BEZPIECZEŃSTWO

Unia energetyczna - idea niemożliwa do zrealizowania

Unia energetyczna - idea niemożliwa do zrealizowania

Wiosną 2014 r. Donald Tusk w swoim artykule w Financial Times „Zjednoczona Europa może położyć kres dławiącemu uściskowi energetycznemu Rosji” przedstawił postulat powstania Unii Energetycznej, funkcjonującej w ramach Wspólnoty Europejskiej. Postulat ten faktycznie pojawił się w dokumentach Komisji i Rady Europejskiej. Nie jest już jednak tym czym był pierwotnie. Co więcej jeżeli Polska nadal chce wynieść z tego projektu jakieś korzyści powinna przygotować się na długą i ciężką walkę.
Tym bardziej, że w obliczu agresywnej polityki rosyjskiej projekt stał się tym bardziej pożądany, jako geostrategiczne zabezpieczenie polskich interesów.

Geneza Unii Energetycznej

Zacznijmy jednak zatem od początku, od genezy koncepcji Unii Energetycznej. W ramach postulatów zgłoszonych przez Donalda Tuska miała ona na celu ochronę europejskiego rynku energii przed monopolistycznymi praktykami Gazpromu, będącego narzędziem wywierania nacisków politycznych przez Federację Rosyjską. W pierwotnym projekcie mowa było o wspólnych zakupach gazu, kontroli umów gazowych przez Komisję Europejską, zarówno ex post jak i ex ante, wsparcia wydobycia węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych, ze szczególnym uwzględnieniem węglowodorów z łupków. Podkreślano również znaczenie wspierania energetyki węglowej w kierunku zapewnienia jej niskoemisyjności. Największy szum medialny wywołał pierwszy z postulatów. Donald Tusk podkreślił, że UE już obecnie wspólnie kupuje uran do elektrowni atomowych swoich członków, w przypadku rosyjskiego gazu należało by zatem postępować podobnie. „Proponuję więc (powołanie) unii energetycznej. Oznaczałaby ona powrót Wspólnoty Europejskiej do jej korzeni” – napisał polski premier. Ponadto zauważył on, że UE powołuje już do życia unię bankową podległą jednemu ośrodkowi nadzorującemu, wyposażoną w jednolity mechanizm rozwiązywania sytuacji kryzysowych oraz fundusz mający wspierać upadające instytucje finansowe.

Przeszkody i przeciwności

Nie ulega wątpliwości, że projekt ten był jak najbardziej zgodny z polskim interesem. Można było jednak przypuszczać, że w takim zakresie nie przetrwa i przetrwać nie może. Gra toczyła się o to, które z postulatów Unii Energetycznej zostaną zaakceptowane przez pozostałe kraje Unii. Polski projekt, mimo, że chwytliwy medialnie, od początku narażony był na konfrontację ze sprzecznymi interesami pozostałych krajów wspólnoty. Należy tu mieć na uwadze, że wbrew temu co Donald Tusk przedstawił w swoim artykule, zaledwie sześć (a nie 10 krajów WE) jest niemal w pełni uzależniona energetycznie od Gazpromu. Warto ponadto pamiętać, że aż 10 krajów Wspólnoty w ogóle błękitnego paliwa od Rosji nie kupuje, a pozostałe traktują Gazprom jako zwykłego biznesowego partnera, a nie jako narzędzie geopolitycznych wpływów Federacji Rosyjskiej. Niemcom zależy na tym aby UE narzucała na państwa członkowskie jak największe wymogi dotyczące wdrażania Odnawialnych Źródeł Energii, w ramach swojej polityki energetycznej stawiają na dekarbonizację. Hiszpanie i Portugalczycy za priorytet mają stworzenie połączeń między nimi a Francją. Węgrom natomiast zależy na podtrzymaniu korzystnych cen gazu, a pomysł wspólnych zakupów tego paliwa najpewniej okazał by się dla nich niekorzystny.

W toku negocjacji okazało się, że o ile nikt otwarcie nie przeciwstawiał się projektowi, to każde z państw Wspólnoty Europejskiej pod pojęciem Unii Energetycznej rozumie coś innego. Hasło to stało się czymś na kształt pojemnego worka, do którego wrzuca się wszelkie, często nawet sprzeczne ze sobą postulaty dotyczące energetyki w UE. I tak z czasem projekt mający za zadanie przeciwdziałanie rosyjskim aspiracjom w Europie środkowo-wschodniej stał się pewnym przedziwnym tworem, za którym, poza ładnym hasłem, nie stoi praktycznie nic, co nie było by uwzględniane we wcześniejszej polityce energetycznej i klimatycznej UE.

Unia Energetyczno-Klimatyczna

No właśnie – również polityce klimatycznej. Trudno dostrzec moment kiedy to Unia Energetyczna przekształciła się w unię energetyczno-klimatyczną, a do jej starych postulatów dołączyły również takie hasła jak dekarbonizacja. Zaczęto mówić o tym, że projekt ten ma służyć „integracji energii ze źródeł odnawialnych”. Wydatki Wspólnoty na badania i rozwój mają skupić się na „technologiach związanych z klimatem”. Można tutaj widzieć inicjatywę poprzedniego szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, który przedstawił postulat połączenia unii energetycznej z polityką klimatyczną. Tak właśnie powstał ten nowy twór. Od tego momentu, od końcówki czerwca 2016 roku, można było już zauważyć, że projekt unii energetycznej zaczął dryfować w niekorzystnym dla Polski kierunku.

Następnym krokiem były wyniki obrad Rady Europejskiej. Kluczowy polski postulat, czyli nadzór Komisji Europejskiej nad umowami gazowymi, między rządami oraz firmami UE a państwami trzecimi, został znacznie ograniczony, wręcz zmarginalizowany. Został kategorycznie zakwestionowany przez większość krajów członkowskich poza Litwą, łącznie z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej. Państwa członkowskie nie chcą godzić się na kolejne ograniczenie ich suwerenności na rzecz Unii Europejskiej, nawet za cenę słabszej pozycji negocjacyjnej w kontaktach z Gazpromem. W konkluzjach z obrad Rady Europejskiej pozostało tylko wezwanie do dostosowania wszystkich umów na zakupy gazu od zewnętrznych dostawców do prawa unijnego. Rada podkreśla jednak, że w tych zabiegach musi być przestrzegana tajemnica handlowa dotycząca umów miedzy przedsiębiorcami. Czyni to ten przepis w dużej mierze iluzorycznym jako, że w wielu państwach Unii Europejskiej kontrakty gazowe nie są zawierane pomiędzy państwami, a między przedsiębiorstwami energetycznymi. Tak jest na przykład w Niemczech. Nie dysponując danymi Komisja nie ma praktycznych możliwości kontroli. Komisja Europejska na pewno nie zwiększy transparencji umów między firmami ani nie opublikuje cen oferowanych przez Gazprom poszczególnym spółkom europejskim, nie ma po prostu takich narzędzi, nawet gdyby miała wolę działań w tym kierunku.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że wśród 9 postulatów Rady wszystkie, które dotyczą pierwotnych założeń unii energetycznej odnoszą się do implementacji istniejącego wcześniej prawa lub projektów, których realizację postanowiono już wcześniej. Tak jest w przypadku finansowania infrastruktury, zasad reagowania na kryzysy dostaw, czy kontroli umów gazowych. Jest to polityczne stanowisko UE znane od 2011 roku, pozbawione nowych instrumentów jego realizacji. Nowością jest fakt, że właśnie podczas obrad Rady do konkluzji została wpisana dekarbonizacja. Polski postulat tworzenia niskoemisyjnej gospodarki i wspierania wydobycia węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych, zamiast tępienia węgla pozostał tu bez echa. To pozwala ostatecznie widzieć w Unii Energetycznej przede wszystkim Unię Energetyczno-Klimatyczną, w której istotne znaczenie zyskuje polityka klimatyczna zgodna z interesami niemieckimi. W reakcji na tą zmianę Polscy analitycy związani z administracją rządową zaczęli podkreślać, że naiwnością było wierzyć, że Unia Energetyczna nie uwzględni agendy klimatycznej. Należy zatem uznać, że sama nazwa była chwytem marketingowym, a faktycznie możliwa do osiągnięcia była tylko Unia Energetyczno-Klimatyczna. Rząd nie jest w stanie jednoznacznie odciąć się od tego projektu, ponieważ oznaczałoby to przyznanie się do oczywistej porażki.

Sukces nawet nie połowiczny

Niezależnie od tego czy taki obrót spraw był czy nie był przewidziany przez Warszawę. Należy zdać sobie sprawę, że plan Donalda Tuska się nie powiódł. Nie można mówić o połowicznym sukcesie a co najwyżej o 1/5 sukcesu. Postulat bezpieczeństwa dostaw został zredukowany do jednego z pięciu filarów polityki energetycznej obok integracji europejskich rynków energii, efektywności energetycznej, budowy gospodarki niskowęglowej oraz badań, rozwoju i konkurencyjności. Za tymi ładnie brzmiącymi hasłami kryją się przeważnie postulaty klimatyczne, sprzeczne z naszymi postulatami.

Sam dokument Rady Europejskiej nosi nazwę Strategia Unii Energetycznej „z przyszłościowym spojrzeniem na politykę klimatyczną”. Patrząc jednak na deklaracje Komisji i Rady można odnieść wrażenie, że jest to Strategia Unii Klimatycznej „z przyszłościowym spojrzeniem na politykę energetyczną”. Regulacje dotyczące infrastruktury sieciowej, przesyłów transgranicznych, czy zarządzania popytem Komisja Europejska ma przedstawić już w przyszłym roku. W obszarze efektywności energetycznej w konkluzjach Rady zapowiedziano przegląd istniejących regulacji i – o ile okaże się to konieczne – zaproponowanie nowych rozwiązań promujących bardziej efektywne gospodarowanie energią. Jednocześnie w świetle unijnych deklaracji w najbliższym czasie uruchomione mają zostać nowe instrumenty finansowe służące podnoszeniu standardów efektywnościowych budynków, które konsumują ponad 1/3 energii zużywanej w UE. Wkrótce przedstawiony ma zostać także pakiet regulacji mających na celu promocję alternatywnych paliw i elektryfikacji w sektorze transportu. A gdzie projekty wspólnych zakupów gazu i kontroli umów gazowych?

Widać zatem, że we wszelkich kwestiach klimatycznych instytucje unijne deklarują bardzo szybkie (jak na tak zbiurokratyzowany i niewydolny aparat) działanie. Brak jest natomiast konkretnych deklaracji dotyczących wdrażania instrumentów służących ochronie bezpieczeństwa energetycznego. Tutaj nawet nie ma mowy o powstawaniu nowych instrumentów politycznych czy prawnych. Większość decyzji dotyczących tej tematyki będzie przedmiotem długiego, skomplikowanego i zbiurokratyzowanego procesu legislacyjnego. Procesu, podczas którego projekty te ulegną, jeżeli jeszcze nie uległy, rozmyciu.

Historia projektu Unii Energetycznej i jego upadku (w pierwotnej przedstawionej przez Donalda Tuska wersji) dobitnie pokazuje Polsce, że w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego nie ma co liczyć na Unię Europejską. Każdy kraj wspólnoty ma własne interesy, często sprzeczne z polskimi. Co więcej dla decydentów na najwyższych szczeblach Unii europejskiej, priorytetem są kwestie klimatyczne jak obniżka emisji CO2 i wspieranie OZE, co często odbywa się kosztem polskich interesów. Donaldowi Tuskowi udało się z unijnego projektu ocalić to, w czym jego polski rząd był najlepszy, chwytliwą nazwę i zabieg PRowy. Unia Energetyczna w obecnym kształcie z jego flagowym projektem nie ma praktycznie nic wspólnego.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.