BLOGI

Przedsiębiorca, specjalista do spraw komunikacji, laureat wielu nagród za kampanie PR i marketingowe. Mieszkał we Francji. Izraelu i USA. W latach 90. dziennikarz "Życia" TVP i szef redakcji sieci Radia Plus. Szef gabinetu ministra finansów, przez wiele lat dyrektor Biura Komunikacji w Polkomtel. Autor "Brzytwy Ockhama" - powieści nominowanej do Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus".

POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Dariusz Matuszak

My tu sobie gadu-gadu, a walizka sama po peronie skacze

2017-03-27

Skąd się ten urokliwy zwrot wziął dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo o co w nim chodzi. O to, że zajęci przyjemnostkami - np. w oczekiwaniu na pociąg, nawet nie zauważamy, że nam właśnie odjechał, że wydarza się coś istotnego.

Kilka dni temu w Niemczech minister sprawiedliwości przedstawił projekt ustawy przewidujący horrendalne kary grzywny - 50 i 5 mln euro dla właścicieli i administratorów portali społecznościowych, którzy nie usuną ze swych łam tekstów zawierających "mowę nienawiści" i nieprawdziwe informacje. Kanadyjska Izba Gmin właśnie przegłosowała uchwałę zobowiązującą rząd do systemowej walki z islamofobią. We Francji Parlament wprowadza karę 30 tys euro grzywny i 2 lat więzienia za podawanie informacji mogących "zniechęcać" do aborcji. Facebook, Google i Twitter rozpoczęły prace nad algorytmami pozwalającymi usuwać teksty/komentarze zawierające treści szerzące nienawiść, rasistowskie, homofobiczne, ksenofobiczne...itd. itp. Z pomocą Associeted Press mają też usuwać informacje uznane za nieprawdziwe.

Z czym my tu mamy do czynienia? Z powrotem cenzury proszę Państwa - zorganizowanej, zinstytucjonalizowanej i karzącej jak za starych czasów komuny. Nie miejmy złudzeń - prędzej, czy później te pomysły dotrą do Polski i będą wcielane. Nie ma zbyt głupiej rzeczy wymyślonej na Zachodzie, której z gorliwością nuworysza nie będziemy chcieli wprowadzić i u nas. Wszystko oczywiście w imię jeszcze bardziej postępującego postępu i jeszcze jaśniejszego oświecenia.

Od lat mamy do czynienia z pełzającą cenzurą. A to kogoś wsadzą za spalenie Koranu, a to po medialnej nagonce kogoś wywalą z pracy za komentarz o homoseksualistach, a to jakaś tam organizacja sama mianuje się obrońcą wolności i praw wszelakich i zacznie składać donosy skwapliwie rozpatrywane przez organy ścigania. Zaś studenci wielce postępowego Uniwersytetu Berkley podpalą go, by nie dopuścić do wystąpienia niejakiego MIlo Yannopoulisa - brytyjskiego Żyda, homoseksualisty jakoby szerzącego antysemityzm i homofobię. We Francji ichnia Rada Etyki Mediów, czy czegoś tam zakazuje pokazywania dzieci z zespołem Downa, bo to mogłoby urazić panie, które akurat usunęły ciążę z powodu domniemanych wad dziecka. To oczywiście przypadki tylko z jednej strony barykady, bo większość mediów jest w zależności od tego jakiej użyjemy nomenklatury lewicowa/liberalna i o to one decydują na kogo rzucić klątwę za mowę nienawiści, albo kłamstwa. Tak więc raper Snoopy Dog, który w swoim klipie mierzy do prezydenta Trumpa z pistoletu i jego krewniak piszący, że przerobią pierwszą damę USA na prostytutkę mogą spać spokojnie. To były takie żarciki i przejawy artystycznej ekspresji

Przykładów na cenzorskie działania są tysiące. Rozproszone, niby niepowiązane ze sobą zdawałoby się spontaniczne powoli podważały jedną z najistotniejszych gwarancji wolności obywatelskiej - swobodę wypowiedzi. Dziś mamy do czynienia z kolejną fazą -instytucjonalizowaniem, nadawaniem sankcji państwa działaniom pozbawiającym obywateli prawa do nieskrepowanego wyrażania swych opinii, choćby one były i głupie, czy dla kogoś niemiłe, albo wręcz obraźliwe. Teraz państwa, czyli urzędnicy będą określać co jest prawdą, co jest mądre, a co może obrazić.

Katalizatorem do przyspieszonej aktywności cenzorów były Brexit i zwycięstwo Trumpa. Okazało się jak bardzo poglądy prezentowane w tradycyjnych mediach rozmijają się z poglądami obywateli i jak nietrafne były diagnozy co do stanu ducha Brytyjczyków, czy Amerykanów. Dość powiedzieć, że czołowe sondażownie i media dawały Clinton ponad 90% szans na zwycięstwo w wyborach (nie mylić z % głosów). Kompromitację trzeba jakoś wytłumaczyć. Nagle więc karierę zaczęły robić pojęcia, o których jeszcze rok temu nie słyszeliśmy: postprawda, czy "fake news". Obywatele są głupi, nie potrafią odróżnić prawdy od kłamstwa, więc swe durne decyzje o wyborze Trumpa, lub opuszczeniu Unii podjęli właśnie na podstawie kłamstw, które czerpali z niekontrolowanego internetu. Dla wspólnego dobra trzeba więc odzielić ziarno prawdy od kłamstwa plew i zacząć kontrolować to co się pisze, mówi i pokazuje w sieci. Sami też politycy w poczuciu odpowiedzialności za powierzony im durny lud muszą go ustrzec przed dokonywaniem złych wyborów. W dziele wprowadzania cenzury mamy więc sojusz mediów i jasno oświeconej klasy politycznej. Kontrola, albo samokontrola mediów pozwala hodować wyborców i zapewnić elitom trwanie. Same zaś media np. społecznościowe po wprowadzeniu cenzury utracą część odbiorców, ale to niska cena za wyeliminowanie z rynku konkurencji. Jeśli w proteście na cenzurę facebooka zlikwiduje ktoś tam konto, to i tak swych opinii nie będzie mógł nigdzie wyrazić bo żaden właściciel serwisów nie zaryzykuje kary 50 mln euro, co proponują np. w Niemczech.

Jesli więc uda się politykom i tradycyjnym mediom zakneblować internet to będzie i strasznie i śmiesznie. Bo co np. zrobimy z takim posłem Szczerbą, który mówił, że miejsce Trumpa jest na śmietniku. Jeśli nie uda się go dopaść za "mowę nienawiści", to przyłożymy mu za rozpowszechnianie "fake news", bo miejsce Trumpa było na 5 Alei w Nowym Jorku, a teraz jest w Waszyngtonie na 1600 Avenue Pensylwania, czyli w Białym Domu. Ale nie pogadamy.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.