PAŃSTWO

Jeśli JOW-y, to jakie?
12 maja 2015

Jeśli JOW-y, to jakie?

Bronisław Komorowski i Andrzej Duda błyskawicznie rozpoczęli batalię o wyborców Pawła Kukiza, proponując wprowadzenie w wyborach do Sejmu okręgów jednomandatowych. Problem w tym, że nie sprecyzowali, który z systemów większościowych opartych na tych okręgach zamierzają poprzeć.

Paweł Kukiz i wspierający go Ruch na rzecz JOW od lat konsekwentnie opowiadają się za klasycznym systemem większościowym (ang. first-past the post), stosowanym m.in. w wyborach do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii i obecnie w Polsce podczas wyborów samorządowych do rad gmin poniżej 100 000 tys. mieszkańców, gdzie zwycięzcą zostaje kandydat z największą liczbą głosów. Bezsprzecznie jest to najprostszy i najbardziej przejrzysty dla przeciętnego wyborcy system z okręgami jednomandatowymi, ale nie jedyny. Oto krótka charakterystyka pozostałych:


1. System oparty na konieczności uzyskania przez najlepszego kandydata większości bezwzględnej, czyli więcej niż połowy wszystkich ważnie oddanych głosów (ang. two round system). Jeżeli żaden z kandydatów nie uzyska takiej większości w pierwszej turze, odbywa się druga tura z udziałem kandydatów z dwoma najlepszymi wynikami. Pisząc krótko, jest to system stosowany w wyborach na prezydenta RP oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. W wyborach do ciał kolegialnych używa się go obecnie niezwykle rzadko.

2. Modyfikacja powyższego systemu,  nazywana w literaturze systemem większości z dogrywką. Szerzej znana dzięki wyborom do francuskiego Zgromadzenia Narodowego. W pierwszej turze do zwycięstwa również wymagana jest bezwzględna większość głosów – różnica polega na dopuszczeniu do drugiej tury więcej niż dwóch kandydatów, co skutkuje tym, że do wygranej wystarczy wówczas względna większość głosów. Przykładowo, we Francji do drugiej tury kwalifikują się ci kandydaci, którzy uzyskali co najmniej 12,5% głosów. Częstym przypadkiem w tej odmianie systemu jest dodawanie innych warunków (we Francji - wymóg osiągnięcia odpowiedniej frekwencji).

3. System głosowania alternatywnego (ang. Alternative Vote), stosowany od 1918 w wyborach do izby niższej w Australii. Do zwycięstwa w okręgu również wymagane jest uzyskanie większości bezwzględnej, jednak ze względu na zastosowanie tzw. głosu preferencyjnego nigdy nie istnieje potrzeba przeprowadzenia drugiej tury głosowania. Wyborca ma bowiem możliwość precyzyjnego podania swoich preferencji politycznych, „przyznając określonym kandydatom kolejne lokaty (pierwszą, drugą, trzecią itd.), tworząc w ten sposób ranking kandydatów”. W pierwszej kolejności jako głosy bierze się pod uwagę „pierwsze” lokaty przy nazwiskach kandydatów – jeśli żaden z nich nie osiągnie bezwzględnej większości, „z dalszej rywalizacji odpada kandydat, który otrzymał najmniejszą ilość głosów, a oddane na niego głosy przesuwa się na kolejnych kandydatów według wskazań drugich, a w razie potrzeby trzecich i kolejnych, preferencji uzyskanych przez tych kandydatów na kartach skreślonego kandydata. Jeśli i w tym przypadku nie uda się wyłonić zwycięzcy, procedurę ponawia się aż do skutku”. W prosty sposób całą procedurę wyjaśnia ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=3Y3jE3B8HsE

Porównanie kart do głosowania w dwóch systemach opartych na JOW: brytyjskim (po lewej) i australijskim.


Moim zdaniem, w polskich warunkach najlepiej sprawdziłby się system głosowania alternatywnego (australijski). W znacznym stopniu ogranicza on typowe dla pozostałych systemów JOW-owskich wzorce glosowania strategicznego, które już teraz są widoczne w polskich realiach (głosowanie na „mniejsze zło”). Szersza możliwość wyrażania preferencji jest korzystna dla coraz liczniejszej grupy wyborców, wahających się do końca nad wyborem spośród kilku kandydatów – mogą oni śmiało wskazać kandydata mającego niższe wyniki w sondażach, bez poczucia oddania „zmarnowanego” głosu. Wzrasta bowiem stopień identyfikacji wyborców ze zwycięskim kandydatem – dzięki ułożonemu przez wyborcę rankingowi , nawet jeśli nie wygra kandydat z jego „pierwszą” preferencją, to dzięki jego kolejnym preferencjom może wygrać bliski mu programowo kontrkandydat. Eliminowane jest również typowe dla systemu brytyjskiego zjawisko „spoiler effect”, polegające na dzieleniu się głosów pomiędzy dwóch kandydatów o zbliżonych poglądach, w efekcie czego zwycięża kandydat z zupełnie innej opcji politycznej (po cichu wspierający spośród zbliżonych ideologicznie kandydatów tego ze słabszymi notowaniami, żeby jak najwięcej głosów zabrał silniejszemu - https://www.youtube.com/watch?v=s7tWHJfhiyo od 5:00). Natomiast w porównaniu do systemów dwuturowych, system australijski likwiduje partyjne układanki i taktyczne sojusze przez drugą turą.

System głosowania alternatywnego może wydawać się skomplikowany na etapie liczenia, ale to i tak pestka w porównaniu do obecnej ordynacji do Sejmu, którą przybliżyłem w jednym w poprzednich artykułów (http://wei.org.pl/na-biezaco/panstwo/run,kombinacje-z-wyborami,page,2,article,1545.html). Nie zmienia to faktu, że droga do wprowadzenia JOW-ów jest dla zwolenników tego rozwiązania wciąż daleka. Konieczne będzie wykreślenie z art. 96 ust. 2 Konstytucji przepisu o proporcjonalności wyborów, a następnie gruntowna zmiana Kodeksu Wyborczego i likwidacja subwencji dla partii politycznych. Znając tempo wcześniejszych prac legislacyjnych nad ordynacjami wyborczymi, wydaje się to być zadanie obliczone na kilka lat.


Miłosz Węgrzyn

Zdjęcie: Pixabay

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.