BEZPIECZEŃSTWO

Handel ratunkiem dla Zachodu

Handel ratunkiem dla Zachodu

Marazm, który objął gospodarki po obu stronach Atlantyku oraz silna presja Chin i pozostałych nowych graczy spowodowały, że Waszyngton i Bruksela szukają instrumentu, który pozwoli im na zachowanie ich uprzywilejowanych pozycji. Czy poza wpływem na ekonomię Transatlantyckie Porozumienie w dziedzinie Handlu i Inwestycji odegra znaczącą role w kształtowaniu się nieodległej sytuacji geopolitycznej? 

Przez ostatnich pięćset lat transatlantycki handel budował polityczną pozycję i dobrobyt Europy. Emancypacja jej amerykańskich kolonii, wraz z dziewiętnastowiecznym izolacjonizmem Waszyngtonu i jego doktryną Monroe nie przerwała wzrostu wymiany. Zmieniła natomiast status partnerów po obu stronach oceanu. Pokazał to wiek dwudziesty i zaangażowanie polityczne Stanów Zjednoczonych w obu wojnach światowych na Starym Kontynencie, a także późniejsze zmagania z ZSRR na tym obszarze. Apogeum transatlantyckiej współpracy przypadło na okres Zimnej wojny. Obok sojuszy militarnych silnymi instrumentami wielkiej polityki były i są nadal umowy handlowe i inwestycyjne. W okresie II wojny światowej państwa po obu stronach Atlantyku połączył słynny Lend- lease act, później zaś Plan Marshalla czy GATT (Układ Ogólny w sprawie Taryf Celnych i Handlu) i jego następca- WTO. W latach 60. proponowano, by państwa NATO utworzyły wspólną strefę wolnego handlu, która miałaby wzmacniać sojusz. Planów jednak nie zrealizowano. Upadek Związku Radzieckiego i przeorientowanie głównych interesów amerykańskiej polityki na Pacyfik nie osłabiły więzów handlowych łączących wschodnie i zachodnie wybrzeża północnej części oceanu. Dziś, według danych Dyrekcji Generalnej ds. handlu Komisji Europejskiej oraz Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych, Unia Europejska i Stany Zjednoczone są dla siebie największymi partnerami w wymianie handlowej, z obrotem wynoszącym 648 miliardów dolarów w 2012 roku, co przekłada się na 33% światowego handlu dobrami i 42% wymiany usług. Połączone gospodarki obu tych podmiotów tworzą 60% światowego PKB. Liczby te, choć imponujące, są jedynie refleksem, pozostałością tego czym atlantycki handel i status gospodarek Zachodu były jeszcze kilkanaście lat temu. Unia Europejska i Stany Zjednoczone czują presje nowych graczy. Potrzebują zatem instrumentu, który pozwoli im utrzymać dotychczasowy, korzystny dla nich porządek.


Negocjowane obecnie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (Transatlantic Trade and Investment Partnership- TTIP) jest ambitnym projektem, który poprzez liberalizację i ujednolicenie prawa ma wznieść wielkość i jakość wymiany na poziom nieobserwowany dotąd na świecie. Ma on pobudzić do działania znajdujące się w marazmie gospodarki po obu stronach Atlantyku. Pomimo szumnych deklaracji, przewidywań o rocznym wzroście PKB obu podmiotów o 0,5% czy porównań do „ekonomicznego NATO”, porozumienie to ma wielu przeciwników po obu stronach oceanu. Podpisanie TTIP przez dwie największe światowe gospodarki (przy uproszczonym i nieco niebezpiecznym założeniu, że Unia Europejska jest monolitem) niesie, poza oczywistymi konsekwencjami ekonomicznymi, możliwość wielkich implikacji geopolitycznych, które są przedmiotem tego artykułu.


Czego właściwie dotyczy TTIP i w jakiej atmosferze toczą się rozmowy? Przedstawiciele Komisji Europejskiej i rządu Stanów Zjednoczonych rozpoczęli negocjacje w czerwcu 2013 roku. Dotychczas miało miejsce osiem rund rozmów, ostatnie w lutym bieżącego roku w Brukseli. Istotne jest, że obie strony przewidują zakończenie tego procesu przed końcem 2015 roku. Zwolenników transatlantyckiemu partnerstwu nie przysparza fakt, że negocjacje odbywają się w tajemnicy. Część opinii publicznej obawia się o prawdziwy kształt przyszłej umowy. Niedoinformowanie doprowadziło do przypuszczeń, że umowa nie przyniesie niczego dobrego zwykłym obywatelom po obu stronach Atlantyku. Powraca również temat ACTA, które miałoby jakoby wrócić jako cześć TTIP. Tajność pozwoliłaby rządzącym na uniknięcie masowych protestów, które miały miejsce w 2012. Brak zaufania spowodował, że w październiku 2014 roku Komisja Europejska opublikowała teksty negocjacyjne dotyczące TTIP. Z tych lakonicznych dokumentów można dowiedzieć się o ogólnych zrębach umowy. Nadal jednak nie wiadomo jak dokładnie przebiegają negocjacje. Założenia TTIP opierają się na trzech obszarach: dostępu do rynku, barierach pozataryfowych i regulacyjnych oraz nowych płaszczyzn współpracy. Dostęp do rynku nie jest postrzegany w tak skrajny sposób jak pozostałe dwa punkty. Oznacza on zniesienie ceł na wszystkie towary oraz liberalizację przepływu usług, co będzie niewątpliwie miało pozytywny skutek dla obu gospodarek. Nie jest to jednak zmiana rewolucyjna, gdyż owe cła są i tak na bardzo niskim poziomie. Ogromne emocje budzą zaś projekty zmiany barier pozataryfowych i regulacyjnych oraz nowe płaszczyzny współpracy. Dotyczą one unifikacji norm i standardów wytworzonych usług, towarów oraz własności intelektualnej. Ujednolicenie ma przynieść największe zyski, a także w znaczący sposób wpłynąć na ramy światowego handlu, a co za tym idzie na sytuację geopolityczną. Obawy budzi chociażby dostęp producentów żywności GMO do europejskiego rynku. Istotną kwestią jest także wprowadzenie zapisu o ISDS (inwestor-to-state dispute settlement), który daje przedsiębiorcom możliwość pozywania państw, w których inwestują i rozstrzygania sporów dzięki międzynarodowemu arbitrażowi. Taki zapis jest już częścią wielu międzypaństwowych umów handlowych. Jego przeciwnicy argumentują jednak, że będzie to instrument gry wielkich korporacji, które bezkarnie będą mogły zmieniać decyzje rządów narodowych. Celowo zwrócono w tym akapicie uwagę na niedoinformowanie i kontrowersje wokół TTIP, które negatywnie wpływają na chęć dalszej, wzajemnej współpracy. Bez publicznego poparcia umowa może podzielić los ACTA, tym samym odsuwając jej geopolityczne konsekwencje dla całego świata. Jakże ironiczne byłoby, gdyby umowa określona jako ogromna szansa dla zachodnich demokracji została odrzucona w wyniku masowych protestów.


Potencjalny wpływ TTIP na geopolitykę, choć rzadko wspominany w publicystyce, komentowany jest w bardzo różny sposób. Entuzjaści partnerstwa tacy jak Peter van Ham z holenderskiego instytutu Clingendael widzą w TTIP szanse na renesans atlantyckiej współpracy (1). Dzięki TTIP Stany Zjednoczone i Europa mają szanse dalej utrzymywać swój światowy prymat. Pozytywny przykład partnerstwa miałby pokazywać innym państwom, że liberalny porządek, transparentność i demokracja są najlepszymi drogami rozwoju. Ustalając ramy światowej wymiany handlowej poprzez harmonizacje przepisów zostałaby stworzona atrakcyjna przestrzeń, która przyciągałaby kraje trzecie. Oczywiście role liderów, którzy wyznaczają reguły tej przestrzeni należałyby do Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Co więcej, TTIP miałoby także szanse zmienić tendencję przesuwania się punktu ciężkości globalnej polityki na zachodni Pacyfik. Dzięki temu ocean Atlantycki nadal utrzymywałby swój status centrum wydarzeń, którym cieszył się od pięciuset lat. Van Ham wspomina także, że ekonomiczna jedność północnego Atlantyku i przewaga zdobyta dzięki TTIP niejako „kupuje” dodatkowy czas dla Zachodu, odwlekając tym samym niekorzystną dla niego konfrontację ekonomiczną i demograficzną z krajami rozwijającymi się. Ostatnia kwestia dotyczy NATO , które zmaga się z kryzysem własnej tożsamości (szerzej pisała o tym Magdalena Piskorek w tekście „Quo Vadis, NATO?”). Sojusz potrzebuje wzmocnienia i wskazania drogi rozwoju. Pomocne w tym byłyby szersze powiązanie ekonomiczne miedzy jego członkami. Wspólnota interesów ekonomicznych przekładałaby się na wspólnotę polityczną.


Budowanie „Zachodniego Bloku” w oparciu o TTIP jest nostalgiczną mrzonką, wspomnieniem powojennej ery, kiedy państwa tzw. „pierwszego świata” rywalizowały z ZSRR i resztą komunistycznego miru. Tego zdania są panowie Bromund, Gardiner i Coffey z fundacji Heritage (2). Amerykański „pivot” na Pacyfik (szeroko pisał o nim Marek Kułakowski w cyklu artykułów) nie zmieni się w „pivot” na Europę. Z perspektywy Stanów Zjednoczonych TTIP jest elementem polityki osłabiającej wzrost światowego znaczenia Chin. Siostrzanym projektem do TTIP jest Partnerstwo Transpacyficzne (TPP). Negocjacje w sprawie umowy między Waszyngtonem a dwunastoma innymi państwami Pacyfiku m.in. Japonii, Australii, Malezji, Singapuru i Wietnamu toczą się od 2005 roku. Połączone siły TTIP i TPP mogłyby dyktować warunki handlu i przepływów finansowych Chinom. Wizja przestrzeni wymiany handlowej opisana w poprzednim akapicie mogłaby się ziścić w zupełnie innej formie. Przede wszystkim główną rolę w niej przejęłyby Stany Zjednoczone. Charles Kupchan (3) zwraca jednak uwagę, że taka akcja nie mogłaby się odbyć bez reakcji. Poza nawiasem TTIP i TPP pozostałaby państwa BRICS. Choć Pekin niewiele sobie robi z praw własności intelektualnej czy podobnych regulacji, które zawarte będą w obu umowach, zacieśnianie współpracy pod egidą Waszyngtonu mogłoby doprowadzić do wytworzenia ściślejszych więzów między Chinami, Rosją oraz pozostałymi graczami. Tym samym TTIP miałoby negatywny wpływ na stosunki chińsko-europejskie.


Warto przyjrzeć się wpływowi TTIP na geopolitykę samej Unii Europejskiej. Cytowany wcześniej van Ham stwierdza, że partnerstwo transatlantyckie może zmienić Europę na dwa sposoby, każdy z nich będzie na swój sposób dobry. Z jednej strony pomyślne zakończenie negocjacji pokaże, że Zjednoczona Europa potrafi mówić jednym głosem. Byłby to przyczynek do dalszej integracji i centralizacji oraz wzrostu światowego znaczenia samej Unii jako monolitycznego podmiotu. TTIP może też przynieść „poluzowanie” zależności między członkami Wspólnoty. W bardziej elastycznej Unii byłoby miejsce zarówno dla bogatej Norwegii czy Islandii, jak i Turcji, a nawet ustabilizowanej Ukrainy, jeśli państwa te chciałyby korzystać ze wspólnego europejsko-amerykańskiego rynku. Zasadność takich przewidywań oparta jest jednak na założeniu, że Unia Europejska jest graczem równorzędnym do Stanów Zjednoczonych. Choć w porównaniach ekonomicznych czy ludnościowych Unia Europejska wypada lepiej niż Stany Zjednoczone, to jednak ciągle jest to tylko związek państw, które prowadzą własną, nie zawsze zgodną politykę zagraniczną. Brak zdecydowanej jedności Europy oraz znaczna przewaga militarna Waszyngtonu w ramach NATO może spowodować, że zamiast partnerstwa będziemy mieli do czynienia z pogłębiającym się posłuszeństwem (4).
Podsumowując, państwa Zachodu po obu stronach Atlantyku są świadome, że to ostatni moment, by zacząć działać i w najbliższej przyszłości nie stracić zbyt wiele kosztem nowych gospodarek. Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, jako sposób działania budzi jednak wiele kontrowersji. Jego przyszły wpływ na geopolitykę nie jest łatwy do przewidzenia, aczkolwiek to Stany Zjednoczone zyskają na nim więcej. Europa zaś może się dzięki niemu odrodzić się lub tylko przypieczętować swoją marginalizację.

Paweł Klukowski

(1). P.van Ham „The geopolitics of TTIP”, Clingdael Institute, 2013
(2). T. Bromund, N. Gardiner, L. Coffey “The Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP): The Geopolitical Reality”, The Heritage Foundation, 2014
(3). C. Kupchan „The Geopolitical Implications of the Transatlantic Trade and Investment Partnership”, Transatlantic Academy, 2014
(4). “The future of EU-US relations: Political and economical reflections on the Transatlantic Trade and Investement Agreement (TTIP)”, Foundation for European Progressive Studies, 2014

Fot. na lic. CC3.0/Wikimedia Commons

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.