BLOGI

Przedsiębiorca, specjalista do spraw komunikacji, laureat wielu nagród za kampanie PR i marketingowe. Mieszkał we Francji. Izraelu i USA. W latach 90. dziennikarz "Życia" TVP i szef redakcji sieci Radia Plus. Szef gabinetu ministra finansów, przez wiele lat dyrektor Biura Komunikacji w Polkomtel. Autor "Brzytwy Ockhama" - powieści nominowanej do Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus".

POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Dariusz Matuszak

Zostaną ze zrepolonizowanymi mediami jak Himilsbach z angielskim

2017-07-31

Jeszcze nie uspokoiło się na ulicach Warszawy i innych miast, a PiS chce zafundować sobie kolejną awanturę. Tym razem rozróbę i to grubą, może wywołać próba "repolonizacji mediów". PiS jeszcze nie rozpoczął żadnych konkretnych prac ustawowych, ale ciągła gadanina o niemieckich polskojęzycznych mediach, o ich mniej lub bardziej domniemanych dysponentach, o możliwości podważenia prawa własności wywołuje niepokój, a za chwilę wywoła awanturę. Dziennikarze są z natury rzeczy wrzaskliwi, a ponieważ z racji wykonywanego zawodu mają, mniejsza o to czy słusznie, dostęp do serc i umysłów Polaków, to zdolni są wyprowadzić ich na ulice. Poprzez kontakty ze swoimi kolegami po fachu z zagranicy są też w stanie uruchomić na świecie potężną kampanię propagandową.

Po części rozumiem PiS. W wielu krajach zdecydowano o dekoncentracji mediów. W wielu krajach zagraniczni wydawcy próbujący zaistnieć na rynku mediów trafiają na przeszkody nie do pokonania. Znamienna jest choćby historia polskiego wydawcy, który próbował w Niemczech otwierać czasopisma sportowe. Opór niemieckiej administracji, zmowa koncernów medialnych i firm w praktyce uniemożliwiły mu zaistnienie na tamtejszym rynku.

W Polsce w latach 90-ych i na początku wieku mieliśmy na rynku mediów swego rodzaju Dziki Zachód. Kto był lepiej uzbrojony, czyli miał większe pieniądze i kontakty z szeryfem, czyli władzą, ten mógł zagrabiać kolejne połacie pastwisk - w tym przypadku sadowić się na rynku mediów. Pozostali nie mieli szans - jak choćby swego czasu najlepsza merytorycznie gazeta w Polsce - "Życie z Kropką". PiS uważa, że należy ten rynek ponownie rozparcelować. Nie da się jednak tego zrobić bez naruszania prawa własności i bez burzenia może i lichego, ale jednak jakiegoś ładu. No bo kto niby miałby przejąć te rozparcelowane niemieckie media. Jakoś nie widzę polskich wydawców, którzy chcieliby inwestować w polski rynek upadających gazet. Prywatnego przedsiębiorcy nie da się zmusić do zainwestowania np. w jakiś Kurier Kostomłocki, jeśli nie będzie on widział w tym swego interesu. A interesu widział nie będzie, bo rynek prasowy generalnie się zwija.

Pozostają więc inni bogacze, czyli tzw. spółki skarbu państwa. Te mają pieniądze i szefów wsłuchujących się w rozkazy PiS. To jednak znów droga do nikąd. Oczywiście można sobie wyobrazić, że wydawcą będą Energa, KGHM, Polska Grupa Energetyczna, albo Tauron, czy Bumar, ale lepiej sobie tego nawet nie wyobrażać. Prędzej czy później gazety pozmieniałyby się w biuletyny branżowe w stylu "Głos Znad Kotła", albo "Kurier Sztolni" i zniknęłyby. Spółki Skarbu Państwa nie zdobędą kompetencji pozwalających na prowadzenie z sukcesem spółek medialnych. Zapychanie strat finansowych kolejnymi reklamami blachy falistej nie zmieni nic. Czytelnik odejdzie, a o upadek np. lokalnych tytułów, do których był tak przywiązany oskarży słusznie PiS .

Są oczywiście przykłady z sukcesem prowadzonych polskich przedsięwzięć medialnych, sprzyjających PiS i budowanych od podstaw - jak choćby Fratria, czy grupa Gazety Polskiej. Jednak są one wciąż one zbyt małe by udźwignąć ciężar "repolonizacji". Rozproszenie sił i środków nie pozwoli im się rozwijać. Sztuczne pakowanie reklam od spółek skarbu państwa też nie rozwiąże problemu, bo on nie będzie leżał w finansach, tylko w niechęci czytelników, którzy pozbawieni będą czegoś, do czego już się przyzwyczaili. Dzisiejszy czytelnik kupując Kurier Lubelski, albo szczególnie drogi memu sercu Dziennik Łódzki, nie składa deklaracji politycznej. Jeśli na którejś z tych gazet swe rączki położy redaktor Tomasz Sakiewicz, który co trzeba absolutnie przyznać, odnosi sukcesy na ryku mediów, to gwarantuję, że te gazety także padną. Nie dlatego, że Sakiewicz jest zły i nie potrafi prowadzić gazet, ale dlatego, że z dnia na dzień straci tych czytelników, którzy wpadną w antypisowską histerię, i którzy z braku lepszego zajęcia dzień i noc będą mu ze świecami wystawać pod redakcją i walić kołatkami do zaganiania owiec i baranów.

Jest też oczywiście ZPR i ich flagowy "Superekspres", ale przy tak rozwiniętym i zdywersyfikowanym biznesie wątpię by połaszczyły się na towar tak podejrzanego pochodzenia. A na co im te wszystkie awantury?

Trzeba jeszcze oczywiście powiedzieć o histerii, jaka rozpęta się za granicą. Dziennikarze są pyszni i aroganccy, uważają się za ludzi wyjątkowych wiec oczywiście rozpętają piekło. Nic ich tak nie jednoczy jak domniemane krzywdy, które mogą im się dziać.  Żadne ludzkie tragedie, historie ludzi niesłusznie skazanych, wyrzucanych na bruk, niszczonych podatkami nie wzbudzą w nich takiej wściekłości jak historia reportera, któremu w czasie zjadliwego wywiadu złamał się ząb. PiS będzie miał przeciwko sobie media, a tym samym i rządy w całej Europie, po drugiej stronie Atlantyku, a jak udowadniają zagraniczne relacje z ostatnich awantur wokół sądów nawet w Katarze i Laosie. Histeria za granicą oczywiście wzmoże histerię lokalną i na ulicach PiS będzie miał setki, jeśli nie tysiące Lisów. Dosłownie w każdym mieście.

PiS oczywiście musi się też przygotować na procesy sądowe. Jacykolwiek by nie byli ci właściciele mediów, to nie odpuszczą broniąc swej własności. Przed sądami więc znów będą gromadzić się obrońcy mediów. Niech sobie PiS wyobrazi te wszystkie redakcje pod sądami, tych emerytowanych dziennikarzy, tych wszystkich obrońców wolności słowa. Albo lepiej niech sobie PiS nie wyobraża.

Co więc powinien zrobić PiS jeśli chce jednak przemeblować cały rynek mediów. A nic nie powinien robić. Powinien pozostawić wszystko przyrodzie, czyli wolnemu rynkowi. Już on zadba o nowy medialny ład. Tradycyjne gazety i telewizja chyla się powoli ku upadkowi. To nie znaczy jednak, że znika treść, znika informacja. Wszystko nieubłaganie przenosi się do sieci. A tam już nie ma bariery koncesyjnej, finansowej, administracyjnej. Dlatego jak grzyby po deszczu powstają portale informacyjno-społeczne, telewizje, blogi, vlogi, czy co tam jeszcze, które szturmem zdobywają umysły i serca młodego pokolenia. Tam się teraz dzieje i grzeje. Tam kształtowana jest opinia, rodzą się nowe gwiazdy, o których PR-owskie tuzy PiSu nawet nie słyszały. Tam się rozgrywa batalia o nowy porządek w mediach. Niech więc PiS zostawi wszystko w spokoju. Niech sobie to samo rośnie. Ani się obejrzy jak po wszystkich awanturach i procesach w necie powstanie całkiem nowy świat, a on zostanie sobie z tymi "zrepolonizowanymi” mediami jak Himilsbach z angielskim. 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.