BLOGI

Prezes WEI. Twórca takich tytułów jak „Newsweek Polska”, „Forbes Polska” . Zaczynał swoją pracę zawodową w Stanach Zjednoczonych. Po studiach na University of Houston współpracował z Newsweekiem i Washington Post. Po powrocie do Polski kolejno pełnił funkcje dyrektora anteny RMF, zastępcy naczelnego „Wprost” a następnie naczelnego „Newsweek Polska” i „Forbes”. Wiceprezesa wydawnictwa Polskapresse. Następnie redaktora naczelnego Dziennika Gazeta Prawna i Rzeczpospolitej.

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Tomasz Wróblewski

Konflikt, na który nas nie stać

2018-01-31

Jeżeli ktoś liczył na jeszcze jeden tekst użalający się nad niesprawiedliwością i hipokryzją jaka spotkała Polaków, to to nie jest ten tekst. Jeżeli ktoś sądził, że to kolejna próba dowodzenia, że zapisy nowelizacji ustawy o IPN nie krzywdzą Izraela, Żydów, naukowców i dotyczą tylko kłamców historycznych, to to też nie jest ten tekst. To tekst o uznaniu rzeczywistości jaka jest i podjęciu twardych działań.

Burza wokół art. 55a nie odetnie nas od pieniędzy unijnych, nie doprowadzi do wycofania amerykańskich wojsk z Polski i nie sądzę, żeby nawet wpłynęła na ruch turystyczny z Izraela. Destrukcja wizerunku osłabia państwo powoli. Drąży jak kropla. Konflikt za konfliktem, osłabia naszą pozycję w Unii, w dziesiątkach na pozór mało istotnych ciał, kongresów, światowych organizacji, z których każdy z osobna niewiele znaczy, ale bez nich żadne państwo na dłuższą metę nic nie znaczy. I na ten kolejny kryzys nas po prostu nie stać. Ale tym bardziej nie stać już nas na wycofanie się z tej ustawy.

Myślę, że wszystko już powiedzieliśmy sobie o Żydach i Polakach. Jeżeli dziś wciąż nie możemy się porozumieć to nie dlatego, że minister Jaki nie dość precyzyjnie opowiedział co miał na myśli. Przeciwnie. Dlatego, że bardzo precyzyjnie zdefiniował to, gdzie się fundamentalnie różnimy z częścią żydowskich środowisk na świecie. Chodzi o dwa słowa – Narodowi Polskiemu - Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu ….. odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (…). Otóż, w przekonaniu wielu środowisk w Izraelu i Ameryce, Polacy są współodpowiedzialni za zbrodnie, co przeważająca część polskiego społeczeństwa uważa za herezję i podłość. Nasze poczucie krzywdy i dziejowej niesprawiedliwości, dla środowisk żydowskich jest drugorzędne do krzywd i tragedii jakie spotkały ich naród. To może dziwić, to może nas boleć, ale nauczmy się z tym żyć.

Jestem wielkim zwolennikiem dialogu, rozmów i szukania porozumień do granic wytrzymałości, ale tu się nie dogadamy. I czas to powiedzieć głośno. W imię porozumienia, przestańmy łudzić się że kogokolwiek do czegokolwiek przekonamy. Może ktoś kiedyś strywializuje ten dziejowy spór, a może przykryją go inne straszne doświadczenia. Może. Ale nie wierzcie, że teraz zrobią to za nas historycy i stoły dobrej woli. Nie zrobiły tego przez ostatnie 30 lat, nie zrobiły tego tysiące sympozjów, wystaw, muzeów, mędrców i ich do bólu mądrych książek. Nie dlatego, że zabrakło chętnych do mówienia i pisania. Przeciwnie dlatego, że po obu stronach jest ich coraz więcej i mają się coraz lepiej. Im więcej piszą im więcej wydobywają piekielnych świadectw zbrodni czy świetlanych przykładów heroizmu tym głębszy wyrasta między nami mur. To co dla Polaków jest symbolem bohaterstwa dla części środowisk żydowskich dowodem, że tylko nielicznych zachowali się godnie.

Od początku nie podobał nam się pomysł karania za słowa, nawet za podłe słowa. Uważamy to za przeciw skuteczne i mogące pociągnąć za sobą tysiące nieporozumień. Przyglądając się jednak debacie, widzimy, że drugiej stronie nie chodzi już o redakcyjne zmiany. Rzecz nie jest w pacyfikowaniu nastrojów, ale w budowaniu nowego konfliktu dla wewnętrznych celów politycznych. Tak, nie tylko polski rząd potrafi działać nieodpowiedzialnie dla jakichś tam bieżących, wewnętrznych korzyści politycznych. Ostre antypolskie ataki nienawiści, podkreślanie żądania żeby rząd Izraela uczestniczył we współredagowaniu polskich ustaw – to wszystko są gesty obliczone na zaognienie sporu, a nie na uspokojenie nastrojów. Wrzucanie w tym samym czasie, dodatkowo pretensji do ustawy reprywatyzacyjnej, ma kreować wrażenie permanentnej presji.

Jeszcze raz, ani jednej ani drugiej ustawy nie wspieramy w pełni, ale ważniejsze wydaje się zamknięcie trudnych tematów. Ustępstwa ich nie zamkną. Będziemy pozostawali w niedopowiedzianej przestrzeni. Zawsze narażeni na ataki, presje i szantaż moralny.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY