Rolnicy jednak bez PIT

Rolnicy jednak bez PIT
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W obecnej kampanii wyborczej nie słychać nawoływań do wprowadzenia podatku dochodowego i składek ZUS na wsi. Jakimś cudem nikt teraz nie chce, żeby „rolnicy poczuli się jak obywatele”, a w ostateczności, by „odebrać im nadmierne przywileje”. Podejrzewam, że jest jeden powód, dla którego temat zniknął z debaty publicznej, o czym poniżej…

Oczywiście podatek dochodowy na wsi nie ma najmniejszego sensu. Nie jest możliwe w gospodarstwie wiejskim wyliczenie tzw. kosztów uzyskania przychodu. Co jest kosztem, a co częścią życia rolnika, nie wie nawet on sam. Choć oczywiście nie mam wątpliwości, że chłopcy z ulicy Świętokrzyskiej ze wspólnikami z kancelarii podatkowych stworzyliby opasłe tomy interpretacji, szkoleń, rozporządzeń. Oczywiście nikt nie będzie w stanie żadnego z nich dokładnie wypełnić – za to wiceminister Jacek Kapica będzie mógł na tej podstawie dowolnego rolnika zniszczyć.

Koszty poboru tego podatku byłyby gigantyczne. Administracja podatkowa musiałaby wzrosnąć o… 30 tys. ludzi! A przychody do budżetu? Byłyby zapewne mniejsze niż z obecnego podatku rolnego. Większość gospodarstw wykazywałaby pewnie straty.

Funkcjonujący w Polsce podatek rolny jest dla wyznawców ekonomii klasycznej wzorem do naśladowania. Jest prosty (każdy może go sobie sam obliczyć: liczba hektarów razy stawka), jest jednoznaczny – nie wymaga interpretacji, jest tani w poborze i nie do uniknięcia – nie jest znany przypadek wywiezienia przez jakiegoś rolnika hektara ziemi na Cypr lub ukrycia go w lesie. Wie to każdy, kto ma elementarną wiedzę o ekonomii i życiu praktycznym.

Skąd więc te tłumy ekspertów, którzy zwalczali dotychczas podatek rolny i nawoływali do wprowadzenia na wsi PIT? Wyjaśnienie wydaje się proste. Koszty poboru tego podatku ponieśliby podatnicy, a wszyscy rolnicy znaleźliby się w… OFE! I każdy rolnik musiałby zapłacić co najmniej kilka złotych miesięcznie haraczu „rynkom finansowym”! Naturalnie w normalnych warunkach rynki – gdyby same miały zbierać czy windykować te pieniądze – nie schyliłyby się po nie. Nie opłacałoby się. Tutaj jednak kosztowa część przedsięwzięcia byłaby po stronie państwa. To ono zbierałoby po te parę złotych dla banksterów, a banksterka otrzymywałaby zbiorczo „swoją” kasę jednym przelewem z KRUS! To jest biznes! Jak w OFE – koszty po stronie państwa, a zyski (JEDEN zbiorczy przelew z ZUS) w instytucjach „rynków finansowych”!

I tylko dlatego, że OFE właściwie zlikwidowano – „eksperci” nie muszą się pocić. To dlatego nie jesteśmy świadkami kolejnej kampanii lobbingowej, która periodycznie wybuchała – zniknął jej sponsor i potencjalny beneficjent. A ja mam pytanie do wszystkich tych ekspertów – których nazwiska są znane – cóż takiego się zmieniło, że już nie chcecie, żeby „rolnicy poczuli się jak obywatele” tudzież nie mieli „nieuzasadnionych przywilejów”?

***
Felieton ukazał się w tygodniku WPROST

Inne wpisy tego autora

Czemu z Polską można robić, co się chce?

W 2018 roku Francja wypowiedziała Polsce wojnę handlową i zaczęła systemowo prześladować polskie firmy we Francji, oczywiście szermując przy tym całym wachlarzem szczytnych haseł, o

Polexit w 9 krokach

 Z coraz większą litością i zażenowaniem patrzę na różne opinie dotyczące tzw. Polexitu.  Niby powszechne jest, że jak aktor czy kompozytor wypowiada się w sprawach

Nowy ład, nowe podatki

Z ogłoszonych wczoraj propozycji w środowisku przedsiębiorców największe poruszenie wywołało zwiększenie podatku dla działalności gospodarczych (DG) z 19% na 28%. PIS tradycyjnie ukrywa podwyżkę podatków