GOSPODARKA

CZERWONY ALERT dla nowych rozwiązań podatkowych rządu
10 października 2016

CZERWONY ALERT dla nowych rozwiązań podatkowych rządu

Skonsolidowany podatek w kształcie zaproponowanym przez rząd musi budzić największy niepokój każdego, kto liczył na przyśpieszenie gospodarcze i wzmocnienie polskiej przedsiębiorczości. Jest jeszcze czas na naprawę założeń reformy. Ze wszech miar należy go wykorzystać.

Skonsolidowany podatek w kształcie zaproponowanym przez rząd musi budzić największy niepokój każdego, kto liczył na przyśpieszenie gospodarcze i wzmocnienie polskiej przedsiębiorczości. Rządowe propozycje, jeżeli zostaną zrealizowane, doprowadzą do zahamowania inwestycji i zwiększonej migracji, zarówno młodzieży jak i polskich firm. Pomysł jest też ze wszech miar szkodliwy politycznie. Dotychczasowe silne podziały polityczne nie przebiegały w Polsce wzdłuż tradycyjnych linii klasowych. Nie antagonizowały biednych przeciwko bogatym i odwrotnie. Teraz to może się zmienić.

Pomysł połączenia wszystkich zobowiązań podatkowych w jeden podatek z pewnością zasługuje na uwagę i wsparcie. Jednak potencjalne korzyści z ujednolicenia i uproszczenia prawa podatkowego nie zrekompensują gwałtownej podwyżki podatków dla wszystkich ze średnimi i ponad przeciętnymi zarobkami.  Zaprezentowane wstępne założenia zmian podatkowych oznaczają, że co prawda osoby najbiedniejsze mogą liczyć na obniżkę podatków, ale wszyscy pozostali muszą się liczyć ze znaczącymi podwyżkami.

Zmniejszenie zobowiązań i klina podatkowego dla najgorzej zarabiających (różnicy między kosztem jaki ponosi pracodawca a tym co do ręki otrzymuje pracownik) z 40 proc. do 20 proc. jest jak najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem. Nie można jednak tego powiedzieć o zniesieniu liniowego ryczałtu dla firm, wprowadzeniu progresywności ZUS, zwiększeniu klina podatkowego dla osób zarabiających powyżej średniej do 45-50 proc. i uzależnieniu kwoty wolnej od podatku od dochodu. To oznaczałoby, że Polska, kraj na dorobku, znalazłaby się wśród najwyżej opodatkowanych narodów w Europie. Tych, które już dawno wybudowały swoje domy, dorobiły się dobrych miejsc pracy i oszczędności i mają co dzielić.

Rząd chce podnieść podatki ludziom, na których miał oprzeć całą swoją strategię rozwojową.   Na młodych profesjonalistach aspirujących do lepszego mieszkania i wyższego standardu życia w Polsce, na małych i średnich firmach w pocie czoła kumulujących polski kapitał niezbędny do dalszych inwestycji. Trudno sobie teraz wyobrazić, że rząd wyzwoli entuzjazm wśród młodych ludzi do finansowania start-upów. Jeżeli takie ryzykowne przedsięwzięcie nawet zakończy się sukcesem, to zostanie on gorzko okupiony 50 proc. odpisem dla państwa. Polacy mieszkający za granicą i noszący się z ideą powrotu do kraju, teraz zastanowią się dwa razy, czy aby na pewno warto poświęcić brytyjską kwotę wolną od podatków – 60 tysięcy złotych i proporcjonalnie niższe podatki rzeczywiste - dla wysokich stawek w Polsce.

Zaskakiwać musi również i to, że reforma podatkowa odbywa się pod hasłem sprawiedliwości społecznej. Trudno jest jednak mówić o sprawiedliwym podziale, kiedy tych dóbr zacznie gwałtownie ubywać. Już dziś, przy obecnych taryfach podatkowych, mamy rozwiniętą turystykę podatkową. Nie tylko najbogatsi Polacy wynoszą swoje firmy do rajów podatkowych, których nie trzeba już szukać w egzotycznych rejonach świata. Są w Unii, za naszą granicą. Już dziś obserwujemy migracje polskich firm na Słowację i do Czech. Nowy podatek co najwyżej przyśpieszy ten proces i jak w klasycznej teorii krzywej Laffera wpływów podatkowych do budżetu zacznie robić się coraz mniej a nie więcej. Szybko też okaże się, że potencjalni beneficjenci zmiany progresywnego ZUS i kwoty wolnej od podatków, będą musieli płacić więcej za zwykłe usługi firm, które będą starały sobie odbić na klientach wyższe podatki. I jak zwykle to oni ostatecznie zostaną najboleśniej dotknięci podwyżką podatków, mimo, że sami będą płacili mniej.

I wreszcie groźną, w naszym przekonaniu konsekwencją takiej reformy podatkowej będzie narastanie konfliktów klasowych. Wielce niepokoi nas retoryka jakoby to bogatsi otrzymywali nieproporcjonalnie za dużo i teraz powinni zapłacić „troszkę więcej”.  To z gruntu fałszywa retoryka.  Winę za nieproporcjonalnie wysokie obciążenia, za wspomniany klin podatkowy, ponosi państwo. I tu należy upatrywać oszczędności w zapowiadanej przed wyborami redukcji administracji, rozrzutności spółek skarbu, marnotrawstwu i dziesiątkach programów niedających pożądanych efektów. Jest jeszcze czas na naprawę założeń reformy. Ze wszech miar należy go wykorzystać.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.