Zasiłkami ściągniemy na siebie katastrofę

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Porozumienie UE z Wielką Brytanią, jak się okazuje po kilku dniach od jego zawarcia, wcale nie gwarantuje, że Londyn nie opuści Wspólnoty. Jeśli tak uczyni, będzie to dla Polski geopolityczna klęska. W dodatku pochłonęły nas teczki agenta Bolka i ani opozycja, ani rządzący nie dyskutują nawet, czy dobrze rozgrywamy tę partię europejskich szachów, by oddalić zagrożenie. Tymczasem czynimy to źle, bo kierujemy się perspektywą krótko, a nie długoterminową.

David Cameron wrócił z Brukseli z tarczą, tak przynajmniej mniemał. Jednak w Londynie przyjęto go chłodno, a z upływem czasu polityczna temperatura wciąż maleje. Nie tylko prasa brytyjska zanegowała porozumienie z UE, ale także konserwatywny mer Londynu Boris Johnson oraz niektórzy koledzy premiera z rządu opowiadając się za Brexitem. Cameron będzie musiał teraz dosłownie stanąć na głowie, by przekonać swoich rodaków do pozostania w Unii.

Tymczasem Polska nie ułatwia mu zadania, choć właśnie w Brytanii PiS doszukuje się strategicznego sojusznika. Premier Szydło także wróciła z Brukseli z tarczą, bo obroniła prawa polskich emigrantów do zasiłków. I rzeczywiście, można sobie wyobrazić gorsze rozwiązania od tych przyjętych na szczycie UE. To jednak sukces krótkoterminowy – stanęliśmy murem za naszymi rodakami, a przy okazji rząd nie zraził ich do PiS, co będzie miało znaczenie przy kolejnych wyborach. Jednak w optyce długoterminowej te dokonania mogą okazać się szkodliwe. Nasza polityka wymaga odważnej rewizji. Z dwóch ważkich powodów.

Polacy do Polski

Po pierwsze, w interesie państwa polskiego jest nie to, by młodzi, energiczni, wykształceni Polacy jechali do Wielkiej Brytanii, ale by pozostali w kraju. Polskę opuściło 2 mln ludzi, jesteśmy najbardziej narażonym na drenaż mózgów państwem w Europie, nasi wynalazcy, inżynierowie, informatycy pracują na dobrobyt innych nacji. Tymczasem do 2050 r. na rynku pracy zabraknie 5 mln ludzi. Aby wypełnić tę lukę będziemy musieli otworzyć się na imigrację, co zagrozi naszej tożsamości kulturowej. W takiej sytuacji powinniśmy stawiać na każde rozwiązanie, by zachęcić młodych do pozostania w Polsce. W tym kontekście im gorsze warunki socjalne w Wielkiej Brytanii (ale także w Niemczech) tym dla Polski lepiej, a nie gorzej. Po co bronić przywilejów socjalnych, które drenują nasz kraj z ludzi?

Po drugie – czy nasi politycy aby na pewno dobrze zastanowili się co właściwie oznacza wyjście Wielkiej Brytanii z UE? Przecież Wspólnota po Brexit będzie zupełnie inna od tej, którą mamy dziś. Po każdym względem gorsza, niezależnie od tego jak pokojowo i konsyliacyjnie takie wyjście by się odbyło.
Unia bez Brytanii będzie słabsza – politycznie, ekonomicznie, demograficznie, a to woda na młyn polityki rosyjskiej destabilizującej UE na każdy możliwy sposób. Wspólnota stanie się tworem typowo kontynentalnym z dominującą rolą Niemiec, której reszta państw unijnych nie będzie ani mogła, ani chciała zrównoważyć. Europa utraci niezatapialny amerykański lotniskowiec u swoich wybrzeży, w efekcie osłabnie więź Unii z USA, bo Brytyjczycy są jej największym orędownikiem. Polska i inne wschodnie kraje UE będą za słabe, by pełnić podobną rolę. Dużo łatwiej będzie w przyszłości przepchnąć plany federacyjne, które osłabią rolę państw narodowych. Strefa euro zdominuje UE, bo pozostaną poza nią tylko państwa małe i średnie.

Państwo przede wszystkim

Argumenty można ciągnąć dalej, ale tylko te powyższe pokazują jasno, że Polska powinna walczyć jak lew o pozostanie Brytanii w Unii. Tymczasem, rzuciliśmy się Reytanem w sprawie zasiłków i przyłożyliśmy rękę do chłodnego przyjęcia Camerona w Londynie. A kto wie, czy i nie do Brexitu.
Z pewnością rząd tego nie chciał, nikt tego nie chce, ale tak działa logika polityki. Gorycz ewentualnego Brexitu połknie przecież dopiero następny rząd, podobnie jak będzie musiał zaradzić wyrwie demograficznej. Problem w tym, że rządy się zmieniają, ale państwo pozostaje i to jego interes jest najważniejszy.

Fot. Numer 10/ Creative Commons/ flickr.com

Inne wpisy tego autora

Lekcja z Kabulu, czyli rozsądnie z tą demokracją

Amerykanie ostatecznie opuścili Afganistan, kabulskie lotnisko zajęli talibowie. Te wydarzenia należą niewątpliwe do takich, które zmieniają świat, albo przynajmniej symbolizują zmianę. Tym razem niekoniecznie musi

To tylko kolejna awanturka Putina

Generał James Jones, były doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Obamy, twierdzi, że Rosja jest za słaba militarnie, by zaatakować nie tylko NATO, ale i Ukrainę. Będzie