Współpraca
Polskę i Japonię łączą wspólne wyzwania państw pogranicza demokracji
09.03.2017

Poszukiwanie wspólnej japońsko – europejskiej strategii, zapewnianiającej pokój i rozwój w szybko zmieniającym się świecie, było tematem seminarium zorganizowanego w Tokio z udziałem przedstawicieli think tanków z siedmiu państw UE, w tym reprezentanta Warsaw Enterprise Institute oraz politologów i polityków japońskich. Kolejnym etapem tej debaty było spotkanie w siedzibie WEI z udziałem ambasadora Japonii Shigeo Matsutomi.  

*

Po referendum w Wielkiej Brytanii i wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA  wspólna strategia Japonii i Europy stała się szczególnie aktualna. Bez wątpienia bowiem żyjemy w świecie przejściowym pomiędzy dwoma porządkami światowymi, starym ukształtowanym przez potęgę Ameryki i nowym, którego forma jest wprawdzie wciąż nieznana, najprawdopodobniej jednak wielobiegunowym bez dominującego supermocarstwa.
Japonia i Europa muszą stawić czoła podobnym wyzwaniom i znaleźć na nie podobne odpowiedzi, mamy zatem sporą przestrzeń do współpracy oraz wymiany pomysłów, jak kształtować ten nowy ład z pożytkiem dla naszych państw i regionów.

*

Polskę i Japonię wiele różni – położenie geograficzne, kultura, rozmiar populacji, wielkość gospodarki, znaczenie geopolityczne dla Stanów Zjednoczonych, itd., istnieją jednak pewne fundamentalne wyzwania strategiczne, które dzielimy. Skrótowo można je ująć w  następujących punktach:

  • Niepewność polityki USA pod rządami D. Trumpa. Zacytujmy go: ”Musimy być nieprzewidywalni”. To prawda, nieprzewidywalność może być skutecznym narzędziem amerykańskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, ale może też stać się niebezpieczna dla sojuszników Ameryki.
  • Kryzys UE, który może doprowadzić nawet do upadku tak unii politycznej, jak i wspólnego rynku na Starym Kontynencie.
  • Wzrost politycznej i militarnej asertywności potęg rewizjonistycznych: Rosji w Europie oraz Chin w Azji.
  • Malejące możliwości USA utrzymania obecnego porządku światowego zbudowanego na amerykańskiej supremacji gospodarczej, politycznej i wojskowej.
  • Kształtujący się nowy ład międzynarodowy jako „klub wielkich”, który polega bardziej na budowaniu i utrzymaniu równowagi politycznej oraz militarnej niż na wspólnych wartościach i instytucjach. Taki ład działałby w interesie potęg pozostawiając mniejsze kraje w obrębie ich stref wpływów.

Powyższe wyzwania są kluczowe dla bezpieczeństwa Japonii i Europy, w tym Polski oraz innych krajów centralnej Europy. Wszyscy musimy się z nimi zmierzyć.

*

Obecnie Stany Zjednoczone są osią demokracji ulokowaną dokładnie pośrodku pomiędzy zachodnią i wschodnią linią jej zasięgu. Europa centralna, w tym Polska są pograniczem demokracji w Europie, Japonia zaś w rejonie Pacyfiku.

Zarówno Rosja w naszej części, jak Chiny (także Korea Pn. i Rosja) od strony japońskiej to dyktatury, które zagrażają swoim sąsiadom. Państwa te konsekwentnie zwiększają wydatki obronne i występują z roszczeniami terytorialnymi wobec innych krajów, by wspomnieć tylko Krym, czy wyspy Senkaku na Morzu Wschodniochińskim i wysepki na Morzu Południowochińskim.

W przypadku prawdziwego zagrożenia zarówno Japonia, jak Europa Centralna  mogą być celem rakiet taktycznych i uderzeń lotniczych, w tym nuklearnych, a nawet inwazji lądowej. Terenami najbardziej wyeksponowanymi na potencjalny atak rosyjski w Europie są państwa bałtyckie, północno-wschodnia Polska i szwedzka wyspa Gotlandia. W przypadku agresji Chin – japońskie wyspy Riukiu włączając Okinawę. Atak militarny jest zagrożeniem, które Europa Centralna dzieli z Japonią, ale nie z Europą Zachodnia i Południową.

*

Bycie państwem pogranicza niekoniecznie musi oznaczać narażenie się na atak tak długo, jak długo kraje wolnego rynki i demokracji pozostają zjednoczone, przynajmniej w jakimś stopniu. Połączony potencjał Stanów Zjednoczonych, Europy, Kanady, Australii, Japonii, Korei jest nieporównywalny do jakiegokolwiek innego państwa lub bloku państw.

Na nieszczęście, taka jedność wydaje się być zagrożona. Amerykański protekcjonizm, nowa wielka idea polityczna w Waszyngtonie, może doprowadzić do poważnych napięć  nie tylko pomiędzy USA a Chinami, ale także USA a Japonią, Koreą, Niemcami, w konsekwencji zaś całą UE.

TPP (Trans-Pacific Partnership) nie będzie wprowadzone, TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) jest martwe, NAFTA zostanie przedefiniowana. Ekonomiczna jedność demokracji może wkrótce zniknąć, a konflikty gospodarcze doprowadzą do sporów politycznych i prawdopodobnie wojen handlowych. Taki scenariusz nie jest oczywiście pewny, ale bardzo prawdopodobny.

USA jako czołowe państwo każdego porozumienia o wolnym handlu nie może być zastąpione przez nikogo innego, TPP bez USA będzie nieefektywne. Taka idea była jedną z opcji rozpatrywanych w Japonii zaraz po wyborze D. Trumpa na prezydenta, ale została ostatecznie odrzucona, jak wynika ze stanowiska japońskiego premiera S. Abe.

*

Kolejnym ryzykiem jest intencja waszyngtońskiej administracji, aby zredukować amerykańską obecność militarną zagranicą. Nie jest to zresztą koncept prezydenta Trumpa, ale wynik trwającego od dawna audytu możliwości militarnych USA, jednak to właśnie Trump będzie musiał wprowadzić jego wnioski w życie.

Siły Zbrojne USA są nadmiernie „rozciągnięte” w ich zaangażowaniu, dlatego muszą zostać przegrupowane, by zwiększyć swoją efektywność. Nastąpi konsolidacja zamiast rozproszenia. Liczba baz i oddziałów wojskowych stacjonujących zagranicą będzie zmniejszana. Dobrym przykładem tego procesu jest oddział Piechoty Morskiej na Okinawie, jednej z czterech kluczowych baz USA na Pacyfiku. Połowa jego składu zostanie przemieszczona na Guam i Hawaje.

Tak będzie się działo także w innych przypadkach, bowiem nowym konceptem strategicznym jest tzw. offshore balancing, co oznacza pomaganie sojusznikom i politycznym klientom Waszyngtonu z terytorium Stanów Zjednoczonych lub z terytorium administrowanego przez USA (jak Guam). W przyszłości siły amerykańskie będą przesuwane z baz zamorskich do Ameryki, już teraz stała obecność wojskowa jest zastępowana rotacyjną. Obecnie jedna dziesiąta żołnierzy amerykańskich stacjonuje zagranica, podczas zimnej wojny była to jedna trzecia. Liczba żołnierzy służących zagranica będzie się dalej zmniejszać.

*

Wygląda na to, że Waszyngton będzie jednak respektował zobowiązania sojusznicze, tak wynikające z traktatu waszyngtońskiego tworzącego NATO, jak i z dwustronnego traktatu obronnego z Japonią. Jednocześnie USA będą oczekiwały od swoich sojuszników wzmocnienia ich własnych zdolności obronnych, a nawet wzięcia na siebie roli regionalnych liderów bezpieczeństwa.

Z amerykańskiej perspektyw takimi liderami są: Japonia w Azji Wschodniej, Australia na południowym Pacyfiku i Oceanie Indyjskim, Niemcy w Europie, Wielka Brytania na wschodnim Atlantyku. Japonia mogłaby wziąć na siebie rolę organizatora wielostronnej reakcji na asertywne poczynania Chin na Morzu Wschodniochińskim i Morzu Południowochińskim. Polska  z kolei ma ambicje stania się takim liderem w Centralnej Europie, jednak z powodu braku stosownych możliwości jest to marzenie nierealistyczne, przynajmniej na razie.

Ograniczenie obecności USA w Azji i Europie spowoduje, że amerykańscy sojusznicy będą musieli płacić więcej na swoją obroną i regionalne bezpieczeństwo. Donald Trump bowiem miał absolutnie rację, kiedy narzekał na poziom ich wydatków zbrojeniowych. Doprawdy, trudno uwierzyć, że takie potęgi gospodarcze jak Japonia czy Niemcy wydają na ten cel ledwie około 1 proc. PKB, kiedy w Rosji to 5,3 proc. w Chinach – 1,9 proc.

Można powiedzieć, iż 1,9 proc. to niewiele (polski budżet obrony w 2017 r. wynosi 2 proc. PKB), ale w przypadku Chin chodzi o sumę 140 miliardów dolarów rocznie, w porównaniu do 40 mld USD japońskiego budżetu i 9 mld USD polskiego.

Najprawdopodobniej USA nie będzie stać na dalsze finansowanie naszego bezpieczeństwa w obecnym wymiarze ani w Europie, ani w Azji. Z tego powodu będziemy musieli podnieść wydatki na obronę i rozwijać własne zdolności obronne, aby wesprzeć amerykańską projekcję siły i móc skutecznie prowadzić wojnę bez pomocy amerykańskiej przez dwa – trzy miesiące.

*

W Europie nie ma konstytucyjnych ograniczeń dla rozwoju sił zbrojnych, w Japonii sytuacja jest znacznie bardziej wrażliwa  z powodu artykułu 9 konstytucji. Potrzebna będzie ciężka praca, by uzmysłowić społeczeństwu japońskiemu nowe warunki bezpieczeństwa, w jakich funkcjonuje. Ten krok jest jednak niezbędny do przejęcia przez Japonie roli lidera w Azji Wschodniej, który będzie w stanie zmobilizować innych graczy regionalnych do zjednoczenia wysiłków w celu przeciwdziałania chińskiej asertywności.

Po klęsce w drugiej wojnie światowej Japonię obowiązywał zakaz budowania własnych sił zbrojnych, a japońskie społeczeństwo cechuje się wysokim poziomem pacyfizmu i nie jest mentalnie zdolne do prowadzenia wojny ani w obronie kraju, ani zagranicą. Nie wygląda więc na to, by opinia publiczna poparła zmianę artykułu 9. konstytucji.

Młodzi Japończycy wstępujący do Sił Samoobrony chcą przede wszystkim dostarczać pomocy poszkodowanym w katastrofach naturalnych i spowodowanych przez człowieka. Dobrym przykładem jest uszkodzenie elektrowni nuklearnej w Fukushimie w 2011r. Dopiero uczelnia wojskowa, a potem oddziały wojskowe przekierowują ich mentalność ku duchowi walki. W efekcie wspomnianych ograniczeń japońskie Siły Samoobrony nie mają doświadczenia bojowego, nie są zdolne do obrony terytorium kraju i otaczających je wód bez pomocy USA.

*

Podsumowując, zwiększanie budżetów obronnych i budowanie efektywnych zdolności obronnych jest najlepszą odpowiedzią na obecne i przyszłe wyzwania oraz oczekiwania nowego prezydenta USA. Taki ruch będzie skuteczną metodą odstraszania nieprzyjaciela, zachęci także prezydenta Trumpa do potwierdzenia  amerykańskich zobowiązań traktatowych i wypełnienia ich w razie wrogiego ataku na Europę lub Japonię. Wzmocni wreszcie naszego własnego bezpieczeństwa, choć będzie to czasochłonne i kosztowne.

Jeśli chcemy zachowania obecności wojskowej USA w Europie i Japonii w oparciu w zobowiązania traktatowe i liczymy na pomoc w razie wojny, musimy iść a drogą. Nie ma alternatywy.