BLOGI

Konsultant public relations. Dyrektor Generalny Business & Media Consulting. Ukończyl filozofię na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskigo. W latach 80-ych był działaczem opozycji demokratycznej i dziennikarzem prasy podziemnej. Pracował jako reporter podczas strajków robotniczych. Był także sprawozdawcą obrad Okrągłego Stołu.

W wolnej Polsce łączony był z konserwatystami, a później z liberalnymi inicjatywami politycznymi.

Publicysta, redaktor i wydawca już nieistniejących pism (m.in. "Ład", "Spotkania", "Życie Warszawy", "Życie").

Jest piłkarzem i tenisistą, ale bez większych osiągnięć. Mieszka w Warszawie od 1962 roku, czyli od urodzenia.

 

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Jerzy Wysocki

Ukraińcy, czyli polska obłuda i głupota

2017-05-04

W telewizorze: lekarz w białym fartuchu, ordynator czy dyrektor zapowiada zamkniecie jednego z oddziałów szpitala z powodu braku pielęgniarek. Coś mówi o nieudanych rekrutacjach. Później materiał dziennikarski: w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada o połowę mniej pielęgniarek niż chociażby w Czechach, od dziś służba zdrowia może przyjąć nawet 50 tysięcy chętnych. Problem w tym, że chętnych nie ma. Są ale z Ukrainy, ale tych nie można przyjąć, bo w Polsce nie jest uznawany ich tamtejszy dyplom. Tak samo, jak dyplomy lekarskie.

Dowiadujemy się też, że średni wiek pielęgniarki to 50 lat, a obniżenie wieku emerytalnego prowadzi do dramatycznego deficytu kadr w tym zawodzie. A młode kadry? Tak, są…… w Niemczech. Kończą szkoły i albo podejmują pracę w łatwiejszych i lepiej płatnych zawodach,  albo - co staje się zjawiskiem masowym - wyjeżdżają za granicę, i pracują w swoim zawodzie lub nawet poniżej kwalifikacji, jako opiekunki do dzieci i seniorów. Podobnie młodzi lekarze, oprócz ciężkiej pracy uczą się języków obcych. Bynajmniej nie po to, by z polskim pacjentem pogadać po szwedzku.

Kelnerka w kameralnej knajpce ze smacznym włoskim menu przyjechała do nas z Odessy. Jej dziadkowie byli Polakami, na Ukrainie ukończyła studia – jest dyplomowaną fizjoterapeutką, normalnie mówi po polsku. Ale jej dyplom w Polsce nic nie znaczy. Bez jego nostryfikacji - co wymaga stosu dokumentów, czasu i egzaminu – podjąć pracy w zawodzie nie może. Nie może też iść do państwowego lekarza, chociaż ma Kartę Polaka. Formalnie może, ale nie ma PESEL-u, formalnie jej pracodawca musi dostarczyć plik dokumentów o dziwnie brzmiących nazwach typu RMUA. Realnie, mu się nie chce tym zająć bo ma knajpę na głowie. Zresztą z bezpłatnej służby zdrowia posiadacz Karty Polaka ma prawo korzystać tylko w „stanach nagłych”. Czyli, gdy dostanie zawału załatwiając te wszystkie formalności.  

Od zawsze i w wielu tekstach popierałem dystans Prawa i Sprawiedliwości do przyjmowania bliskowschodnich i afrykańskich migrantów, którzy zresztą wcale do Polski się nie przedzierają z powodu niskich świadczeń socjalnych nad Wisłą. Ale dlaczego zamiast ułatwiać, to utrudniamy imigrację Ukraińców, nawet tych z polskim rodowodem? Totalna głupota, bezmyślność i kompromitacja.

W styczniu tego roku WEI opublikował ciekawy raport: Imigracja ukraińska w Polsce. Atut czy problem, wykazując korzyści demograficzne, ekonomiczne i polityczne z przyjmowania Ukraińców:. http://wei.org.pl/files/manager/file-e27bafa0399bf4fe6121dd441af03161.pdf

Jak wynika z badań, Polacy generalnie są przeciwko imigrantom (dziwne jak na naród, którego mieszkańcy od wieków sami gdzieś musieli lub chcieli emigrować i byli gościnnie przyjmowani). Ale z tych badań wynika też, że jeśli już ktoś miałby się u nas osiedlić i pracować, to właśnie sąsiedzi z Ukrainy (Badanie Maison & Partners przeprowadzone na panelu badawczym Ariadna. http://www.maison.pl/images/raporty/mp_polacy_na_temat_imigrantow.pdf).   Powody oczywiste: synergia kulturowa, język do prostego ogarnięcia, piją tyle co my, a Ukrainki to idealne kandydatki na partnerki, żony i matki.

Fajnie dla polityków wszelkich opcji pokazać się na kijowskim Majdanie, podczas kolejnych antyrosyjskich i proeuropejskich protestów. Telewizja ich pokaże, wyborców może przybędzie, bo ruskich nie lubimy. Ale co później. Zliberalizowano ustawę o Karcie Polaka, okazuje się, że w niewystarczający sposób a biurokratyczna praktyka dokłada swoje. Zresztą Karta Polaka przysługuje Ukraińcom polskim rodowodem, a co innymi. Też są potrzebni.

Uprawnienia do pracy w służbie zdrowia nadają obcokrajowcom izby lekarskie oraz izby pielęgniarek i położnych. To one ustalają warunki, kryteria, procedury. I nie są zbyt zainteresowane napływem ukraińskiej konkurencji.  Izby są samorządne i niezależne. I słusznie.  Tym niemniej, minister zdrowia ma możliwość wpływu, bo jest odpowiedzialny za kreowanie polityki zdrowotnej, co niby oczywiste. Zapewne jakieś kompetencje ma też minister pracy i szef MSZ. Europejskie kraje, gdy pojawia się deficyt w określonej profesji, liberalizują prawo do notarialnie przetłumaczonego dyplomu.

W rządzie dominuje myślenie, żeby nie wpuszczać Ukraińców na polski rynek pracy. Bo niby zabierają Polakom pracę. Ręce opadają. Brakuje nam 50 tysięcy pielęgniarek, czy Ukrainki zabierają pracę czy ją oferują? W Polsce i tak pracuje milion Ukraińców, przeważnie na czarno, składek i podatków nie płacą. Podobno socjalne fanaberie rządu maja być finansowane uszczelnieniem systemu podatkowego. Powodzenia. Póki co sympatyczna i wykształcona fizjoterapeutka czyli kelnerka z Kartą Polaka będzie przyrządzać i podawać smaczne włoskie dania.  W szpitalu oddział ortopedii zamkną z powodu braku fizjoterapeutów… 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.