Państwo i Prawo
Oświadczenie WEI w sprawie sytuacji na Węgrzech
19.12.2018

Węgrom kibicowaliśmy od początku epopei premiera Orbana. Twardego polityka usiłującego zawrócić swój kraj z powrotem na drogę wzrostu gospodarczego i moralności. Byliśmy z nim kiedy przejmował zrujnowane państwo po zdemoralizowanych i skompromitowanych socjalistach. Byliśmy z nim kiedy pierwszy powiedział NIE Angeli Merkel. Pierwszy postawił mur niekończącym się zaciągom dryfterów z Afryki i Azji.

 

Podobało nam się, że miał ambicje stworzenia wyrazistej alternatywy dla tego, co europejski establishment lubi nazywać liberalną demokracją, a w rzeczywistości jest limitowaną demokracją. Systemu, gdzie o przyszłości kontynentu decyduje garstka polityków, przez nikogo niewybrana i bez mandatu społecznego dla fundamentalnych zmian w architekturze politycznej Europy.

Broniliśmy prawa narodu węgierskiego do kontrolowania własnych granic, własnej polityki imigracyjnej i nawet własnych porządków prawnych. Tak głosowali wtedy Węgrzy.

Nie podobały nam się jego umizgi do Rosji, choć rozumieliśmy narrację dotyczącą polityki energetycznej i braku lepszych opcji.

Ale 2018 to nie był dobry rok dla węgierskiej demokracji. Ponad 400 węgierskich tytułów prasowych, stacji radiowych i telewizyjnych zostało sprowadzone do roli tuby propagandowej, kierowanej przez lojalnych żołnierzy Orbana. Sami z dużym dystansem przyglądamy się wielu lewicującym mediom, zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce. Ich tendencyjnym, często pełnym ideowej nienawiści i przekłamaniom. Nigdy jednak nie staniemy po stronie tych, którzy jak Orban zamiast przekonywać do swoich racji, demontują ostatnie kanały niezależności medialnej. Nieważne jak nierozumne czy przewrotne i upolitycznione są ich treści.

Z nie mniejszym niepokojem obserwujemy to, co dzieje się w węgierskiej gospodarce. Zastraszanie przedsiębiorców, wymuszanie sprzedaży firm osobom politycznie i towarzysko powiązanym z Orbanem. Niekończącym się kontrolom, rewizjom i nagonkom na tych, którzy nie chcą oddać swojego biznesu. Możemy zrozumieć chęć wzmocnienia węgierskiego kapitału i przejmowania zagranicznych koncernów. Nie możemy jednak zrozumieć metod jakimi jest to dziś robione. Takie gałęzie gospodarki jak farmacja, apteki, przemysł i handel spożywczy, zostały albo przejęte przez politycznych dysponentów, albo zwasalizowane i zmuszone do płacenia odpowiednika współczesnego haraczu firmom polityków.

Premier Orban zwolnił kontrolowane przez siebie media, banki i przemysł z odpowiedzialności przed urzędem antymonopolowym. Mało tego, stworzył równoległy system sądowy nadzorujący administrację państwa, komisje wyborczą, urząd antykorupcyjny i nadzór nad protestami ulicznymi. Praktycznie kontrolując proces polityczny i ekonomiczny w kraju.

W przeszłości na tych stronach wielokrotnie krytycznie wypowiadaliśmy się na temat działalności lewicowego miliardera Georga Sorosa i jego soc-anarchistycznej agendy. Często prześmiewczo piszemy o lewicujących uczelniach i wykładowcach szukających natchnienia w pracach dawno zmarłych i skompromitowanych marksistów, czy ich współczesnych apologetów. Nie zmienia to jednak faktu, że zamknięcie niezależnej uczelni Sorosa w Budapeszcie uważamy za groźne posunięcie dla demokracji i wolności osobistych.

W obecnym rządzie Orbana nie sposób dopatrzeć się tradycyjnej konserwatywnej wrażliwości, która na pierwszy plan wynosi wolności gospodarcze i wolność słowa, jako te, które w historii najlepiej służyły narodom w ich drodze do świetności i dobrobytu. W modelu gospodarczym Orbana więcej widzimy protekcjonizmu charakterystycznego dla putinowskiej gospodarki niż dla wolności gospodarczych Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, czy nawet Polski. W jego medialnych zapędach odnajdujemy wszystkie cechy dawnego komunistycznego reżimu.

Węgry doszły do miejsca gdzie i my stanęlibyśmy dziś razem z tłumem protestujących. Straciliśmy nadzieje, że pod rządami Orbana możliwa jest odbudowa rynkowej sprawiedliwości i kapitalistycznych wartości. Pozostaje nam mieć nadzieję, że inne państwa, z Polską na czele, szukające alternatywy dla unijnego chaosu, moralnej pustki i ekonomicznego destrukcjonizmu, nie pójdą tą drogą.