BLOGI

Artur Kiełbasiński

Straszne przesłuchanie, ale nie rzucajmy kamieniem

2017-07-05

Tak żenującego widowiska jak przesłuchanie prokurator Barbary Kijanko z Gdańska jeszcze przed komisją ds. Amber Gold nie było. Ale zanim spalimy na medialnym stosie prokuratorkę z Gdańska, sugeruję głęboki oddech i chwilę namysłu.

Przesłuchanie pierwszej prokurator, która umorzyła sprawę Amber Gold pokazało bezmiar bezradności wobec „sprawy gospodarczej”. Nieliczne czynności procesowe podejmowane w sprawie, brak zdecydowanych ruchów, umorzenie sprawy. Prokurator niewiele robiła, czas leciał, Marcin P. „namawiał” kolejnych Polaków na „bezpieczne lokaty gwarantowane inwestycjami w złoto”. Amber Gold rosło, prokuratura czekała. Może na weekend, może na urlop, może na przypływ energii. Nie wiem.

Ale będę ostatnim rzucającym kamieniem w prokuratorkę z Gdańska. Bo spójrzmy na sprawę inaczej.

Prokuratura Rejonowa Gdańsk – Wrzeszcz jest na dole prokuratorskiej struktury. To podstawa piramidy. Nad nią mieliśmy prokuraturę okręgową. Poważne sprawy, poważni prawnicy. Siła powagi i autorytet państwa. Państwa prawa.

Najwybitniejsi z prokuratorów – to kolejny poziom - prokuratura apelacyjna lub regionalna. Nazwa używana w zależności od momentu historycznych zmian strukturalnych, ale chodzi o poziom. Wysoki poziom. Z wyżyn prokuratury apelacyjnej tudzież regionalnej niekoniecznie widać było trud i mozół prokurator Kijanko.

Ale skoro nie dostrzegano tego z poziomu prokuratury apelacyjnej/regionalnej, to może sam Olimp prokuratury spojrzał przenikliwym okiem na Amber Gold. Mamy przecież top topów. Prokuraturę generalną lub krajową. Elitę elit.

4 poziomy hierarchiczne. Tysiące ludzi. Opłacanych, wyszkolonych, ambitnych. Jakby dobrze policzyć bezpośrednio i pośrednio nad pracą prokurator Kijanko mogło się pochylić (w różnych formach nadzoru) pewnie kilkudziesięciu prokuratorów. Bardziej ambitnych, może mniej zmęczonych życiem, może bardziej błyskotliwych.

I co? I nic. I Amber Gold.

Dlatego nie rzucam kamieniem w prokuratorkę z Gdańska. Choć ona staje przed komisją, to nie tylko ona odpowiada za to co się stało. Ona personalizuje odpowiedzialność, ale to bylejakość nadzoru, brak instynktu śledczego jej szefów, braki w przepływie informacji (choć to drugorzędne) zdecydowały o dramatycznych początkach śledztwa w sprawie biznesu Marcina P. Nie będę twierdził, że prokuratorka z Gdańska jest ofiarą systemu, bo funkcjonowała w nim z powodzeniem latami. Ale jeśli – jak sama mówiła – ta sprawa „przerosła jej możliwości”, to czemu nikt jej realnie nie pomógł. Czemu szefowie prokuratury nie zorientowali się w brakach śledztwa.

Nie pochwalam słabej prokuratorki. Ale naprawdę nie rozumiem bezradności prokuratury jako instytucji. I tu leży sedno problemu.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.