BLOGS

Publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, felietonista „SuperExpressu” i współpracownik Polskiego Radia 24. Pracę dziennikarską zaczynał w „Życiu”. Przez 10 lat jako komentator był związany z dziennikiem „Fakt”, następnie z tygodnikiem „W Sieci” i portalem wPolityce.pl. Prowadzi programy „Szukając Dziury w Całym” i „Wróżenie z Faktów” na antenie Polskiego Radia 24. Autor wywiadów rzek: z Radosławem Sikorskim „Strefa zdekomunizowana” i ze śp. Lechem Kaczyńskim „Ostatni wywiad” oraz cyklu rozmów z analitykami Ośrodka Studiów Wschodnich „Między Berlinem a Pekinem”. Członek Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. Drugie hobby to muzyka klasyczna, przede wszystkim barokowa.

STORIES BY AUTHOR
  • No other articles added

Łukasz Warzecha

Patriotyzm gospodarczy – tak, ale rozsądny

2018-01-05

Przy okazji dyskusji o serialu „Korona królów” warto porozmawiać o patriotyzmie gospodarczym. Co ma wspólnego produkcja TVP z tą modną koncepcją? Całkiem dużo, zwłaszcza gdy spojrzy się na argumentację niektórych obrońców serialu. Powiadają oni: może to i słabe, a w każdym razie nie rewelacyjne, ale za to nasze, polskie, rodzime, krwawicą rąk naszych stworzone (choć za publiczne pieniądze), przeto chwalić trzeba, a kto nie chwali lub, nie daj Boże, krytykuje, ten ma kompleksy, chodzi na niemieckim pasku, należy do złej elity i tak dalej, i tym podobne.

Owszem, serial (którego tu nie recenzuję i nie oceniam jego poziomu) jest polską produkcją i, faktycznie, niczego podobnego dość dawno polska telewizja nie zrealizowała. Tylko czy to wystarczy, żeby go „kupić”? Czy jeśli na wirtualnej półce postawimy obok siebie tę produkcję i inne, w tym głównie niepolskie, do których ma dostęp przeciętny współczesny odbiorca telewizji, to czy są powody, aby – kierując się racjonalnymi przesłankami – wybrać produkt polski? To oczywiście częściowo wadliwe porównanie, bo za dostęp do serialu TVP nie płacimy bezpośrednio – ale za to zapłacić musimy poprzez abonament. Za dostęp do zagranicznych produkcji płacimy z własnej woli albo kupując abonament kablowy, albo korzystając z którejś z platform VOD. Mimo to mechanizm wyboru pozostaje podobny jak w przypadku zakupów w sklepie.

Kluczowe jest tutaj, jak pojmujemy patriotyzm gospodarczy. Na wolnym rynku konsumenci kierują się wybranymi przez siebie kryteriami przy nabywaniu towarów i usług. Można znaleźć sondaże, które te kryteria szeregują. W polskich warunkach niemal zawsze na pierwszym miejscu jest cena (według badania CBOS z września 2017 r. wskazuje na nią 81 proc. konsumentów), potem jakość (76 proc. wskazań), ewentualnie relacja ceny do jakości, co jest już bardziej skomplikowane, ale też jest chyba najlepszym kryterium decyzyjnym. Kupujemy dany towar czy usługę, ponieważ są względnie tanie, a dodatkowo oceniamy, że za niską cenę dostaniemy relatywnie wysoką jakość. Kryterium pochodzenia – czyli właśnie to, co jest kluczowe, gdy powołujemy się na patriotyzm gospodarczy – jest na trzecim miejscu (w przywoływanym badaniu 46 proc. wskazań). I to jest kolejność właściwa.

Dlaczego właściwa i dlaczego to kryterium nie powinno stać wyżej? Dlatego, że błędem jest rozumienie patriotyzmu gospodarczego jako nakazu kupowania produktu droższego lub gorszego, lub i gorszego i jednocześnie droższego, tylko dlatego, że to produkt rodzimy. Patriotyzm gospodarczy działa właściwie wówczas, gdy stawiamy obok siebie produkty, w przypadku których stosunek ceny do jakości jest naszym zdaniem porównywalny i wówczas wybieramy ten rodzimej produkcji. Jeżeli natomiast kryterium pochodzenia staje się ważniejsze niż relacja ceny do jakości – robimy krzywdę sobie, innym konsumentom oraz producentom preferowanego towaru. Dlaczego?

Istotą wolnego rynku jest konkurencja. W świecie idealnym oznacza to, że wygrywa towar lepszy. Wiadomo oczywiście, że nie żyjemy w świecie idealnym. W świecie realnym istnieją monopole, oligopole, istnieje reklama. Na wybory konsumentów wszystko to może mieć wpływ, ale też konsumenci umieją poruszać się w miarę sprawnie także w tym świecie. Są co do zasady racjonalni.

Jeżeli więc przyjmiemy, że tam, gdzie działa konkurencja, zwykle wybierane są produkty, w przypadku których relacja ceny do jakości jest najkorzystniejsza, to dla ich producentów impuls, żeby ulepszać ofertę i utrzymywać jakość. Dla innych, przegrywających – żeby podnosić jakość swoich produktów, utrzymując przystępną cenę. Na tym zyskują wszyscy: konsumenci, bo dostają coraz lepsze produkty; producenci najlepszych towarów, bo zarabiają; producenci słabsi, bo wiedzą, co muszą poprawić.

Oczywiście ten w miarę idealny stan bywa zakłócany choćby przez istnienie monopoli czy bardzo wysokich barier wejścia na rynek w związku z ogromnymi pieniędzmi, jakie potentaci, tworzący oligopole, są gotowi wydać na reklamę. Coś takiego możemy obserwować na przykład w przypadku rynku napojów gazowanych. Wciąż jednak ogólna reguła ma się w większości segmentów rynku dobrze i co do zasady pozostaje w mocy.

Co się natomiast stanie, jeśli ważniejsze od ceny i jakości będzie pochodzenie producenta lub usługodawcy? Przede wszystkim preferowany wyłącznie ze względu na swoje pochodzenie producent traci naturalny impuls do poprawiania produktu. Po co to robić, skoro produkt może być droższy i gorszej jakości, a i tak zostanie kupiony ­tylko dlatego, że jest polski? Z kolei firmy spoza kraju mogą uznać, że również nie opłaca im się dbanie o jakość i cenę, skoro i tak przegrywają tylko dlatego, że nie są rodzime. Konsumenci zaczną tracić, bo w konsekwencji miejscowe produkty zaczną się pogarszać, a obce mogą zniknąć z rynku.

Stawianie kryterium pochodzenia produktu na pierwszym miejscu jest oczywiście prawem konsumenta, ale z punktu widzenia zasad rynku jest nieracjonalne. Mówiąc najprościej: dlaczego miałbym kupować polską mało smaczną kiełbasę, która szybko zapleśnieje, mając obok znakomitą francuską w podobnej cenie? Dlaczego miałbym korzystać z polskiego przewoźnika kolejowego, o którym wiem, że notuje ciągłe opóźnienia, bilety są drogie, a kupowanie ich przez internet to mordęga, skoro mam możliwość za mniejsze pieniądze pojechać z przewoźnikiem niemieckim? I tak dalej. Odruchem racjonalnej osoby jest wybieranie tego, co lepsze za mniej.

Prawdziwy gospodarczy patriotyzm nie polega zatem na tym, żeby rozgrzeszać krajowych producentów z niedbalstwa, niskiej jakości, słabych wyników. To akurat z patriotyzmem wiele wspólnego nie ma.

Kupujmy zatem to, co polskie, ale nie kupujmy bezmyślnie. Kraj pochodzenia niech pozostanie trzecim kryterium wyboru, po tych zasadniczych, na których opiera się wolny rynek, a wszyscy na tym skorzystają. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
SEE PREVIOUS NOTES
NEWSLETTER

By providing your e-mail address, you agree to receive information from WEI.

OUR BLOGGERS