BLOGI

Mariusz Staniszewski

Przykład Piniora

2016-12-02

W tekście „Pinior – głupia polityka karna” Cezary Kaźmierczak popełnia – moim zdaniem – podstawowy błąd w diagnozowaniu problemu korupcji w Polsce. Uważa on, że ściganie polityka za łapówki wysokości 46 tys. zł jest drugorzędne, bo ważniejsze są wyłudzenia VAT czy CIT. Sytuacja jest raczej odwrotna – byłoby mniej wyłudzeń na wielką skalę, gdyby było jasne, że polityk może trafić za kratki nawet za 46 tys. zł.  

Sprawa Józefa Piniora z niejasnych przyczyn zaczęła wyrastać na kwestię symboliczną. Być może dlatego, że były senator ma na koncie piękną kartę z okresu działalności w „Solidarności”. To jednak nie ma nic wspólnego z zarzutami, jakie stawia mu obecnie prokuratura.

Dziś nie mówimy o legendzie, ale o osobie podejrzanej o popełnienie przestępstw korupcji i płatnej protekcji. Sprawa jest o tyle istotna, że dotyczy byłego senatora, a właściwie senatora rządzącej koalicji, bo do przestępstw miało dochodzić w czasie, gdy polityk był przedstawicielem formacji sprawującej władzę. Z informacji ujawnionych przez organa ścigania można wywnioskować, że ówczesny senator przez dłuższy czas był inwigilowany, czyli pewnie podsłuchiwany. Jeśli operacja specjalna dotyczy osoby tak wysoko postawionej w państwowej hierarchii, musi zostać zaakceptowana nie tylko przez kierownictwo CBA, ale też prokuratury i odpowiedniego sędziego. Przypomnijmy, że działo się to w czasie, gdy na czele prokuratury nie stał Zbigniew Ziobro, ale dość uległy wobec poprzedniej władzy Andrzej Seremet. To oczywiście nie musi uprawdopodabniać winy Piniora, ale pozbawia sprawy podtekstu politycznego rewanżyzmu.

Zarówno kierownictwo prokuratury, jak i w CBA musiały zdawać sobie sprawę z tego, że fałszywy krok w tym śledztwie będzie wiązał się z poważnym skandalem politycznym. Mimo tego sprawa była kontynuowana. Zatrzymanie i postawienie zarzutów muszą być tego naturalną konsekwencją.

Cezary Kaźmierczak pisze, że jeśli zarzuty dotyczą zaledwie 46 tys. zł, to organa ścigania zamiast wchodzić o 6 rano do domu Piniora, mogły go wezwać i spokojnie postawić zarzuty. Być może wyglądałoby to bardziej elegancko, ale mogłoby okazać się zupełnie nieskuteczne. Jeśli założymy, że Pinior rzeczywiście przyjmował łapówki i były na tę okoliczność jakieś dokumenty, to doskonale wiedziałby, co oznaczało dla niego wezwanie do CBA. Po otrzymaniu pisma miałby sporo czasu na zniszczenie dowodów winy. Jeśli nie wiedział o inwigilacji, organa ścigania miały szansę na zabezpieczenie dodatkowych dowodów.

Zatrzymanie o 6 rano nie jest zresztą niczym szczególnym, ponieważ jest zgodne z polskim prawem. Nie można mieć zatem pretensji do organów ścigania, że postępują według przepisów.  

I tu dochodzimy do głównej tezy Cezarego Kaźmierczaka, że wielką rangę nadaje się śledztwu o łapówkę wysokości 46 tys. zł, a nie ściga się przestępców wyłudzających VAT i CIT. Tu pojawiają się dwa błędy – zwiększone wpływy z VAT i CIT nie wynikają z systemowych rozwiązań prawnych umożliwiających zapobieganie wyłudzania VAT i CIT, ale właśnie z polityki organów ścigania. Nie jest to może najlepszą informacją, bo lepiej by było, gdyby to przepisy i monitoring zapobiegały przestępstwom podatkowym, a nie działalność policji i służb specjalnych, ale takie są fakty. Co tydzień dociera do opinii publicznej informacja o rozbiciu gangu wyłudzającego podatki.

Druga kwestia dotyczy filozofii przestrzegania prawa. Nie da się tak skonstruować polityki karnej, by ścigać głównie wielkich oszustów, a na mniejszych przymykać oko. Cały sukces polityki Rudolpha Giulianiego „zero tolerancji” polegał właśnie na tym, że nie było przyzwolenia na żadne przestępstwa. Ani małe, ani duże. Obywatele Nowego Jorku zrozumieli, że jeśli karane jest okradanie metra, to także większe nadużycia nie ujdą na sucho.

I w takim kontekście należy dziś patrzeć na sprawę Józefa Piniora. Jeśli przed sądem staje legenda „Solidarności”, która jest podejrzana o przyjęcie 46 tys. zł, to znaczy, że tolerancji nie będzie też dla grubszych ryb.

Zgadzam się natomiast z Kaźmierczakiem, że stosowanie aresztu dla takich osób jak Pinior może być bezsensowne. Jeśli prokuratura ma wystarczające dowody, by go zatrzymywać i stawiać zarzuty, to przetrzymywanie go za kratkami jest bezsensowne. Ma być raczej elementem opresji, a nie środkiem zapobiegawczym. Trudno sobie przecież wyobrazić, by Pinior próbował uciec za granicę, albo zastraszał świadków. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.