BLOGS

Vice-president of the Warsaw Enterprise Institute. Founder of Newsweek Polska and Forbes Polska magazines. After graduating from the University of Houston in the United States he worked for Newsweek and The Washington Post. After returning to Poland, he worked as a director at the RMF FM radio station, deputy editor-in-chief of Wprost magazine, editor-in-chief of Newsweek Polska and Forbes, vice-president of the Polskapresse publishing house, and editor-in-chief of Dziennik Gazeta Prawna and Rzeczpospolita daily newspapers.

Subskrybuj kanał RSS
STORIES BY AUTHOR

Tomasz Wróblewski

Seks-skandal i wolny rynek prasy

2017-10-11

Na co dzień w WEI nie zajmujemy się skandalami i życiem erotycznym gwiazd. Nawet jeżeli dotyczą najpotężniejszego producenta filmowego na świecie Harveya Weinsteina i kilku Oskarowych aktorek. W całym tym bagnie zafascynował mnie jednak całkowicie pomijany wątek hipokryzji i bezsilności tradycyjnych mediów. Po części odpowiedź na pytanie co sprawiło, że i nasz i amerykański świat w takim tempie obdzierany jest ze swoich świętych, nietykalnych elit.

Rzecz nagłośnił New York Times. Nie odraz, bo redaktor kilka tygodni wahał się co z tym zrobić, ale kiedy usłyszał, że jeden z portali chodzi za tematem, ruszył z drukiem.  Historia pełna jest pikanterii i typowego dla Hollywood rozdzierania szat, hucznego wyrzucania z biura, rozwodów, i jakże inaczej,  największych nazwisk partii Demokratycznej. Do dziś zgłosiło się 13 aktorek w tym trzy oskarżają Weinsteina o gwałt. Media mówią o co najmniej 20 kolejnych, które chcą się zgłosić. Na tym pewnie nie koniec bo historia obłapywania, nagabywania, szantażowania sięga początków lat 90 tych. 30 lat istnienia wytwórni Mirmax to 30 lat obleśniactwa jej twórcy i  prezesa.

Jak to możliwe, że nikt o tym nie wiedział? Okazuje się, że wszyscy wiedzieli, tylko nikt nie odważył się tego nagłośnić. Jak wiele historii do niedawna krążących po Warszawie o znanych redaktorach i ich obyczajowości, o kamienicach rozkradanych. Niby też wszyscy wiedzieli, a prawie nikt nie miał odwagi. A kiedy nawet próbowano, to zwykle sprawa została natychmiast wygłuszana.

W tum wypadku teksty ginęły w szufladach redaktorów naczelnych, prokuratorzy umarzali sprawy a policja nie mogła znaleźć dostatecznych dowodów. Zwykle dociekliwi, amerykańscy dziennikarze, jakoś nie mogli wpaść na trop. Nawet kiedy podczas  ceremonii wręczenia Oskarów.  w 2013 prowadzący Seth MacFarlane ogłaszając nominacje za najlepsze drugoplanowe role  dla Anne Hathaway, Sally Field i Jackie Weaver, zażartował “Congratulations - panie nie muszą już udawać, że podoba wam się Harvey Weinstein.  Sala pokładała się ze śmiechu, ale żadna gazeta nie pociągnęła dalej wątku.

W 2015, główny prokurator dla Mahattanie Cyrus Vance, w zamian za wpłatę 10 tys. dolarów na rzecz jego kampanii wyborczej zgodził się umorzyć sprawę z oskarżenia włoskiej aktorki, która zaprezentowała nawet nagrania dźwiękowe. Weinstein nie szczędził pieniędzy na opłacanie polityków, sędziów, łożył na kampanię Hillary Clinton, ale jak się okazuje, nie to dawało mu nietykalność.

Kluczem do zrozumienia fenomenu Weinstaina i później do jego publicznej śmierci,  są media. A dokładniej rewolucja jak dokonała się w mediach za sprawą internetu. Dziennikarze od lat interesowali się i drążyli w sensacyjnych historiach Weinsteina. Kolejne, aspirujące aktorki zgłaszały się do gazet ze swoimi wstrząsającymi opowieściami. W tym do tygodników jak Times, który był chempionem walki z dyskryminacją i  molestowaniem kobiet. Pamiętam, że kiedy byłem w nowojorskiej siedzibie Newseeka w 2004 roku,  korytarze redakcji huczały od plotek o tym co wydarzyło się w Timie, w redakcji po przeciwnej stronie ulicy. Dziennikarka Sharon Waxman opisała historię Weinsteina. Historia trafiła na biurko naczelnego, który kazał ją natychmiast pogrzebać i zabronił dziennikarzom wracania do tematu.

 Miramax zostawiał w tygodniku miliony dolarów w reklamach. Plotka o zablokowaniu tekstu krążyła po nowojorskim światku dziennikarskim, ale nikt dalej historii nie podchwycił. Dziś wiemy, że takich historii było znacznie więcej. Weinstein miał setki rozmaitych sposobów na opłacanie redakcji. Nie tylko kupował reklamy, ale też prawa do tekstów Vanity Fair, Talk,  New Yorkera. Obiecywał, że zrobi z tego film. Za każdym razem kiedy jedna z jego ofiar wędrowała do któregoś z magazynów, Weinstein oferował, że kupi prawa do ich tekstów. To było w czasach kiedy gazety i magazyny sprzedawały swoje milionowe nakłady. Były najważniejszym nośnikiem reklam, wiedzy o filmie i wysokiej klasy dziennikarstwa. To były czasy kiedy gazety największe tytuły w kraju, stać było na zamawianie fascynujących ludzkich historii, reportaży z całego świata, do których producenci kupowali prawa, a potem kręcili filmy. A nawet jak nie kręcili, to nikt się nie dziwił zakupom. W miarę jak rozpełzną się Internet, wydawców nie było już stać na opłacanie drogich reportaży, których napisanie trwało miesiącami, tekstów pisanych przez najlepszych autorów w kraju. Producenci nie bardzo mieli już co odkupować a Weinstein nie bardzo miał jak przelewać tam swoje pieniądze. Reklama przeniosła się do Internetu. Najlepszą rekomendacją nie był już artykuł w NYT ale opinia na Facebooku czy Rotten Tomatos . Weinstein tracił swoje przełożenie na gazety, więcej pieniędzy zaczął przelewać na kampanie polityków i sędziów. Nie sądził, że to już nie jest jeden i ten sam świat. Politycy mieli coraz mniejsze przełożenie na gazety. Pisma przejmowali nowi wydawcy coraz mniej związani z elitami. Ludzie z innego biznesu, bez rozległych koligacji. Oczywiście zęść za wszelką cenę chciałą się wkupić w łaski elit, co tak dobitnie widzieliśmy na przykładzie wydawców noworyszy na polskim rynku. Pojawiło się jednak wiele nowych, niezależnych twarzy. Dziś nie ma już Newsweeka, ale nawet gdyby był, nie byłoby komu zablokować tam historii o seksualnych podbojach Clintona.

Internet wyrządził spore spustoszenie w prasie. Przeorał świat dziennikarski. Zniszczył dobre dziennikarstwo papierowe. Nie tylko w Ameryce. Ale na koniec, kiedy wreszcie kurz opada i rynek informacji od nowa definiuje się, widzimy ile też wyrządził dobra. Każda kolejna afera to historia bezkarnych elit spadających z piedestałów.  Gazety, które  przetrwały nie mogą już chomikować  historii o politykach, o gwiazdach, o wspaniałych i bogatych. Zawsze gdzieś będzie  strona, która  nie ma żadnych zobowiązań, nie  jest uzależniona od Weinsteinów naszego świata. Co do polityków i ich przekupstwa wciąż mam wątpliwości, ale nowych mediów już się nie zagada. Choćby jedna z drugą gazetą po tysiąc razy odmieniała słowo fake news. Ostatecznie to Internetowe media i łatwiejszy próg dostępu zmienia i oczyszcza politykę a nie odwrotnie. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
SEE PREVIOUS NOTES
NEWSLETTER

By providing your e-mail address, you agree to receive information from WEI.

OUR BLOGGERS