BLOGI

Wiceprezes WEI. Twórca takich tytułów jak „Newsweek Polska”, „Forbes Polska” . Zaczynał swoją pracę zawodową w Stanach Zjednoczonych. Po studiach na University of Houston współpracował z Newsweekiem i Washington Post. Po powrocie do Polski kolejno pełnił funkcje dyrektora anteny RMF, zastępcy naczelnego „Wprost” a następnie naczelnego „Newsweek Polska” i „Forbes”. Wiceprezesa wydawnictwa Polskapresse. Następnie redaktora naczelnego Dziennika Gazeta Prawna i Rzeczpospolitej.

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Tomasz Wróblewski

Trump ostatnią nadzieją lewicowej Europy

2016-12-09

Jak przekornie by to nie zabrzmiało, to właśnie Donald Trump może być ostatnią nadzieją europejskiej lewicy. Najbardziej znienawidzony, obrzydzony przez nich polityk tego stulecia, wbrew soc-europejskim rządom może wyrwać Europę z gospodarczej zapaści. A tak na dobrą sprawę już to robi. Zanim jeszcze objął rządy, jego program i jego pro-rynkowe obietnice mają już ożywczy wpływ na makroekonomiczne wskaźniki na zachodzie Europy.

Ameryka, według lewicowych wróżbitów, miała wpaść w recesję a dolar zapaść się pod ziemię. Zapewnienia Trumpa, że za jego rządów kraj będzie rozwijała się w tempie 4 proc. PKB, uważano za majaczenia człowieka chorego na syndrom konserwatywnego zidiocenia. No cóż, Stany Zjednoczne już dziś rosną w tempie 3 proc. Dolar jest najmocniejszy od 2002 roku. I nawet jeżeli skok z 3 do 4 proc wzrostu gospodarczego to nie przelewki, masowe deregulacje i inwestycje jakie szykuje Trump, czynią go całkiem realnym.

Z rozmontowania samego tylko powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych „Obamacare”,  rząd zaoszczędzi 17 proc. PKB. Niezależnie od wrzawy jaką podniesie lewica, dla biznesu będzie to wyraźny sygnał stabilizacji rynkowej i nowych perspektyw dla firm ubezpieczeniowych czy prywatnych systemów zdrowotnych. Wnosząc z pierwszych nominacji, deregulacje dotkną nie tylko opiekę zdrowotną, ale praktycznie wszystkie gałęzie gospodarki. Andrew Puzder, przyszły szef Departamentu Pracy przychodzi do Białego Domu z sieci fast-foodowych. Jest przysięgłym wrogiem regulacji płacowych, wieloletni krytyk płacy minimalnej i gwarantowanych świadczeń pracowniczych forsowanych przez poprzedni rząd. Prawnik Scott Pruitt, który stanie na czele Agencji Ochrony Środowiska, przez ostatnie osiem lat prowadził batalie sądowe przeciwko programom ochrony środowiska Demokratów i walczył o uruchomienie nowych złóż ropy na Alasce. I tak możemy iść dalej przez kolejne nominacje na szefa Departamentu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, Departamentu Zdrowia, Komisję Nadzoru Giełd, Departament Skarbu.  Amerykański biznes szykuje się na największy, program deregulacyjny od czasów Ronalda Reagana. Historyczny zastrzyk nowej energii dla gospodarki. Wszystkie „progresywne” regulacje Obamy zostaną odkręcone i to nie jak w przypadku Reagana w ciągu 6 lat, ale - jak obiecuje Trump - w ciągu stu dni. Jeżeli nałożymy na to zapowiadane, potężne cięcie podatków to mówimy o istnej rewolucji kapitalistycznej. Co prawda, cięcia podatków obejmą głównie 20 proc. najbogatszych Amerykanów ku przerażeniu lewicy, ale dla biznesu to kolejna potężna zachęta do inwestycji i zaproszenie dla zagranicznego kapitału. Zapowiadana redukcja podatku korporacyjnego z 35 proc. do 15 proc. oznacza  dramatyczną zmianę na rynku inwestycji. Co też po części tłumaczy dlaczego szereg amerykańskich korporacji jak Ford, Apple, GE, zapowiedziało, że zostawi w US swoje fabryki. 

Kolejnym silnym bodźcem dla gospodarki będą, szacowane na bilion dolarów, inwestycje państwa w infrastrukturę. Coś, co tradycyjna część partii republikańskiej kontestuje, twierdząc, że program jest niczym innym jak socjalistycznym pomysłem na tworzenie miejsc pracy, w rzeczywistości biznesowi bardzo przypadł do gustu. Faktycznie, amerykańskie drogi, a zwłaszcza połączenia kolejowe, są w nędznym stanie i niezależnie od tego, że inwestycje same w sobie napędzą firmom więcej zamówień, to też poprawią warunki dla rozwoju gospodarczego.

W dzisiejszej ekonomii każda zmiana ma swoje  globalne  konsekwencje. Nie ma możliwości, żeby boom w największej gospodarce świata nie odbił się też pozytywnie na sytuacji w Europie. Zanim jeszcze Trump przeprowadził się do Białego Domu, długoterminowe oprocentowanie amerykańskich obligacji wzrosło w oczekiwaniu na nowe projekty inwestycyjne. To spowodowało, że oprocentowanie niemieckich obligacji rośnie wolniej niż by to wynikało z sytuacji gospodarczej Europy. To samo można powiedzieć nawet o włoskich obligacjach chronionych dzięki dywersyfikacji bankowych portfeli obligacjami dolarowymi. Wszystkie pro-kapitałowe posunięcia Trumpa w stosunkowo krótkim czasie zwiększą inflację, zredukują, i tak już niskie bezrobocie (5 proc) i w konsekwencji wywindują dolara. Podobnie jak to się stało w latach osiemdziesiątych po wprowadzeniu reform Reagana. Trumponomika będzie miała dokładnie te same konsekwencje co Reaganomika, choć zdaniem ekonomistów nastąpi to szybciej i na większą skalę. Dolar już dziś jest najsilniejszy od lat, co  powoli zaczyna się przekładać na europejską produkcję przemysłową i planowane inwestycje. Europa może być również bezpośrednim beneficjentem nowej polityki energetycznej. Nowe inwestycje w łupki, nieeksploatowane dotychczas złoża i mniejsze obostrzenia środowiskowe, spowodują dalszy  spadek cen gazu i ropy, co dla europejskiej gospodarki jest warunkiem szybszego rozwoju.

Niezależnie od tego jak bardzo europejska lewica będzie wyrzekała na Trumpa, jej gospodarka i rynek pracy na tym skorzysta. Mało tego, najszybsze efekty zobaczymy we Francji, Niemczech. Włoszech i w  Holandii, gdzie pro-socjalne, anty-rynkowe, pro-genderowe, pro-imigranckie rządy potrzebują nowego tchnienia w gospodarkę przed wyborami w 2017 roku. I jak na ironię losu mogą je dostać w prezencie od konserwatysty który zaprzysiągł sobie zniszczyć wszystko to, co oni tak kochają.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY