BLOGI

Wiceprezes WEI. Twórca takich tytułów jak „Newsweek Polska”, „Forbes Polska” . Zaczynał swoją pracę zawodową w Stanach Zjednoczonych. Po studiach na University of Houston współpracował z Newsweekiem i Washington Post. Po powrocie do Polski kolejno pełnił funkcje dyrektora anteny RMF, zastępcy naczelnego „Wprost” a następnie naczelnego „Newsweek Polska” i „Forbes”. Wiceprezesa wydawnictwa Polskapresse. Następnie redaktora naczelnego Dziennika Gazeta Prawna i Rzeczpospolitej.

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Tomasz Wróblewski

Lewicowa fascynacja Castro

2016-11-27

Śmierć Castro nie zasłużyła na wpis na naszej stronie. Niczego nie kończy ani nie zaczyna. Jeżeli za rok za pięć nastąpi nowe otwarcie na Kubie - prawdziwe wybory i wolny rynek, to wtedy będziemy pisać o historycznej chwili.  Dziś piszemy o hipokryzji progresywnej lewicy w świecie. O ludziach jak Jean Claude Juncker,  Jimmy Carter, premier Kanady Justin Trudeau i setki innej twitterowej lewicy z nostalgią żegnającej jedną z najbardziej odrażających postaci w historii. Nie jestem psychiatrą , nie będę przegryzał się przez meandry ich logiki. Zastanawiam się tylko skąd w  każdym socjaliście ten skryty podziw dla oprawców własnego narodu. Co ludziom, na okrągło odmieniającym słowo wolność, każe podziwiać tchórzliwego despotę, który do śmierci nie odważył się wystawić swojego dzieła pod osąd własnego narodu. Czyżby to jakieś skryte marzenia o totalnej kontroli?

Ci sami ludzie, którzy z żalem żegnają Castro, nigdy nie przekonają się do racji Augusto Pinocheta. Dyktatora, który odszedł w wyniku przegranych wyborów a wcześniej  oddał prawowitym właścicielom ich sklepy, fabryki i pola. Wszystko to, co jego komunistyczni poprzednicy razem z mafią narkotykową zrabowali swojemu narodowi. Jak to niegdyś zauważył XVI wieczny angielski filozof Tomasz Moore – „Najwięksi despoci odchodzą w najbardziej pospolity sposób. Umierają zostawiając nicość  po sobie”.    W tym wypadku powinniśmy pewnie przetłumaczyć to jako spustoszenie. Naród ogołocony z poetów, filozofów, najwybitniejszych umysłów, szczęśliwych, że udało im się uciec, albo zostali wydaleni z kraju zanim zgnili w więzieniu. Tymczasem czytam na Facebooku,  że Kuba stworzyła tylu wyśmienitych sportowców, tancerzy i tancerek, nie mówiąc o kilku znanych jazzmanach, że trudno pominąć wkład Castro w rozkwit światowej kultury i sportu. Pytanie, ilu  z tych wspaniałych ludzi zostało na wyspie po pierwszym zagranicznym tourne, i ile za sobą zostawili innych talentów w więzieniach.  Jak ślepa musi być ta lewicowa beztroska skoro nie dostrzega, że jedynym obok Hitlera, który na taką skalę osadzał gejów w obozach śmierci był właśnie Castro.  Sam zapatrzony w Stalina, stając przed problemem narastających konfliktów rasowych, rosnącej w siłę czarnej większości na Kubie,  postąpił jak na lewicowego despotę przystało - wysłał 100 tysięczną armie samych czarnych żołnierzy na wojnę w Angoli. Z tych, którzy wrócili, ponad  30 proc. wkrótce zmarło na AIDS. Czy to budzi jakieś skryte marzenia szefa europejskiego parlamentu Martina Schultza, który z  żalem żegna wielkiego rewolucjonistę?

Jak krótką pamięć ma europejska socjaldemokracja, która już pewnie nie pamięta jak Castro grzmiał o praskiej wiośnie – faszyści podnoszą głowę, a o naszej Solidarności, że to antyrobotniczy ruch zbrodniczego nacjonalizmu. To, że popierał i zbroił wszystkie możliwe organizacje terrorystyczne w świecie od Czerwonych Brygad po IRA, FARAC, zbrodnicze bandy w Peru, Sandinistów w Nikaragui, umyka wybiórczej lewicowej logice. A może wręcz przeciwnie, działacze partii nazywających się dziś Zielonymi we Francji czy Niemczech i tu odnajdują wspomnienia swojej „szlachetnej” ideowej młodości.

Raz odwiedziłem Kubę. Zaraz po upadku komunizmu w Europie. Równo 25 lat temu. Szukałem oznak tlącej się wolności. Zobaczyłem więcej nowych więzień, deportacji i wpływów Korei Północnej i Chin. Potem wielokrotnie znajomi namawiali mnie – pojedź, ostatni taki moment. Potem będzie za późno. Na Boga, na co za późno? Na zobaczenie jak ludzie we własnym kraju nie mają prawa wstępu na plaże. W imię przewrotnie rozumianej równości  wprowadzono systemową segregację na biednych i bogatych. Za późno żeby zobaczyć,  że jedyną  drogą kariery dla młodej dziewczyny jest prostytuowanie się za kilka dolarów, jak ludzie w tajemnicy handlują tym, co sami stworzą i wyprodukują, jak rodziny gnieżdżą się w zrujnowanych ruderach, jak muszą polegać na jałmużnie od rodzin z Florydy. A może za  późno będzie na oglądanie komunistycznych elit w zrabowanych pałacach zakochanych w zachodnich markach i najbardziej prymitywnych oznakach kapitalistycznego sznytu.  Czy naprawdę jest za późno żeby zobaczyć upokorzony naród?

Teraz partyjne wierchuszki zaczną robić to, co niegdyś robiły w Polsce, Czechach, na Węgrzech czy Ukrainie. Uwłaszczą się na drogich hotelach, na telefonii, elektrowniach, portach i zanim się zorientujemy na liście Forbesa pojawi się pierwszy kubański miliarder. Droga Kuby do wolności będzie równie pospolita, co i śmierć jego dyktatora. Tych wszystkich, którzy martwią się, że na coś tam na Kubie będzie za późno, uspokoję, jeszcze sporo upodlenia zobaczycie, zanim naród stanie na nogi.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY