Gospodarka
PRL zbankrutowała – Polska odniosła wielki sukces. O polskiej transformacji
23.06.2018

W związku z kolejną rocznicą czerwcowych wyborów kontraktowych z 1989 roku, w przestrzeni publicznej pojawił się szereg kłamliwych, a momentami nikczemnych wypowiedzi dotyczących polskiej drogi wychodzenia z komunizmu. Chwilami można było wręcz odnieść wrażenie, że wstająca do niepodległości Polska zniszczyła i rozkradła mlekiem i miodem płynący PRL.

 

Nie ma oczywiście żadnych dowodów, faktów czy liczb na tą brawurową tezę – ale za to jest parę „pojęć jak cepy”, używanych dość namiętnie, a ich autorzy uważają, że są one tak oczywiste, że nie wymagają dowodów. To kłamstwo płynie coraz szerszym strumieniem do opinii publicznej, a wysiłek pokoleń Polaków dążących od odzyskania niepodległości i odbudowy kraju zaczyna być coraz bardziej kwestionowany i poniewierany.

Fakty są jednak takie, że PRL widowiskowo zbankrutowała, a obecna Polska – przy wszystkich błędach, niesprawiedliwości, wadach i niedociągnięciach – jest przykładem bezprecedensowego sukcesu, odbudowania z ruin po PRL, najlepszym okresem Polski od stuleci i mamy wyjątkowe szczęście, że akurat teraz przyszło nam w niej żyć.

 

CIENKI LÓD, KRUCHE SZKŁO

Jak walił się komunizm – nikt nie wiedział, co z tym zrobić. Nie było podręcznika wychodzenia z komunizmu ani żadnych doświadczeń w tym zakresie, z których można byłoby skorzystać. Nikt wcześniej tego nie ćwiczył. W praktyce pojawiło się kilka modeli transformacji.

Wariant Azji Centralnej – w uproszczeniu, szef partii komunistycznej z rodziną ukradł to, co było atrakcyjne i ustanawiał dyktaturę.

Wariant rosyjsko-ukraiński – po zniknięciu partii komunistycznej, organizacji, która kontrolowała struktury państwa, zostały one bez żadnej kontroli i rozpoczęła się anarchia oraz grabież na niespotykaną w dziejach skalę.

Wariant serbski – tzw. trzecia droga – czyli wszystko „sami”, nic nie sprzedamy, dotowanie nierentownych firm, brak urealnienia cen itd. Wśród „pojęć jak cepy” jednym z popularniejszych jest, że „Balcerowicz niszczył przedsiębiorstwa”, co przekładając na konkrety sprowadza się do tego, że nie chciał dotować pieniędzmi podatnika trwale nierentownych, doprowadzając je do upadku. Serbia dotowała – dokąd dawała radę. Upadły po kilku latach z dużo większym hukiem. A skutki serbskiej polityki „trzeciej drogi” są bardzo wymowne: niemal dwukrotnie bogatsza od nas na starcie (Serbia: $3 000 PKB per capita, Polska: $1 700), dziś jest niemal 3 razy biedniejsza (2016 – Serbia: $5 900, Polska: $15 000)! W przypadku Ukrainy, która też próbowała „trzeciej drogi”, te różnice są jeszcze bardziej drastyczne. Oto oferta dla nas, adwokatów tezy, że trzeba było inaczej, że istniała trzecia droga!

Wariant środkowo-europejski – polegał na natychmiastowej prywatyzacji sektorów rozproszonych (małych firm), a w sektorach skoncentrowanych – albo pozostawienia jako własności państwowej, albo sprzedaży najbezpieczniejszemu z istniejących – kapitałowi zachodniemu. Polsce bardzo pomogło, że mieliśmy alternatywne elity – cokolwiek można złego powiedzieć o niekompetencji i innych wadach elit solidarnościowych – nie byli to ludzie ze złodziejskim DNA, jak nomenklatura w Rosji czy na Ukrainie, która nadal dzierżyła władzę. Ponadto, 27 maja 1990 roku odbyły się całkowicie wolne i całkowicie niedoceniane wybory samorządowe, które odmieniły Polskę. (Nota bene, mógłby to być Dzień Niepodległości Polski, który mógłby pogodzić zwaśnione strony sporu politycznego a ludziom dać szansę świętowania niepodległości w nieco lepszą pogodę niż w połowie listopada).

 

ROZKRADZENIE MAJĄTKU

Rozkradzenie majątku narodowego miało owszem miejsce – tyle, że nie w Polsce. Było to proste i niefinezyjne przejęcie własności przez dyktatorów Azji Centralnej i kradzież firm rożnymi metodami w Rosji czy na Ukrainie.

Do najpopularniejszych należała tzw. renta monopolowa. Aparatczycy komunistyczni wcale nie zamierzali prowadzić firm, konkurować na rynku etc. – chcieli pośredniczyć w obrocie, najlepiej na rynku monopoli naturalnych i dopisywać swoje parę groszy do ceny ropy, benzyny, prądu, wody czy innych zasobów. Było to zjawisko powszechne na Wschodzie i z niego rodziły się miliardowe fortuny. Z rent powstała oligarchia. W Polsce było to zjawisko marginalne, choć Petrochemia Płock w latach 90. kupowała przez pośredników. W kraju zaś – dzięki wspomnianym wyborom z 27 maja 1990 – nie występowało niemal w ogóle.

Drugim modelem, na bazie którego narodziła się oligarchia, było tzw. cechownictwo. Polegało to na tym, że obok na przykład huty stali powstawała spółka zakładana przez kierownictwo huty lub ludzi z nimi powiązanych. Huta sprzedawała swoje wyroby do spółki po urzędowych cenach sowieckich, a spółka już dalej na Zachód w twardej walucie. Przebicie nierzadko sięgało kilku tysięcy procent! W Polsce cechownictwo było zjawiskiem marginalnym i krótkotrwałym, nie wykreowało żadnego oligarchy.

Następnym narzędziem była sprzedaż za bezcen lub/i na podstawie kredytów – nazwijmy to delikatnie – bez zdolności kredytowej kredytobiorcy. Dość powszechne zjawisko na Wschodzie, w Polsce częstsze niż w dwóch poprzednich przypadkach, ale jednak dalej były to przestępstwa a nie metoda działania. Paradoksalnie największą barierą w tym zakresie była sprzedaż części banków zachodniemu kapitałowi, który wprowadził – powiedzmy – banksterskie zasady „na gębę nie dajemy”. Bardzo ostudziło to zapędy niektórych towarzyszy, tym bardziej, że presja konkurencyjna wytworzona przez zachodnie banki nie pozwalała także „dawać na gębę” swoim i państwowym.

Była też mafia – w Polsce bardziej o charakterze trzepakowym (narkotyki, burdele, kluby nocne, haracze) – rozbita przez policję pod koniec lat 90. W gronie 100 najbogatszych Polaków nie ma ani jednej osoby z tego nurtu – w Rosji czy na Ukrainie kilku by się znalazło.

Prawie wszyscy oligarchowie rosyjscy czy ukraińscy dorobili się majątków na tych metodach. Chcecie do tego porównywać Polskę. Nie da się tego uczciwie zrobić.

 

POLSKIE DROGI

Prywatyzacją u Leszka Balcerowicza zajmował się Ś.P. wiceminister Krzysztof Lis. Przegadałem z nim o tym wiele godzin. Jak mi relacjonował, strategia wyjścia z komunizmu polegała na następujących założeniach:

– natychmiastowe rozbicie Zjednoczeń (twory gospodarki planowej od projektowania, poprzez produkcję, dystrybucję i handel w danej branży). Dzięki temu w Polsce nie powstała prawdziwa mafia, tylko trzepakowa. Przyjęcie Zjednoczenia przez kogokolwiek od ręki czyniło z niego gangstera (siłowe zwalczanie potencjalnej konkurencji) i oligarchę (monopol branżowy),

– sprzedaż sektorów rozproszonych (małych i średnich firm) Polakom natychmiast. Przy poważnym przymknięciu oka – Polacy mieli pieniądze, żeby je kupić. Dzięki temu oraz ustawie Wilczka praktycznie z dnia na dzień – bez kapitału, technologii, telefonów, infrastruktury etc. – powstało 6 milionów miejsc pracy. Pracownicy z masowo bankrutujących peerelowskich zakładów pracy mieli się gdzie podziać. Przy naszym porywczym charakterze narodowym – mogło to ocalić polską demokrację,

– pozostawienie przy państwie lub ręczna prywatyzacja sektorów skoncentrowanych, czyli wielkich przedsiębiorstw. W przypadku sprzedaży wybrano najbezpieczniejszy kapitał z dostępnych – czyli kapitał zachodni. Polacy po prostu nie mieli takich pieniędzy. Prywatyzacja wg modelu „Wiesiu, dlaczego nie chcesz Jasiowi sprzedać G8?” (Leszek Miller), żadnemu z krajów, który to robił, nie przyniosła pożytku. Oligarchowie są kulą u nogi w rozwoju Rosji czy Ukrainy.

Bilans tych działań był niezwykle pozytywny dla Polski. Nie było żadnych „sreber rodowych”, które Balcerowicz „zniszczył”, a gdyby były – zostałyby po prostu przejęte! Nikt nie niszczy czegoś, co ma wartość. Upadłe peerelowskie zakłady pracy nie miały żadnej wartości – były przestarzałe, ludzie nie chcieli kupować ich produktów, miały gigantyczne koszty i były nic nie warte. Podtrzymywanie ich na kroplówce podatnika tylko odwlekłoby ich nieunikniony upadek, jak to się stało w Serbii czy na Białorusi.

Wbijcie sobie też do waszych zakutych łbów, ze „rozkradanie majątku narodowego” miało w Polsce bardzo ograniczone rozmiary, nie tylko w porównaniu do Rosji czy Ukrainy, ale nawet w stosunku do Czech. Jeśli rzekomo ustawa Wilczka i prywatyzacja Balcerowicza służyła rozkradaniu majątku – to proszę, pokażcie tych oligarchów! Śmiało! Gdzie oni są? Fakty są takie, że dzięki rozsądnie prowadzonej polityce, obecnie w Polsce nie ma ani jednego oligarchy! Ostatni był Kulczyk! Ewenement w obozie postkomunistycznym. Nawet w sąsiednich Czechach mamy – Daniela Kretinskygo, Zdenka Bakale, premiera Andreja Babisza i kilkunastu pomniejszych oligarchów. U nas brak! Lista najbogatszych Rosjan czy Ukraińców to niemal wyłącznie beneficjenci rent monopolowych, cechownictwa i kradzieży. Polska lista najbogatszych to właściwie lista dzieci ustawy Wilczka. Kulczyk ze swoim majątkiem nie łapał się nawet do 10 najbogatszych Ukraińców! W rozwarstwieniu społecznym Polska znajduje się na 126 miejscu na świecie (na 156 badanych krajów)!

Ja oczywiście nie twierdzę, że tego wszystkiego nie można było zrobić lepiej. Można było. Było tez kilka mocno wątpliwych sprzedaży firm. Ale to wszystko trzeba rozpatrywać w odpowiednim kontekście – braku jakiejkolwiek wiedzy i doświadczeń, jak to robić, a przede wszystkimi porównaniu do innych, którzy robili to samo. Tutaj cała Europa Środkowo-Wschodnia z nami na czele wypada najlepiej. Wybraliśmy najlepszy wariant transformacji.

 

PRL KONTRA POLSKA

W miarę upływu czasu następuje trochę utrata pamięci, niektórzy zaczynają też idealizować swoje dzieciństwo czy młodość, część nie ma wiedzy, część nikczemnie kłamie, motywowana politycznie, część z głupoty powtarza slogany – ale fakty są faktami. Tego się nie da zmanipulować. Z kraju upadłego, w którym ludzie zarabiali ledwie 30% tego, co w Portugalii – przekształciliśmy się w kraj, który w przyszłym roku prześcignie ją w tym zakresie! Grecję – do której 30 lat temu jeździliśmy na saksy – już prześcignęliśmy. W ciągu dekady mamy szanse w zarobkach prześcignąć Włochy!

Wg CBOS w roku 1989 swoją sytuacje jako dobrą oceniało 10% Polaków, w roku bieżącym już 60%! To jest ta katastrofa i upadek?

Zresztą, niech przemówią liczby:

1989 2016
średnie miesięczne wynagrodzenie (w dolarach) $27,6 $1227
PKB per capita (w dolarach) $1,768 $13,882
przeciętna powierzchnia mieszkania (w m2) 59,4 77,9
liczba osób na 1 mieszkanie 3,42 2,8
mieszkania na wsi wyposażone w centralne ogrzewanie (jako % ogółu mieszkań na wsi) 41% 85,2%
liczba zarejestrowanych samochodów osobowych na 1000 mieszkańców 125 539
liczba abonentów telefonii stacjonarnej lub komórkowej 3 121 400 57 300 000 (rok 2014)
odsetek osób oceniających warunki materialne swojego gospodarstwa domowego jako złe (jako % ogółu) 40% 7%
odsetek osób oceniających sytuację materialną swojego gospodarstwa domowego jako dobrą 10% 60%
część dochodu gospodarstwa domowego pozostała do dyspozycji po odjęciu wydatków na żywność, napoje bezalkoholowe, odzież i użytkowanie mieszkania (jako % całości dochodów) 32,6% 50,9%
korzystający z noclegów (bez pokoi gościnnych i kwater agroturystycznych) 10 111 700 32 000 000

 

A co tam w biznesie?

1989 2016
liczba banków 18 (państwowych) 621 (przede wszystkim prywatnych)
liczba mikroprzedsiębiorstw 517 000 2 400 000
udział sektora usług w PKB 37,2% 64,3%
roczna stopa inflacji CPI 351% 2%

 

Jeśli to nie jest wielki sukces, to co to jest? Na pewno można było lepiej – ale inaczej nie i żadne zaklęcia tego nie zmienią.

 

 

W skróconej wersji tekst ukazał się w Dzienniku Gazecie Prawnej z 14 czerwca 2018.

Autor: Cezary Kaźmierczak