Kult ofiary

Kult ofiary
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ze strachem trudno dyskutować. Ktoś się boi, bo się boi. Strach nie musi być racjonalny i nie musi się urzeczywistnić. Wystarczy, że jest. Boimy się o pracę, o rodzinę, ale strach można też zaszczepiać. Sączyć wyrwane z kontekstu zdania czy fragmenty programu politycznego, przemieszać je z własnymi uprzedzeniami i siać panikę przed faszyzmem, nacjonalizmem, stalinizmem, a w miarę potrzeby przed polską wersją putinizmu. Po co ktoś chce, żeby ludzie bali się PiS i Kaczyńskiego, nieustannie myśleli o rządzie w kontekście upiornych reżimów?

W postępowej demokracji, gdzie miarą cywilizacji jest opiekuńczość państwa, strach jest walutą. Ofiara jest nadrzędną wartością, której pomoc należy się nawet, jeżeli działała wbrew prawu i opinii całego narodu. Imigrantom z Afryki należy się pomoc niezależnie od tego, czy uciekają, czy kolonizują. Ważne, że zostali zaklasyfikowani jako uchodźcy – ofiary. Równie dobrze to mogą być squattersi, mniejszości rasowe, czy ofiary własnej seksualności. W postępowej demokracji większość wojen toczy się w przestrzeni semantycznej. Status racjonalizuje parytety, przywileje, ba, nawet obejście demokracji. 

PO nagięła konstytucję, żeby przed wyborami obsadzić dwóch swoich sędziów w Trybunale Konstytucyjnym. Awantura wybucha, kiedy Prezydent i PiS podważają ich umocowanie i konstytucyjność nominacji. Ale tu konstytucją był przecież strach. Strach przed faszyzmem. Ofiarą miała być demokracja, której bronić można, nawet łamiąc Konstytucję RP. 

Sprzeciw wobec konwencji o zapobieganiu przemocy w rodzinie i zapisom o płci kulturowej natychmiast mobilizuje środowiska postępowe, „wystraszone przyzwoleniem PiS na przemoc”. Każdy, kto miał w tym względzie wątpliwości, nie ma po prostu innych poglądów, tylko chce krzywdy kobiet. Z kimś takim nie można podejmować dialogu – trzeba go izolować. 

Podobnie zresztą jak rodzice sześciolatków, którzy boją się o ich los w szkole. Trzeba się ich bać, bo swoje własne dzieci chcą skazać na ciemnotę i nędzę. Nie można zostawić im prawa wyboru. Odchodząca minister edukacji Kluzik-Rostkowska, żeby podkreślić swoją traumę, mówi, że gotowa jest „zginąć w obronie gimnazjów”. Tu nie chodzi o inną wizję edukacji. To już strach o życie. 

Im bliżej politycznych rozstrzygnięć przyszłego rządu, tym bardziej groteskowe stają się argumenty postępowej lewicy. Politycy PO, którzy zadłużyli państwo do rekordowego poziomu w historii, przestrzegają – „wyrażają strach” – że następcy zrujnują finanse publiczne. Panikę wywołuje najmniejsza wzmianka o zmianach w służbach specjalnych. Tych samych, które do dziś nie poradziły sobie z aferą taśmową, katastrofą smoleńską, korupcją przetargową, mimo że rozbudowały system inwigilacji mediów i założyły rekordową liczbę podsłuchów. O zgrozo – ktoś wreszcie zapanuje nad tą bezwolną masą szpicli. Strach nie musi być racjonalny. Wystarczy go głosić. 

Jeżeli postępowe autorytety mówią, że boją się dyktatury, i „pełzającego faszyzmu”, to PiS ma się tłumaczyć z faszyzmu, a im – ofiarom, należy się nadzwyczajna ochrona. Przed zwolnieniami ze spółek Skarbu Państwa, przed odebraniem programu w telewizji publicznej, wstrzymaniem państwowych dotacji czy dedykowanych kontraktów. W skali całego
kraju to są setki instytucji, fundacji, agencji, kancelarii prawnych, firm doradczych i PR na pasku politycznego błogosławieństwa. To są publiczne media i często te zupełnie prywatne, ale uzależnione od urzędniczej przychylności przy rozdzielaniu reklam, przymykaniu oka na niepłacone podatki czy długi względem Skarbu Państwa. I nawet jeżeli uprzywilejowana pozycja państwa przy obsadzaniu stanowisk, reklam, podpisywaniu kontraktów była egzekwowana według partyjnego klucza, to dziś każda zmiana będzie zamachem. 

Ta karuzela mknie oczywiście i w drugą stronę, w zależności od wyniku wyborów. I nie ma nic szczytnego w tak dużym udziale państwa w gospodarce, ale w tej hipokryzji jest coś osobliwego. Ten strach ma nie tylko demonizować przeciwnika politycznego, lecz także stawiać go poza nawiasem cywilizacji. W jednym z ostatnich numerów lewicowy dziennik brytyjski „The Guardian” w komentarzu do polskich wyborów przyrównał zmianę rządu do zmiany w Niemczech po 1933 r. i przejęcia władzy przez Hitlera. Czy można sobie wyobrazić większą grozę? Ograniczanie pomocy unijnej, izolacja polityczna, budowanie połączeń gazowych ponad naszymi głowami i niesienie pomocy wprost dla ofiar systemu – wydaje się wtedy uzasadnione.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Colin Wu/ na lic. Creative Commons/ flickr.com

Inne wpisy tego autora

Wróblewski: Wolność jest dla właścicieli mediów

Prezes Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski ocenił, że pozew Donalda Trumpa przeciwko największym mediom społecznościowym ma bardzo solidne podstawy. – Donald Trump bardzo rzeczowo i bardzo

Esej „Długa droga w nieznane”

„Dzieje ludzkości, co do zasady, są wypadkową ludzkich wyborów. Od czasu do czasu nasze wybory podyktowane są jednak siłą wyższą. Kataklizmy, zarazy, wojny, niewyobrażalne ludzkie

Esej „Oblany test eurokracji”

„Gdy Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, nie mówiąc o Izraelu, zaczynają „nowe”, postpandemiczne życie, Europa pogrąża się w trzeciej fali zarazy i wewnętrznych awanturach. Historia zmagań