Gospodarka
Koniec z węglem, będą kłopoty
28.10.2014

Unia nie chce węgla na swoim terytorium i z tym nie ma co dyskutować. Stare kraje Europy już dawno o tym wiedzą, dlatego postawiły na bardziej ekologiczne sposoby wytwarzania energii. Nie straciły kilku ostatnich lat, imponująco rozwinęły OZE, a przy okazji rozbudowały przemysł, który je obsługuje. W tej chwili jest to już mocna gałąź gospodarki, na której można zarabiać zarówno u siebie w kraju, jak i za granicą. Rządy w Berlinie czy Paryżu potrafiły przekuć pożegnanie z nieekologicznym i kosztownym węglem na wymierne zyski z odnawialnych źródeł energii.

Polska przez ostatnie lata powtarzała jak mantrę, że nie zrezygnuje z węgla. Nikt w Europie tego nie słuchał, nikt nie rozumiał, nawet sama Warszawa chyba nie traktowała swoich słów poważnie, bo wypowiadała je tak naprawdę tylko na użytek krajowy. Polska broniła węgla jak Częstochowy. Tak było w PRL-u, tak było w okresie post-peerelowskim. Politycy bali się kopalń jak ognia, górnicy twardo walczyli o swoje, i w rezultacie mamy teraz kłopot w postaci bankrutujących kopalń i uciekającą nam ekologiczną, ale i dobrze zarabiającą na ekologii, starą Unię. Bruksela na ostatnim szczycie okazała miłosierdzie i postanowiła ułatwić nam nieco drogę ku swoim standardom, ale i tak bez krwi, potu i łez się nie obejdzie. Obietnice, że ceny energii nie wzrosną, to zaklinanie rzeczywistości.

Unia chce iść w kierunku pozyskiwania energii z czystych źródeł, bo ma taką ideę i ma taki biznes. Jeżeli uda się to połączyć z poprawą bezpieczeństwa energetycznego, to co w tym złego? Narzekanie na wybujałe ambicje UE nic tu nie pomoże, zwłaszcza, że w tych ambicjach kryją się całkiem przyzwoite pieniądze. Polska kręcąca się wokół własnych wiecznych problemów w końcu będzie musiała zrobić to, co konieczne: zamknąć nierentowne kopalnie, poważnie zabrać się za OZE, pozwolić zwykłym ludziom na produkcję energii na własne potrzeby, zdecydować się wreszcie na budowanie morskich farm wiatrowych. Chyba, że potraktuje gest Brukseli jak poduszką, która nie tyle zapewni jej miękkie lądowanie przy przeprowadzaniu trudnych reform, co dobry sen jeszcze przez kilka lat.

Stanisław Koczot