GOSPODARKA

Bezpieczny wypoczynek w górach i na terenach narciarskich
18 lutego 2016

Bezpieczny wypoczynek w górach i na terenach narciarskich

Ferie zimowe to okres wzmożonej aktywności sportowej w górach, która często potrafi skończyć się kontuzjami i związanymi z tym dodatkowymi kosztami.

Wg informacji TOPR liczba wypadków na stokach Podhala przekroczyła tylko w zeszłym sezonie 2000 zdarzeń. Liczba ta nie obejmuje zdarzeń poza stokami oraz kontuzji, z którymi poszkodowani sami zgłaszali się do placówek medycznych. Według informacji dostępnych na stronie zakopiańskiego szpitala w okresie ferii pomoc udzielana jest ok. 100 osobom dziennie. Bez szczególnych analiz można przyjąć, że statystyki placówek w innych miastach zlokalizowanych w okolicach popularnych ośrodków sportowo – turystycznych nie będą szczególnie od tej liczby odbiegać.   

Obserwowany od kilku lat dynamiczny rozwój branży sportowo – rekreacyjnej w Polsce powoduje, że skala ta się cały czas zwiększa i nie ma co liczyć na samoistną zmianę tego trendu. Dlatego też w okresie zimy, szczególnie po medialnie nagłaśnianych zdarzeniach - niestety najczęściej tych śmiertelnych - powraca dyskusja na temat ubezpieczeń dla turystów wybierających się w polskie góry.

W tym roku tej tradycji stało się zadość i znów słyszymy słowo ubezpieczenie odmieniane przez wszystkie przypadki. Niestety, podobnie jak w latach ubiegłych dominuje dyskusja publicystyczna, pełna stereotypów i najczęściej oderwana od istoty zagadnienia, jakim jest rola systemu ubezpieczeń i jego społeczne oddziaływanie.

Słyszymy polityków, ratowników, instruktorów, czy zwykłych miłośników gór. Niestety, co dość charakterystyczne, najczęściej brakuje w niej głosu przedstawicieli rynku ubezpieczeń, którzy mogliby wnieść rzeczowy i merytoryczny wkład oraz spróbować wyjaśnić o jakich rozwiązaniach można rozmawiać aby użyć ich jako skutecznych narzędzi wpływu na poziom bezpieczeństwa.

Znakomitym przykładem może tu być jedna z audycji emitowanych w ostatnich dniach na antenie Polskiego Radia pod tytułem „Czy należy wprowadzić obowiązek ubezpieczeń dla turystów?”

Tak skonstruowane pytanie już na wstępie wprowadza ostrą polaryzację i w ten sposób powoduje znaczne trudności w merytorycznej dyskusji. Zmusza ono strony, nie tyle do odnoszenia się do zasadności stosowania rozwiązań ubezpieczeniowych, ich jakości, dostępności, etc., ale do zajmowania stanowiska jedynie w kwestii narzucania kolejnego prawnego obowiązku. Do tego najczęściej w narzuconym kontekście bliżej nieokreślonej i co do zasady chyba nikomu w tej chwili niepotrzebnej rewolucji w systemie finansowania ratownictwa górskiego.

Dlatego na efekty nie trzeba było długo czekać i już kilka dni po wspomnianej audycji pojawiło się oficjalne stanowisko Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i Tatrzańskiego Parku Narodowego, z którego możemy dowiedzieć się m.in. że obie instytucje stoją w tej sprawie na stanowisku, że wprowadzenie w polskich Tatrach dodatkowych (jak sądzę właśnie obowiązkowych) ubezpieczeń obciążających turystów będzie rozwiązaniem nieskutecznym i nie zapewni stabilności finansowej służbom ratunkowym. I w kwestii finansowej trudno się z tym nie zgodzić. Ratownicy obawiają się niejasnych pomysłów na modyfikację finansowania ich działalności, która może nieść za sobą szereg zagrożeń i dodatkowo utrudnić ich niezbyt łatwą sytuację. Niestety, przy tej okazji wysyłają publiczny sygnał, który dość często jest odczytywany jako krytyka systemu ubezpieczeń co do zasady. Tymczasem przy tak postawionej tezie rzeczywista dyskusja o skuteczności ubezpieczeń zostaje w rzeczywistości przykryta przez kompletnie inną kwestię, a mianowicie sposób finansowania ratownictwa.

W tym miejscu pojawia się pytanie. Czy naprawdę chodzi o to, żeby co roku prowokować często emocjonalne dyskusje, pozbawione konkretnych ram i założeń oraz zestawiać ze sobą skrajne pomysły takie jak obowiązek ubezpieczeniowy naprzeciw braku jakiejkolwiek odpowiedzialności, nawet za bezmyślne zachowania? Wydaje się, że nie jest to dobry grunt pod konstruktywne rozmowy. Szczęśliwie coraz częściej można usłyszeć racjonalne stanowisko samych turystów, którzy w znakomitej większości znają realia innych krajów i potrafią docenić ideę ubezpieczeń. Tyle, że ostatecznie nie oni mają realny wpływ na obowiązujące regulacje.

Dlatego też, żeby na przyszłość ułatwić następne tego typu dyskusje należy pokrótce naświetlić kilka, dość istotnych kwestii związanych z istotą prawidłowo skonstruowanego systemu ubezpieczeń turystycznych, którego pomimo corocznych debat od lat nie umiemy wypracować.

Zacznijmy zatem od przybliżenia trzech, podstawowych funkcji jakie powinny one spełniać aby skutecznie i bez niepotrzebnych kontrowersji wspierać zarówno samych turystów jak i cały system.

Ochrona   

Jej zadaniem jest zabezpieczenie każdego, niezależnie od tego czy uprawia sport w górach czy podróżuje po nizinach, przed konsekwencjami (najczęściej finansowymi) wypadków losowych. To, że mogą nas one dotknąć nas od poziomu umiejętności i rodzaju uprawianej turystyki nie powinno być dla nikogo tajemnicą. Niestety w Polsce w dalszym ciągu dość często podtrzymywane jest wyobrażenie, że wszystkie świadczenia nam się należą od państwa, więc po co korzystać z dodatkowych ubezpieczeń. A to błąd.

Praktyka pokazuje, że zdecydowana większość wypadków wiąże się z koniecznością ponoszenia dodatkowych kosztów. Kosztów związanych nie tylko ze wsparciem leczenia i rehabilitacji, ale też wymianą zniszczonego sprzętu czy, ostatnio  coraz częściej, z zaspakajaniem roszczeń przez sprawców wypadków, również tych nieumyślnych. Chyba każdy, kto miał już nieprzyjemność doświadczyć typowych dla np. narciarstwa kontuzji wie, że poprzedzona często wielogodzinnym oczekiwaniem darmowa wizyta w szpitalu do dopiero początek rekonwalescencji i dodatkowych kosztów. Które, w skrajnych przypadkach mogą sięgać łącznie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przecież to nie mało i choćby z tej perspektywy należy podkreślać, że to ryzyko istnieje i warto się na nie przygotować. Tymczasem dość cały czas zbyt często słyszymy utarte slogany o „pisanych drobnym druczkiem” wyłączeniach, historycznych przykładach nieuczciwych praktyk, czy o ubezpieczycielach, którzy myślą wyłącznie o bezwzględnej maksymalizacji zysku. Nie jest to prawdziwy obraz a jego powielanie jest po prostu szkodliwe. Zresztą utrzymując się w konwencji turystyki wystarczy zrobić uczciwy rachunek sumienia i zestawić ilość turystów którym rok rocznie system ubezpieczeniowy udziela pomocy z tymi pozostawionymi na pastwę losu. Do tego bez własnej winy.   

Redystrybucja

W największym uproszczeniu polega ona na tym, że część pieniędzy zbieranych w formie niewielkich składek ubezpieczeniowych wraca na rynek w postaci wypłaconych przez ubezpieczycieli świadczeń, co nie tylko pomaga poszkodowanym, ale również wspiera rozwój podmiotów związanych z daną branżą. W naszym wypadku możemy zatem mówić o specjalistycznych gabinetach medycznych, producentach i dystrybutorach sprzętu rehabilitacyjnego czy nawet sportowego, oraz, co jest w wielu krajach oczywistością, współfinansowaniu działalności służb ratunkowych.

Jako, że szczególnie ten ostatni element wzbudza gorące emocje i dlatego chciałbym poświęcić mu troszkę więcej uwagi.

Obowiązujące aktualnie w Polsce regulacje prawne dotyczące finansowania ratownictwa na terenach górskich, w daleko idącym uproszczeniu, można podzielić na dwa obszary. Pierwszy z nich to system niesienia pomocy do świadczenia której powołane są GOPR i TOPR. Są to instytucje finansowane w większości z budżetu Państwa oraz w zdecydowanie mniejszym stopniu przez sponsorów, oraz w przypadku TOPR z części wpływów z biletów do TPN.  

Drugi obszar dotyczy finansowania ratownictwa na zorganizowanych terenach narciarskich, którego koszty, od 2011 roku ponoszą przedsiębiorcy prowadzących działalność w tym zakresie. Warto tu zauważyć, że ta ostatnia regulacja spowodowała kolejne, dotkliwe obciążenia, szczególnie w odniesieniu do małych, często prowadzonych rodzinnie stacji narciarskich.

Pomijając wszystkie inne aspekty to oba te rozwiązania posiadają kilka wspólny cech. Pierwsza jest taka, że w dalszym ciągu system jest niedofinansowany. Chyba każdy, kto interesuje się zagadnieniem słyszał o okresowych kłopotach finansowych polskich ratowników, którzy np. pomimo swojego ogromnego zaangażowania i profesjonalizmu nie mogą doczekać się adekwatnego do swojej ciężkiej i niebezpiecznej pracy  poziomu wynagrodzeń. Druga, to wyjątkowo skuteczne uniemożliwienie przez Ustawodawcę jakiegokolwiek udziału ubezpieczycieli w systemie ich finansowania. Blokada jest na tyle skuteczna, że pomimo iż polisy z limitem na ratownictwo w Polsce są na rynku dostępne i kosztują kilka złotych (niektórzy ubezpieczyciele przyjmując samodzielnie pewne założenia wprowadzili takie limity na poziomie kilkunastu tysięcy złotych) to z wiadomych względów są one martwe. I choćby w tym kontekście wydaje się, że warto byłoby poszukać wyważonego kompromisu zamiast prowokować coroczne starcia skrajnych stanowisk, które ostatecznie do niczego nie prowadzą poza zniecierpliwieniem zaprszanych do tego typu dyskusji stron.     

Prewencja

O jej znaczeniu mówią chyba wszyscy, choć już mało kto wprost podnosi tę kwestię właśnie w kontekście promowania idei ubezpieczeń. Zresztą, gdy zaczynamy mówić o obowiązku to automatycznie traci ona na znaczeniu, bo wtedy ubezpieczenie staje się po prostu kolejnym para-podatkiem i najczęściej wzbudza jedynie negatywne emocje. A przecież jest oczywiste, że jedynie samodzielnie podjęta decyzja o zakupie ubezpieczenia będzie wynikać ze świadomości podejmowanego ryzyka. Jeśli zaś jesteśmy świadomi, że je będziemy podejmować to każdy, będzie starał się je minimalizować również poprzez swoje zachowanie. W naturalny sposób zatem budowanie tej właśnie świadomości może zmniejszyć skłonność do podróżowania w przysłowiowych „szpilkach na Giewont”. A chyba o to chodzi. Dlatego powinno się mówić o ryzyku i jego konsekwencjach, skłaniając ludzi, aby sami sobie odpowiedzieli na pytanie czy chcą je podejmować bezrefleksyjnie, czy może jednak wolą się na nie naprawdę dobrze przygotować. 

Podsumowując należy podkreślić, że rzeczywista skuteczność systemu ubezpieczeń zależy od jego powszechności. Aby osiągnąć oczekiwane efekty powinno się ją zwiększać nie przez przymus prawny, ale poprzez budowanie świadomości. Dopiero wtedy może to dać realny i wymierny efekt w postaci zwiększenia bezpieczeństwa i komfortu zarówno samych poszkodowanych jak i wszystkich ludzi i podmiotów mających na nie realny wpływ. Warto o tym pamiętać podczas kolejnych, sezonowych debat o ubezpieczeniach turystycznych.

 

Michał Modrzewski
Członek Stowarzyszenia Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne.  Broker ubezpieczeniowy.

Fot. Mariusz Chilmon/ na lic. Creative Commons/ flickr.com

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.