BLOGI

Mariusz Staniszewski

Polityka jak „Familiada”

2017-02-03

W polityce, gospodarce, historii coraz mniej liczą się fakty. Ważne są skojarzenia. Tak jak w programie „Familiada”, gdzie najbardziej punktowana nie jest odpowiedź najlepsza, ale taka, którą wybrało najwięcej średnio wykształconych współobywateli. Tak torowana jest droga do zwycięstwa… głupocie.

Niewątpliwym patronem tygodnia był Bolek. Niestety nie chodzi o jakiegoś świętego, ale o donosiciela, który za pieniądze sprzedawał antykomunistycznych działaczy. Właściwie to wszyscy wiedzieli o tym od dawna, ale teraz grafolodzy potwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że „Bolek” to Lech Wałęsa. Nie wiemy jeszcze jaki wpływ na jego prezydenturę miała agenturalna przeszłość i pewnie jeszcze poczekamy na głębokie analizy w tej sprawie. Zaskakujące jest dziś coś zupełnie innego – wielu ludzi publicznie deklaruje, że donosy Wałęsy nie mają dla nich żadnego znaczenia. Nawet jeśli biorąc pieniądze od bezpieki szkodził ludziom, którzy mu ufali.

Nie chodzi o to, że dotychczasowi wielbiciele Wałęsy powinni natychmiast się od niego odwrócić i uznać go za zdrajcę. Każdy może przecież kogo chce uznawać za bohatera. Istotna jest raczej zdolność do refleksji. Pozwala ona stwierdzić, że rzeczywistość nie jest jednowymiarowa i uznać, że nawet idol potrafi zachowywać się jak kanalia. Umiejętność dostrzegania szarości pozwala znacznie obniżyć poziom emocji i daje spokojnie pracować rozumowi. Ale ten przegrywa ze skojarzeniem. Jeśli komuś  przez ostatnie kilkadziesiąt lat Wałęsa kojarzyć się z antykomunizmem, to nie może dziś przyjąć faktów, który system skojarzeń zaburzają. Jak w „Familiadzie”.

Widzimy to na przykład przy okazji emocji, jakie budzi inny bohater ostatnich dni, czyli Donald Trump. W odległej od USA Polsce z niewidomych przyczyn, grupa ludzi o niejasnym stanie umysłu zbiera podpisy w proteście przeciwko polityce nowego amerykańskiego prezydenta. Oczywiście w imię  obrony demokracji. Logika jest szaleńcza, bo Trump wprowadza w życie to, co obiecał w kampanii wyborczej. Realizując program, dzięki któremu znalazł się w Białym Domu, pokazuje prawdziwą wartość demokracji.

Ale wyznawcom „Familiady” nie chodzi o fakty, ale o skojarzenia. Jeśli do tej pory uważali, że aborcja jest synonimem wolności, a bezrefleksyjne przyjmowanie muzułmańskich imigrantów przejawem otwartości, to działania odwrotne będą uważali za opresję. Nawet jeśli tak pojmowana wolność i otwartość prowadzą do destrukcji społecznej i utraty swobód obywatelskich. Prawda i racjonalna ocena rzeczywistości nie mają znaczenia – ważniejsze są skojarzenia. Jak u Karola Strasburgera.

Uderzająca jest także zapowiedź podniesienia zasiłku dla bezrobotnych do 1000 zł. Nie chodzi o jakieś racjonalne działanie, ale proste skojarzenie: „jeśli sypniemy ludziom pieniądze to będzie lepiej”. Doświadczenia innych państw pokazują, że zbyt wysokie świadczenia socjalne demobilizują obywateli i wytwarzają nową, „socjalną” warstwę społeczną, której najbardziej przerażającą cechą jest dziedziczenie biedy. 

Choć wiadomo, że wprowadzenie takiego rozwiązania wypchnęłoby w szarą strefę dziesiątki tysięcy ludzi to górę bierze zasada z „Familiady”. W tej grze oczywiście można wygrać, ale zawsze triumfują ci, którzy dobrze odczytywali nastroje innych. Od razu trzeba jednak zastrzec, że z sukcesu cieszą się  nieliczni. Pozostali mogą się tylko przyglądać zwycięzcom i żyć nadzieją, że kiedyś znajdą się na ich miejscu. 

Fot. Radek Bet/ na lic. Creative Commons/ flickr.com

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.