BLOGI

Prezes WEI. Twórca takich tytułów jak „Newsweek Polska”, „Forbes Polska” . Zaczynał swoją pracę zawodową w Stanach Zjednoczonych. Po studiach na University of Houston współpracował z Newsweekiem i Washington Post. Po powrocie do Polski kolejno pełnił funkcje dyrektora anteny RMF, zastępcy naczelnego „Wprost” a następnie naczelnego „Newsweek Polska” i „Forbes”. Wiceprezesa wydawnictwa Polskapresse. Następnie redaktora naczelnego Dziennika Gazeta Prawna i Rzeczpospolitej.

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Tomasz Wróblewski

W obronie wrednych mediów

2017-12-12

Dla tych co wróżą koniec wolnych mediów, ani dla tych, którzy liczą na upadek antyrządowych telewizji, nie mam dobrych wieści. Nic z tego się nie ziści. Jeżeli ktoś tu naprawdę powinien się bać to tylko obóz rządzący. Nieprzyjazne media są tak naprawdę jedynym bezpiecznikiem jaki każda władza ma wmontowany w swój mocno zawodny system. Bez niego rząd skazany jest na demoralizację i niechlubny koniec. Los swoich poprzedników. I to szybszy niż im to wróżą nawet najgorsi wrogowie.

Niezależnie od tego jak marne są nasze media, jak aroganckie i stronnicze, ich wolności musimy strzec jakbyśmy strzegli największy skarb narodowy. Nie dlatego, że nie mamy lepszych gazet czy stacji telewizyjnych, ale dlatego, że media, które nie antagonizują, mówią tylko to co widzą, i wiernie oddają intencje rządu, nie potrzebują żadnej ochrony. Poprawne media co najwyżej usypiają czujność wyborców . Zapewniają rządzącym pozorny komfort i złudne poczucie nieomylności. Efektem ich pracy nigdy nie będzie lepszy rząd, mniej korupcji i dbałość o interesy obywateli. Poprawne media są jak czerwony dywan rozłożony złodziejowi wprost do otwartego skarbca.

Nie ważne jak niesprawiedliwe czy wręcz groźne mogą rządzącym wydawać się transmisje i komentarze dziennikarzy TVN. Jedynym cenzorem w demokracji, zwłaszcza treści politycznych, może być widz z pilotem w ręku. To w żadnym wypadku nie powinien być urzędnik, którego los zależy od rządzącej partii.

Część polityków PiS odbiera agresywne audycje TVN jako kontynuację nienawistnej nagonki i ostracyzmu, z czasów kiedy oni sami byli w opozycji. Decyzje KRRiT uważają za naturalny akt obrony, zapominając, że to nie oni mają być dziś chronieni. To dziennikarze są dziś po drugiej stronie barykady i dla nich pisany był artykuł 14 konstytucji: „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”. Koniec kropka. Żadnych ale, żadnych wyłączeń, a już na pewno żadnych bałamutnych zapisów jakie politycy wpisali sobie do ustawy o Krajowej Rady Radiofonii Telewizji.

My też doskonale pamiętamy lata, kiedy pro-rządowe media dominujące rynek, dosłownie tratowały prawicowe środowiska, wysługując się rządowi. Nie tylko pamiętamy policję szarpiącą dziennikarzy i wyrywającą laptopy, ale pamiętamy też ręczne sterowanie wydawcami opiniotwórczych tytułów. Nikt wtedy nie nakładał wysokich kar na nieprzyjazne politycznie telewizje, bo i tamtych mediów było jak na lekarstwo. Co nie znaczy, że tam gdzie się dało, opozycyjni dziennikarze byli sekowani i marginalizowani.

Nie piszę tego, żeby po raz kolejny powtórzyć – wy nie byliście lepsi. Piszę to żeby przypomnieć czym się skończyły tamte rządy. Zanim jeszcze odeszli znienawidzeni i ośmieszeni, politycy PO-PSL poczuli się tak pewni siebie, że bez obawy o reakcje opinii publicznej rozpędzali i upokarzali  ludzi modlących się przed  pałacem prezydenckim, prowokowali rozruchy przy każdej okazji kiedy sfrustrowany tłum medialną zmową milczenia, wychodził na ulice. Media dawały im fałszywe  poczucie siły i bezkarności. Bez skrupułów  rozprawiali w knajpach o manipulowaniu stopami procentowymi dla osobistych korzyści politycznych. Nawet wtedy kiedy rzecz wyszła na jaw, mieli zaprzyjaźnionych publicystów, którzy kpili z dziennikarzy mających czelność donosić o tym co usłyszeli. Pamiętacie co wtedy pisano i mówiono o tamtych dziennikarzach  bijących na alarm, ostrzegających przed nadużywaniem władzy? To żadne dziennikarstwo, upolitycznieni propagandyści, prawicowe oszołomy. Ale to właśnie dzięki tym  „oszołomom” Polacy dowiedzieli się o skali korupcji w rządzie, o kompromitujących nagraniach, o skandalicznym prowadzeniu śledztwa smoleńskiego. Wtedy jak i dziś, rządzącym zabrakło  instynktu samozachowawczego. Prostej zasady, która niegdyś  zdefiniował Thomas Jefferson: “Gdybyśmy mieli decydować czy chcemy mieć rząd bez niezależnych mediów, czy niezależne media bez rządu, to powinniśmy się zdecydować na to drugie”. A od siebie, po doświadczeniach poprzednich rządów  możemy dodać - na koniec, to nie politycy wymienią media, tylko media wymienią polityków i im bardziej rządzący uprzykrzą im życie, tym boleśniejsze będzie to pożegnanie.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY