BLOGI

Doradca firm sektora zbrojeniowego, publicysta. Poprzednio zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej", "Dziennika Gazety Prawnej", "Dziennika Polska , Europa, Świat", miesięcznika "Nowe Państwo", korespondent wojenny. Autor książek "Nasi w Legii Cudzoziemskiej", mówiącej o Polakach służących w tej znanej formacji po upadku komunizmu, "Rozmowy o Polsce" - cyklu wywiadów z czołowymi polskimi historykami. Autor setek artykułów w prasie drukowanej i komentarzy w mediach elektronicznych. Specjalizuje się w tematyce bezpieczeństwa, polityki zagranicznej, obronności.

POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Andrzej Talaga

Rosja – USA: Groźny zgrzyt żelaza

2018-04-11

Stany Zjednoczone przygotowują atak na siły reżimu Assada w Syrii. Wszystko wskazuje na to, że będzie to mocne uderzenie w wiele celów, a nie punktowy cios rakietowy. Zostaną więc wykorzystane do niego okręty, z których będą odpalane rakiety manewrujące, jak i lotnictwo, nie tylko amerykańskie, ale także sił koalicji walczącej dotąd z Państwem Islamskim. Ta operacja, o ile do niej dojdzie, będzie więcej niż ryzykowna z powodu obecności w Syrii rosyjskich wojsk, przede wszystkim systemów obrony przeciwlotniczej S-400.

Każdy zmasowany atak lotniczy jest poprzedzony inicjacyjnym uderzeniem w instalacje rakietowe, centra dowodzenia obrony powietrznej i wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych, ewentualnie także lotniska wroga. Chodzi o uzyskanie dominacji w powietrzu zanim zacznie się właściwa operacja, co gwarantuje względne bezpieczeństwo atakującym samolotom. Tak było dwa razy w Iraku, w Jugosławii, w Libii, nie inaczej powinno być w Syrii. Powinno. Z Syrią jednak jest ten problem, że północ kraju jest chroniona przez Rosjan, a w pozostałej części kraju rosyjscy oficerowie wspomagają obronę powietrzną i są obecni w jednostkach lądowych, jako doradcy, a często wręcz ich faktyczni dowódcy.

Gdyby zatem Amerykanie chcieli przeprowadzić zmasowaną operację zgodnie z wymogami sztuki wojennej powinni najpierw zaatakować Rosjan, co z powodów politycznych nie wchodzi w grę. Rozwiązaniem mogłoby być uzgodnienie celów z Moskwą, w innym wariancie powiadomienie np. dzień wcześniej dowództwa rosyjskiego o lokalizacji celów i czasie ataku, tak by miało czas wycofać stamtąd swoich żołnierzy. Wtedy jednak z całą pewnością wiedza ta zostanie przekazana Syryjczykom, co osłabi skuteczność nalotów. Podobnie sprawa ma się z potencjalnymi celami cywilnymi, gmachami ministerstw, czy innymi obiektami newralgicznymi dla władzy. Wszędzie tam też są Rosjanie, bowiem Syria stała się de facto rosyjską półkolonią, współzarządzaną przez obywateli Federacji Rosyjskiej.

Przy całym obecnym ochłodzeniu w relacjach na linii Moskwa – Waszyngton należy odłożyć między bajki hipotezę, że prezydent Trump albo chce zaatakować Rosjan w Syrii, albo nie przejmuje się, iż mogą oni znaleźć się wśród ofiar ataku. Nic takiego. Na śmierć rosyjskich żołnierzy wojsk regularnych z rąk Amerykanów Kreml będzie musiał odpowiedzieć, by zachować władzę w kraju. Przy takim rozdęciu propagandy nacjonalistyczno – militarystycznej brak odpowiedzi oznaczałby całkowitą utratę przez władzę wiarygodności. A co dalej? Nastąpiłaby zapewne eskalacja, o niemożliwych do przewidzenia konsekwencjach.

Jeśli tak, pozostają dwie wersje przyszłych wydarzeń, o ile w ogóle nastąpi atak. Pierwsza – Amerykanie dogadają się potajemnie z Rosją, co do listy celów. Druga – będą uderzali wyłącznie tam, gdzie z pewnością nie ma Rosjan omijając szerokim łukiem przestrzeń powietrzną chronioną przez rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej. W obu wypadkach – odwet za użycie broni chemicznej będzie bardziej symboliczny niż wyniszczający i nie zmieni strategicznego układu sił w Syrii.

Nie wolno jednak zapominać, że na wojnie zdarzają się też niechciane przypadku, które mogą samoczynnie doprowadzić do eskalacji, dlatego stanęliśmy przed bodaj najgroźniejszym kryzysem w relacjach międzynarodowych ostatnich dekad. W tym samym miejscu, w tym samym czasie, po przeciwnych stronach barykady stoją dobrze uzbrojeni Amerykanie i Rosjanie, którzy mogą zacząć do siebie strzelać. Oby nie zabrakło im rozwagi.

Komentarz wyraża prywatne poglądy autora

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY