepiej niż premier Tusk nadawałby się jakiś hydraulik, albo pracownik stacji pomp. Innym znakomitym propagandowym posunięciem było namówienie premier Kopacz, by w ramach bratania się z ludem chodziła po pociągach i zaglądała pasażerom w jedzenie. Oto jednym sprytnym zabiegiem udało się zamiast wizerunku przywódcy, poważnej polityk, męża/żony stanu, wykreować wizerunek ciotki konduktorki.    

Wracając do naszych baranów, czyli rynku leków. Do staruszków, którzy będą musieli chodzić po leki co najmniej 1 km kierujemy kampanię przekonującą, iż ruch to zdrowie. Jeśli w zimą trzeba się będzie przedzierać przez kopny śnieg wołamy głośno: sorry, taki mamy klimat. Podwyżka cen leków oczywiście spowoduje, iż wielu pacjentów nie będzie stać na ich wykup. Tłumaczymy więc, iż Polacy konsumują za dużo leków i wskazujemy też na poczynione oszczędności. Każde niewykupienie leków np. za 100 zł pozwala tę sumę zaoszczędzić. Zauważmy, że im wyższa cena leku, tym wyższe oszczędności. Jeśli ze 100 zł podrożeje na 150, to zaoszczędzamy już 150 zł. Ponadto do programu oszczędzania na lekach włączamy jeszcze większą liczbę pacjentów.

Te śmiałe działania możemy rozciągnąć na inne branże, np. na lotniczą. Ponieważ tak jak w przypadku rynku farmaceutycznego priorytetem jest życie i bezpieczeństwo, to właścielami linii lotniczych mogliby być tylko lotnicy i ewentualnie kosmonauci. Tak jak w przypadku aptek, trzeba wprowadzić kryterium odległości i doprowadzić do upadku lokalne lotniska, aby cały ruch przeniósł się na jedno centralne. Podróże pekaesem z Koszalina gdzieś na pole między Warszawą, a Łodzią, gdzie za jedyne 30 mld zł ma powstać nowe centralne lotnisko, skutecznie zniechęcą do latania.

W ramach walki z zatrudnieniem, dla niepoznaki zwaną walką z ubóstwem, trzeba zagwarantować pensję minimalną i wciąż ją podnosić. Jednocześnie, należy pamiętać, by pobierać daninę nawet od dochodów niewystarczających by przeżyć. Program walki z ubóstwem, czyli zatrudnieniem, to znakomita okazja by błysnąć mogła nasza dyplomacja. Można go przedstawić np. na forum ONZ albo Organizacji Jedności Afrykańskiej pokazując jak walczyć z ubóstwem w skrajnie biednych krajach Afryki. Wystarczy wprowadzić minimalną pensję - na początek 150 $ miesięcznie.

Skoro opozycja słusznie czy nie, oskarża o łamanie Konstytucji i gumowego kręgosłupa Trybunałowi, warto opracować jakiś ogólnikowy dokument i nazwać go Konstytucją Dla Biznesu. Korzystne, wciąż przypominające o konfliktach skojarzenia, nasuwać się będą same. Do tego ogólnikowego dokumentu, trzeba dołączyć kilkadziesiąt tomów uszczegółowień i rozporządzeń. Mogą np. dotyczyć rozliczeń za używanie służbowego samochodu, albo wzorem poprzedników, korzyści majątkowej w związku z darmowym pączkiem w pracy na Tłusty Czwartek.

Podejmując te wszystkie działania nie wolno jednak zapominać o opozycji. Ona też ciężko pracuje, by przegrać wybory i na razie ma zdecydowaną przewagę. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY