BLOGI

Konsultant public relations. Dyrektor Generalny Business & Media Consulting. Ukończyl filozofię na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskigo. W latach 80-ych był działaczem opozycji demokratycznej i dziennikarzem prasy podziemnej. Pracował jako reporter podczas strajków robotniczych. Był także sprawozdawcą obrad Okrągłego Stołu.

W wolnej Polsce łączony był z konserwatystami, a później z liberalnymi inicjatywami politycznymi.

Publicysta, redaktor i wydawca już nieistniejących pism (m.in. "Ład", "Spotkania", "Życie Warszawy", "Życie").

Jest piłkarzem i tenisistą, ale bez większych osiągnięć. Mieszka w Warszawie od 1962 roku, czyli od urodzenia.

 

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Jerzy Wysocki

Repolonizacja mediów czyli gazety rządowe

2017-03-21

Rząd planuje ograniczyć udziału kapitału zagranicznego w polskich mediach. - Brany jest pod uwagę wariant dekoncentrowania mediów poprzez ustawowe wymuszenie pozbywania się mediów w przypadku , gdy wydawca ma zbyt duży udział w rynku – ujawnia Barbara Bubula, szefowa sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Ustawę przygotowuje resort kultury i ma być gotowy w czerwcu.

O co tu chodzi i po co to robić? Przedstawiciele rządu deklarują wprost: chodzi o ograniczenia dla kapitału niemieckiego, który w prasie zwłaszcza lokalnej ma dominującą pozycję. Nie podoba to się partii rządzącej, która za Niemcami nie przepada, a z repolonizacji uczyniła jedno z naczelnych haseł i projektów.

Prawdą jest, że wydawcy niemieccy dominują w polskich mediach. Dlaczego tak się stało? Przede wszystkim, wolny rynek tak to poukładał. Choć i tak ograniczenia w koncentracji były ze strony UOKiK. Pytanie czy ubolewanie, że na wolnym rynku ktoś stał się potentatem może trochę dziwić. Zaś próba ingerencji w ten rynek musi niepokoić.

Prawdą jest także, że w większości krajów UE są przepisy odnośnie konsolidacji mediów i udziału kapitału obcego. Ale czy musimy się ślepo wzorować? Przecież rządzący dobitnie tłumaczą nam, że mamy wzmacniać polską suwerenność, a władze unijne winny odczepić się od polskich rozwiązań ustawowych

Nikt rozumny nie pyta dlaczego w Polsce najwięcej telewizorów pochodzi z Japonii czy Korei; tak jest i koniec. Ale media to temat politycznie wrażliwy. Kto ma media, ten władzę – w tę pseudoprawdę od zawsze wierzą politycy, co najlepiej widać przy kolejnych rewolucjach kadrowych w państwowej telewizji i radiu.

Zapewne w ustawie nie znajdzie się zapis o nacjonalizacji prasy, ale może się okazać, że de facto rozpocznie się taki właśnie proces. Jeśli zagraniczni (niemieccy) wydawcy będą zmuszeni do wyzbycia się części tytułów prasowych, to ktoś będzie musiał je kupić. A co, jak nie będzie oferenta? Będzie. Są spółki skarbu państwa, pieniędzy mają mnóstwo. Każdego przelicytują. Cokolwiek kupią, gdy będzie polityczny imperatyw. Pamiętacie telewizję familijną tworzoną za AWS-u przez środowisko Wiesława Walendziaka? Największe państwowe firmy włożyły tam spore pieniądze. Czy o taki scenariusz tu chodzi?

A co po kolejnych wyborach, jeśli PiS jednak przegra? Inna partia obsadzi spółki państwowe i podległe im wydawnictwa. Linia redakcyjna skręci o 180 stopni. Pisma nadal będą prorządowe, ale rząd już inny i inne wytyczne. Czy o takie media chodzi politykom, z których wielu to zasłużeni działacze antykomunistycznej opozycji.

I jeszcze przestroga. Ostatnie wybory prezydenckie i parlamentarne. PiS wielokrotnie skarżył się, że media są mu nieprzychylne, wręcz wrogie. I w dużym stopniu była to prawda. No ale partia Jarosława Kaczyńskiego spektakularnie wybory wygrała. Więc prośba o refleksję, czy pokusy zawłaszczania mediów lepiej nie powstrzymać. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.