Gospodarka
Pendolino: wolniej, ale sympatycznie
13.10.2014

Pendolino posiada wszelkie atrybuty, by stać się symbolem dziesięciolecia. Praktycznie nie spełnia żadnych kryteriów biznesowych: drogi, nieadekwatny do naszej infrastruktury kolejowej, jeździ wolniej niż zwykłe pociągi, nie wykorzysta w Polsce swoich atutów. Za to wygląda ładnie – jest nowoczesny w specyficznym rozumieniu tego słowa: gadżeciarski, błyszczący, cichy, z schludnie ubraną i kulturalną obsługą. Taka nowoczesność wystarczy, by zrobić w Polsce show pod hasłem epokowego sukcesu przenoszącego nas do wyższej kategorii państw: Niemiec, Japonii, Francji, a może nawet USA. Względy praktyczne i rachunek ekonomiczny w takiej narracji nie mają większego znaczenia.

Pendolino to jedna z tych błyskotek, które pojawiają się w słabych gospodarczo krajach, żeby poprawić humory ich obywatelom. Niepraktyczny, przepłacony owoc urojeń elit, najczęściej żyjących na państwowym i unijnym garnuszku.

Być może za parę lat, kiedy infrastruktura kolejowa zostanie dostosowana do zachodnich standardów, taki zakup miałby sens. Na razie jednak ta dziwna transakcja to jedno z pasma kosztownych nieporozumień, niewiele zmieniających naszą rzeczywistość gospodarczą. Miliony na Pendolino można było wydać z większym sensem.

Stanisław Koczot

Fot. na lic. CC2.0/aut. Ell brown/flickr.com