BLOGI

Doradca firm sektora zbrojeniowego, publicysta. Poprzednio zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej", "Dziennika Gazety Prawnej", "Dziennika Polska , Europa, Świat", miesięcznika "Nowe Państwo", korespondent wojenny. Autor książek "Nasi w Legii Cudzoziemskiej", mówiącej o Polakach służących w tej znanej formacji po upadku komunizmu, "Rozmowy o Polsce" - cyklu wywiadów z czołowymi polskimi historykami. Autor setek artykułów w prasie drukowanej i komentarzy w mediach elektronicznych. Specjalizuje się w tematyce bezpieczeństwa, polityki zagranicznej, obronności.

POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Andrzej Talaga

Zasiłkami ściągniemy na siebie katastrofę

2016-02-24

Porozumienie UE z Wielką Brytanią, jak się okazuje po kilku dniach od jego zawarcia, wcale nie gwarantuje, że Londyn nie opuści Wspólnoty. Jeśli tak uczyni, będzie to dla Polski geopolityczna klęska. W dodatku pochłonęły nas teczki agenta Bolka i ani opozycja, ani rządzący nie dyskutują nawet, czy dobrze rozgrywamy tę partię europejskich szachów, by oddalić zagrożenie. Tymczasem czynimy to źle, bo kierujemy się perspektywą krótko, a nie długoterminową.

David Cameron wrócił z Brukseli z tarczą, tak przynajmniej mniemał. Jednak w Londynie przyjęto go chłodno, a z upływem czasu polityczna temperatura wciąż maleje. Nie tylko prasa brytyjska zanegowała porozumienie z UE, ale także konserwatywny mer Londynu Boris Johnson oraz niektórzy koledzy premiera z rządu opowiadając się za Brexitem. Cameron będzie musiał teraz dosłownie stanąć na głowie, by przekonać swoich rodaków do pozostania w Unii.

Tymczasem Polska nie ułatwia mu zadania, choć właśnie w Brytanii PiS doszukuje się strategicznego sojusznika. Premier Szydło także wróciła z Brukseli z tarczą, bo obroniła prawa polskich emigrantów do zasiłków. I rzeczywiście, można sobie wyobrazić gorsze rozwiązania od tych przyjętych na szczycie UE. To jednak sukces krótkoterminowy – stanęliśmy murem za naszymi rodakami, a przy okazji rząd nie zraził ich do PiS, co będzie miało znaczenie przy kolejnych wyborach. Jednak w optyce długoterminowej te dokonania mogą okazać się szkodliwe. Nasza polityka wymaga odważnej rewizji. Z dwóch ważkich powodów.

Polacy do Polski

Po pierwsze, w interesie państwa polskiego jest nie to, by młodzi, energiczni, wykształceni Polacy jechali do Wielkiej Brytanii, ale by pozostali w kraju. Polskę opuściło 2 mln ludzi, jesteśmy najbardziej narażonym na drenaż mózgów państwem w Europie, nasi wynalazcy, inżynierowie, informatycy pracują na dobrobyt innych nacji. Tymczasem do 2050 r. na rynku pracy zabraknie 5 mln ludzi. Aby wypełnić tę lukę będziemy musieli otworzyć się na imigrację, co zagrozi naszej tożsamości kulturowej. W takiej sytuacji powinniśmy stawiać na każde rozwiązanie, by zachęcić młodych do pozostania w Polsce. W tym kontekście im gorsze warunki socjalne w Wielkiej Brytanii (ale także w Niemczech) tym dla Polski lepiej, a nie gorzej. Po co bronić przywilejów socjalnych, które drenują nasz kraj z ludzi?

Po drugie – czy nasi politycy aby na pewno dobrze zastanowili się co właściwie oznacza wyjście Wielkiej Brytanii z UE? Przecież Wspólnota po Brexit będzie zupełnie inna od tej, którą mamy dziś. Po każdym względem gorsza, niezależnie od tego jak pokojowo i konsyliacyjnie takie wyjście by się odbyło.
Unia bez Brytanii będzie słabsza – politycznie, ekonomicznie, demograficznie, a to woda na młyn polityki rosyjskiej destabilizującej UE na każdy możliwy sposób. Wspólnota stanie się tworem typowo kontynentalnym z dominującą rolą Niemiec, której reszta państw unijnych nie będzie ani mogła, ani chciała zrównoważyć. Europa utraci niezatapialny amerykański lotniskowiec u swoich wybrzeży, w efekcie osłabnie więź Unii z USA, bo Brytyjczycy są jej największym orędownikiem. Polska i inne wschodnie kraje UE będą za słabe, by pełnić podobną rolę. Dużo łatwiej będzie w przyszłości przepchnąć plany federacyjne, które osłabią rolę państw narodowych. Strefa euro zdominuje UE, bo pozostaną poza nią tylko państwa małe i średnie.

Państwo przede wszystkim

Argumenty można ciągnąć dalej, ale tylko te powyższe pokazują jasno, że Polska powinna walczyć jak lew o pozostanie Brytanii w Unii. Tymczasem, rzuciliśmy się Reytanem w sprawie zasiłków i przyłożyliśmy rękę do chłodnego przyjęcia Camerona w Londynie. A kto wie, czy i nie do Brexitu.
Z pewnością rząd tego nie chciał, nikt tego nie chce, ale tak działa logika polityki. Gorycz ewentualnego Brexitu połknie przecież dopiero następny rząd, podobnie jak będzie musiał zaradzić wyrwie demograficznej. Problem w tym, że rządy się zmieniają, ale państwo pozostaje i to jego interes jest najważniejszy.

Fot. Numer 10/ Creative Commons/ flickr.com

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.