BLOGI

Przedsiębiorca, specjalista do spraw komunikacji, laureat wielu nagród za kampanie PR i marketingowe. Mieszkał we Francji. Izraelu i USA. W latach 90. dziennikarz "Życia" TVP i szef redakcji sieci Radia Plus. Szef gabinetu ministra finansów, przez wiele lat dyrektor Biura Komunikacji w Polkomtel. Autor "Brzytwy Ockhama" - powieści nominowanej do Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus".

POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Dariusz Matuszak

Śpieszmy się tępić debili, tak szybko nadchodzą

2018-01-23

Lubię anglosaskich publicystów. Oni nie żałują takich określeń jak dureń, tępak, oblech, świnia i co tam komu przyjdzie do głowy. można sobie poużywać.

Kilka dni temu niejaka Tracey Crouch została brytyjską minister (a może nawet ministrą, kto ich tam wie) od spraw samotności. W tym roku przygotuje im - tym Brytyczykom, strategię przewidującą zaangażowanie rządu, służb publicznych, władz lokalnych, biznesu, wolontariuszy etc. - no w zasadzie wszystkich.

Już pierwszy pomysł wskazuje, że cała akcja walki z samotnością może zakończyć się przynajmniej częściowym sukcesem. Jak się te wszystkie gremia zbiorą, to przynajmniej w czasie narad ich uczestnicy nie będą osamotnieni. Ba, być może uda im się nawet na stałe zawiązać jakąś wspólnotę i tak jak inni dzielą się światełkiem miłości oni będą celebrować knoty.

Tymczasem równolegle, na tej samej planecie i w tym samym brytyjskim, a teraz już także amerykańskim uniwersie, z coraz większym animuszem rozwija się ruch walki z przyjaźnią. Postępująco postępowi psychologowie i pedagodzy odkryli, że posiadanie najlepszego przyjaciela jest dla młodych ludzi szkodliwe, więc coraz więcej szkół zaczyna wprowadzać odpowiednie normy mające do tego zniechęcać. Do takiej szkoły swoje dziecko wysłali nawet książę William, następca tronu i jego zona Kate, więc można się spodziewać, że debilny ruch będzie się rozwijał, bo znajdą wielu naśladówców.

Co złego jest w tym by mieć najlepszego przyjaciela? Według postępująco postępowych i jasno oświetlonych przede wszystkim nie ma nic dobrego. Po pierwsze postępowa ludzkość ma budować społeczeństwo otwarte, w którym nikt nie może czuć się wykluczony, czy pokrzywdzony. Już sama idea posiadania najlepszego przyjaciela oznacza wykluczenie innych. Wszyscy przecież nie mogą być najlepszymi przyjaciółmi. Jak najlepszym przyjacielem jest Rysio, to Zdzisio jest już wykluczony. Ba, on może być nawet pokrzywdzony, bo być może całkiem niesłusznie to Rysio został najlepszym przyjacielem.

Według mnie, nie da się jednak wykluczyć, iz małżeństwo Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg, bo takie nazwisko po ojcu Filipie normalnie nosiłby William, a nie żadne tam Winsdor, wykazało się wyjątkową przenikliwością, albo nawet tępotą.

Ich syn - Jurek, trzeci w kolejce do tronu, to w tej szkole będzie miał samych najlepszych przyjaciół. Wystarczy się dzieciaków popytać i się okaże. Nikt więc nie będzie wykluczony. Być może na tym więc polega przewrotny geniusz małżeństwa Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg. Z drugiej zaś strony jeśli szkoła ma tępić "najlepszą" przyjaźń, to wykluczeni będą wszyscy, bo przecież nikt nie zostanie najlepszym przyjacielem wbrew regulaminowi.

W ten sposób też można osiągnąć wymarzoną przez postepową część ludzkości równość - w wykluczeniu. Yossarian, bohater książki "Paragraf 22" uważał się za szczerego demokratę, bo wszystkimi gardził po równo.

Jasno oświetleni psychologowie brytyjscy wskazują na jeszcze jeden problem. A co się stanie jeśli więzy takiej szkolnej przyjaźni zostaną zerwane? To się może według nich bardzo odbić na psychice dziecka. To może być prawdziwa trauma, więc lepiej, żeby ciało pedagogiczne zainterweniowało już na etapie zawiązywania takiej relacji. Nie było przyjaciela, nie ma straty, to nie ma i traumy.

Amerykańska psycholog, albo nawet psycholożka Barbara Greenberg w artykule zamieszczonym US News & World Report wskazuje, że jak ma się najlepszego przyjaciela, to ktoś jest "gorszym" przyjacielem. Już samo to poczucie niższości może wywołać traumę i odbić się na psychicznym zdrowiu. Być może to nawet sama Greenberg była za młodu taką "gorszą" przyjaciółką. Do tego jeszcze dochodzą zdrady i przeżycia z nimi związane. Raz najlepszy jest Jurek, a potem Bogdan etc. Greenberg chwali się, iż przyjmuje mnóstwo dzieciaków (na pewno nie leczy), które zestresowane przyprowadzają rodzice. Jak żyć, Barbaro Grreenberg, jak żyć?

Tu się proszę Państwa nie ma co śmiać. Tu trzeba lać po mordach i patrzeć, czy aby zgodnie z ideałami postępu równo puchną . Oni to zrobią, rozpędzą tę machinę kretyńskich eksperymentów na dzieciakach, a nie ma takiej intelektualnej tandety, której byśmy sobie z Zachodu nie sprowadzili.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY