BLOGI

Mariusz Staniszewski

Kto ma bronić praworządności

2017-02-10

Powołanie komisji weryfikacyjnej w sprawie tzw. dzikiej reprywatyzacji staje się faktem. Nawet przeciwnicy PiS po cichu przyznają, że taki organ może być jedyną skuteczną odpowiedzią na falę wyłudzeń nieruchomości. No dobra, ale przecież to nie jedyny przykład skrajnego bezprawia.

Widoczna w rządzie determinacja do odebrania nieruchomości bezprawnie zagarniętych przez oszustów pokazuje, że państwo jest w stanie reagować na patologie. Wystarczy chęć – i nie jest najważniejsze z czego ona wynika. Są odpowiednie służby, procedury i możliwości prawne.

Dlaczego zatem w innych przypadkach struktury działają tak ociężale? Weźmy choćby przykład frankowiczów. Orzecznictwo sądów w sprawie kredytów denominowanych w szwajcarskiej walucie ukształtowało się już na tyle klarownie, że kancelarie prawne nie mają większych trudności z uzyskiwaniem korzystnych dla klientów banków wyroków. Wiele z nich utworzyło specjalne departamenty odpowiedzialne za te kredyty i wnioski przyjmują przez Internet. Pełen automatyzm i niemal 100 procentowa gwarancja sukcesu.

Jeżeli sprawa jest tak jasna pod względem prawnym, to dlaczego jest tak skomplikowana politycznie? Państwo jest przecież zobowiązane do przestrzegania zasad praworządności. To jego zadaniem jest zapewnienie obywatelom takich przepisów prawnych, które chronią ich przed systemowymi nadużyciami i oszustwami. A jeśli zajdzie taka potrzeba, jest zobowiązane do naprawienia błędów, które zamieniają klientów w ofiary.

W tym przypadku determinacji nie widać, choć przyjęcie prawa, które sankcjonowałoby stan faktyczny ustalony przez sądy wydaje się oczywiste. Ekonomiści tłumaczą, że przyjęcie przez państwo takich rozwiązań oznaczałby uderzenie w sektor bankowy i zmniejszenie jego możliwości kredytowych. W efekcie ratingi poszłyby w dół i ucierpieliby wszyscy.

Brzmi logicznie, ale idąc dalej tym tokiem rozumowania nie należy ścigać twórców karuzeli podatkowych, ponieważ wytwarzany przez nie obrót zwiększa polski PKB. Co z tego, że tylko na papierze, ważne, że dobrze wygląda. Większy PKB oznacza lepsze notowania polskich obligacji, podnosi ratingi, a więc zyskują wszyscy. Także wpuszczając do gospodarki pieniądze pochodzące z przestępstw podnosi się poziom inwestycji i zwiększa PKB. Ciągnąc dalej ten absurdalny sposób rozumowania dojdziemy do państwa drapieżczego, które zawsze staje w obronie silniejszych, i którego celem jest złupienie obywateli bez zapewnienia niczego w zamian. Taki stan powoduje, że prędzej czy później kraj staje się ofiarą silniejszych instytucji.

Współczesne państwo, które codziennie zmaga się z korporacjami o zasięgu globalnym, musi wykazywać się znacznie większą siłą, sprytem i determinacją niż miało to jeszcze 30 – 40 lat temu. Od tego zależy istnienie jego samego.

Jeszcze 70 lat temu aby wyzyskiwać obywali obcego kraju, trzeba było go podbić. Najbardziej jaskrawym przykładem tego był system kolonialny, który załamał się zaledwie pół wieku temu. Imperia transferowały pieniądze z terytoriów podległych powodując wzrost dobrobytu własnych obywateli. Kolonie miały rozwijać się tylko na tyle, by być odbiorcą dóbr.

Współczesna wojna jest za droga – zyski wynikające z podbicia ludności obcego kraju są znacznie mniejsze niż koszty potrzebne na utrzymanie zajętego terytorium. Zyski transferowane są więc za pomocą wielkich korporacji, które zawsze współpracują z rządami własnych krajów. Właśnie z tej perspektywy należy spojrzeć na kwestię kredytów frankowych. Międzynarodowe banki wykorzystały słabość polskiego państwa i skorzystały z okazji, by zarobić znacznie więcej niż wynikałoby to z udzielania zwykłych kredytów hipotecznych w złotówkach. W ten sposób portfele polskich klientów są i przez długie lata będą drenowane w sposób niezgodny z prawem. Ale jednocześnie wielkie korporacje finansowe naciskają na państwo, by nie kwestionowało tego bezprawia i nie dążyło do przywrócenia stanu praworządności. Jeśli ono jest bezradne zostaje sprowadzone do poziomu kolonii, bo na terytorium podległym prawo ustala imperium.  

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.