BLOGI

Mariusz Staniszewski

Niskie podatki przyciągają inwestorów do… Rumunii

2017-01-30

Mechanizm jest prosty – niższe daniny przyspieszają inwestycje i generują wzrost gospodarczy. Skąd zatem bierze się szukanie taka chęć szukania trzeciej drogi?

Jedno z pierwszych spotkań nowego amerykańskiego prezydenta dotyczyło podatków. Podczas rozmów z przedstawicielami biznesu Donald Trump obiecał obniżenie podatków, co ma zapobiegać przenoszeniu firm z USA za granicę np. do Meksyku. Podobnym krokiem straszy Unię Europejską brytyjska premier. Aby zapobiec ucieczce wielkich korporacji z Wysp po Brexicie Theresa May zapowiada zrobienie ze Zjednoczonego Królestwa raju podatkowego. Rumunia już obniżyła podatki – z wielu zupełnie zrezygnowała – i stała się liderem wzrostu gospodarczego w Europie. Zainwestowało tam już około 800 polskich firm, a następne już myślą o przeniesieniu produkcji do tego kraju, bo kusi niski poziom danin.

Niemiecka gospodarka nie byłaby dziś w tak dobrej kondycji, gdyby nie niepopularne swego czasu reformy kanclerza Gerharda Schroedera, który znacząco obniżył koszty pracy, a więc de facto obniżył poziom danin. Wtedy odbywało się to przy głośnych protestach związków zawodowych, które chciały chronić miejsca pracy, dziś Niemcy muszą importować siłę roboczą. Choć Schroeder za swoje decyzje zapłacił przegranymi wyborami – choć jemu samemu nie stała się szczególna krzywda, bo pobiera z Gazpromu sowitą pensje – to dziś Niemcy są niekwestionowanym europejskim liderem. Bez socjaldemokratycznego kanclerza nadal pewnie byłby „chorym człowiekiem Europy” – jak je nazywano kilkanaście lat temu.

Ale skutki niższych podatków także dla Polaków nie są wiedzą tajemną. Po obniżeniu CIT przez rząd Leszka Millera do Polski wlała się rzeka zagranicznych inwestycji, które spowodowały skok cywilizacyjny naszego kraju. Z kolei obniżenie akcyzy na alkohol spowodowało, że zamiast morza wódki z zagranicy, Polacy przerzucili się na rodzimą zwiększając wpływy do budżetu.

Poprzednie rządy PiS obniżyły składkę rentową i skokowo zredukowały podatki, dzięki czemu Polska ze stosunkowo małymi stratami przeszła przez kryzys lat 2008 – 2009. Spadki wpływów z eksportu zrównoważył popyt wewnętrzny, który wywołało pozostawienie w kieszeniach obywateli około 40 mld zł.

Jeśli wiadomo, że taki sposób działa, to zastanawiające jest dlaczego obecna ekipa tak bardzo obawia się zdecydowanego ruchu w tym kierunku. Moment jest szczególnie korzystny, bo w całej Europie trwa rywalizacja o pozyskanie firm uciekających w Wielkiej Brytanii. W UE wstrząsanym ciągłymi kryzysami – od nadmiernego zadłużenia po ataki terrorystyczne - Polska jest wyspą spokoju. Jedyne co zniechęca inwestorów to jeden z najgorszych, najbardziej skomplikowany i niewydolny system podatkowy. I nie chodzi o to, że firmy płacą zbyt wysokie podatki – wręcz przeciwnie, szybko uczą się ich unikać. Problem jest taki, że próbując naprawić system politycy ciągle go zmieniają. Starają się używać systemu podatkowego jako narzędzia do wyrównywania szans socjalnych obywateli i zrównywania nierówności społecznych. Jakby zapomnieli, że minister finansów jest raczej poborcą podatkowym i księgowym niż pracownikiem socjalnym. System podatkowy ma służyć do zebrania jak największej sumy pieniędzy, przy możliwie jak najmniejszych obciążeniach dla obywateli. Tylko tyle.

Jeśli więc przegramy wyścig o pozyskanie wielkich korporacji, szukających nowych siedzib z Europie bez Wielkiej Brytanii, to ze względu na ciągłe szukanie trzeciej drogi. Trochę to przypomina poszukiwanie kamienia filozoficznego. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.