@Iggnacy Wagner

@Iggnacy Wagner
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Rząd mógł przeczytać w Dzienniku Gazecie Prawnej, że może wydawać ile chce, bo ma dostęp do „niemal nieograniczonego źródła dochodów jakim jest opodatkowanie obywateli” i „może się finansować przez bank centralny”.

Tak napisał Ignacy Morawski. Ignacy podziela, zdaje się, zdanie Adolfa Wagnera. Obaj panowie traktują państwo w kategoriach iście demiurgicznych. Różnica pomiędzy gospodarstwem państwowym i prywatnym sprowadza się u nich do stosunku wydatków do dochodów. Gospodarstwo prywatne dąży do uzyskania jak największego dochodu, a konsumpcje dostosowuje do rozmiaru tego dochodu. W gospodarstwie państwowym dostosowuje się dochody do wydatków, a nie wydatki do dochodów. Państwo samo określa zakres swojego działania i swoich funkcji, a następnie rozważa, jak pokryć koszty pełnienia tych funkcji. Kryzys finansowy państwa wyraża się więc w niemożności naciągnięcia dochodów do już ustalonych wydatków, co nie wydaje się dla obu panów wielkim problemem. Elastyczność podatków sprowadza się w ich ujęciu do zagadnień ściśle prawnych i oznacza, że podatek ma być skonstruowany tak, aby mógł się dostosowywać do zmiany zapotrzebowania finansowego lub do zmiany kwoty, która ma zostać pokryta podatkami – jakby kiesa podatników była niewyczerpalna.

Lansując koncepcję wpływu opodatkowania na funkcjonowanie gospodarki, Wagner oparł się na obserwacji, że państwo zgłasza popyt na coraz większe dochody, będące wynikiem coraz większych wydatków, które z kolei są konsekwencją dynamicznego wzrostu potrzeb publicznych, który ma charakter zarówno intensywny, jak i ekstensywny. Intensywny wzrost potrzeb publicznych wynika wprost z rozwoju cywilizacyjnego, na skutek którego państwo musi wykonywać coraz to nowe zadania wobec społeczeństwa, a ekstensywny jest rezultatem presji społeczeństwa na podejmowanie przez państwo nowych funkcji. Dziś jednak coraz więcej funkcji państwo podejmuje samo z siebie, bez żadnej „presji społeczeństwa” – a jeśli już to samo ją wytwarza przekonując społeczeństwo, że powinno te nowe funkcje podjąć. Jest to klasyczna „ucieczka do przodu” – państwo źle wykonuje wcześniejsze funkcje, a chce wykonywać nowe.  Pewnie po to, by odwrócić uwagę od porażek w wykonywaniu tych wcześniejszych funkcji.

Jak pisał Adam Smith „podobnie jak tylko najsilniejsze organizmy mogą żyć i cieszyć się zdrowiem przy niehigienicznym trybie życia, tak też tylko te narody, które we wszystkich gałęziach gospodarstwa posiadają największe naturalne i nabyte bogactwa, mogą istnieć i prosperować przy nadmiernym obciążeniu podatkami”. My, niestety, aż tak silnym organizmem nie jesteśmy.

Zacznijmy od tego, skąd jest ten dług, który, rzekomo, nam nie zagraża? Ano stąd, że jednak państwo, mając dostęp do „niemal nieograniczonego źródła dochodów jakim jest opodatkowanie obywateli”, zaciąga dług w imieniu obywateli, których jeszcze nie ma na świecie, a którzy będą go musieli spłacać. Niekoniecznie płacąc PIT. Jest jeszcze mechanizm inflacyjny. Jednak dług obciąża konkretnych ludzi – to czy jako podatników, czy jako konsumentów nie ma dla nich w ostatecznym rachunku najmniejszego znaczenia. Bo gospodarstwo domowe musi dostosować wydatki do przychodów – nie tak jak rząd. Na koniec każdego dnia trzeba zapłacić za kolację. Nie ma znaczenia czy ma się na zakupy mniej pieniędzy z uwagi na zapłacone podatki bezpośrednie, czy cena jest wyższa z uwagi na podatki konsumpcyjne, czy z uwagi na „podatek inflacyjny” będący efektem emisji pieniądza poprzez system bankowy. Głównym beneficjentami takiej emisji są posiadacze obligacji państwowych. Są one traktowane jak najbezpieczniejsze papiery, gdyż ich zabezpieczeniem jest monopol prawny jaki posiada  państwo będące ich emitentem. Są one kupowane za nowo generowane pieniądze, a następnie wykorzystywane jako zabezpieczenie do generowania kolejnych transz nowych pieniędzy. Po zniesieniu „pieniądza zewnętrznego” (outside money) – czyli istniejącego na zewnątrz systemu bankowego – jakim kiedyś były kruszce, na które pieniądz był wymienialny, nie ma dziś teoretycznie żadnych ograniczeń w generowaniu tych nowych pieniędzy.

A jednak niektórzy bankrutują. Ignacy zapewnia, że nie będziemy Grecją, czy Argentyną. Ale przecież kilka lat temu niektórzy zapewniali, że Grecja nie będzie Argentyną. A jeszcze wcześniej zapewniali, że Argentyna nie będzie Meksykiem. Czasami jednak coś idzie źle. A jak powiada najsłynniejsze z praw Murphy’ego „jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie”. Dodaję do tego własne rozwinięcie: „jak coś zależy od państwa to prawdopodobieństwo, że pójdzie źle rośnie wykładniczo”.

Dług to nie tylko to, co państwo ma do spłacenia na rynkach finansowych, ale także to, co ma do spłacenia własnym obywatelom. Oczywiście obietnica wyrażona w „papierze wartościowym”, jakim są sprzedawane przez państwo obligacje ma inny wymiar, niż obietnica wyborcza złożona emerytom. Jednak Grecja o wiele więcej „urwała” wierzycielom zagranicznym, niż emerytom, bo to jednak emeryci głosują w wyborach, a nie rynki finansowe. Ile osób ma dziś 5 lat? Ta prosta wiedza pozwala się zorientować ile osób będzie miało lat 20 za lat 15 i będzie wchodziło na rynek pracy. A ile ma dziś 50 lat? Ta z kolei wiedza pozwala się łatwo zorientować ile osób będzie miało za lat 15 lat 65 i będzie schodziło z rynku pracy. A lekarstwa będą coraz nowocześniejsze i coraz droższe. A to ci, którzy już opuszczą rynek pracy będą tych lekarstw potrzebować i będą się ich domagać. A będzie ich więcej niż młodych, którzy będą mieli za to wszystko zapłacić, więc młodych przegłosują. Oczywiście proporcje to można poprawić – podwyższając wiek emerytalny. Powinniśmy to zrobić 20 lat temu dla ówczesnych 40. Latków. Nawet by nie zwrócili uwagi, że będą musieli pracować jeszcze 27 a nie 25 lat. Zwlekaliśmy – zgodnie z zaleceniami podobnymi do tych przedstawianych przez Ignacego. Bo jakoś to będzie. I musieliśmy podwyższyć wiek emerytalny szybciej dla tych, którzy do emerytury mieli znacznie mniej. No i wybuchła awantura. Więc wiek emerytalny teraz obniżamy – na przekór ekonomicznemu rozsądkowi, zgodnie z wyborczą obietnicą. Skutek jest naprawdę łatwy do przewidzenia – za 15 lat będzie jeszcze większa awantura. A awantury polityczne zmniejszają zaufanie do rządu – co wpływa na wycenę długu. Hiszpania wcale nie miała oszałamiająco wysokiego długu publicznego w porównaniu do innych krajów, ale koszty jego obsługi wzrosły znacząco i to właśnie spowodowało kryzys finansów. A nasz rząd zbyt dużym zaufaniem na arenie międzynarodowej się nie cieszy. Na rynkach zagranicznych będzie więc mu się coraz trudniej zadłużać. Zaczął już w Chinach. Chińczycy inaczej jednak traktują czas. My patrzymy krótkookresowo, oni długo. Kiedyś będziemy musieli ich spłacić. Bankierów zachodnich Grecy mogli jakoś wykiwać. Chińskich tak samo łatwo się nie da – zwłaszcza, że to nie są zwykli bankierzy. Nad emisją chińskiego pieniądza czuwa bowiem chiński rząd.

Oczywiście Ignacy ma rację – na spłatę długu państwo zaciągnie kolejne długi. Ale w pewnym momencie dojdzie do tego, że nowe długi będą musiały w całości zostać przeznaczone na spłatę starych długów. A co z finansowaniem innych funkcji państwa? Trzeba będzie sięgnąć po te podatki. Czy jednak na pewno jest to „nieograniczone źródło” dochodów państwa? Jakby było, to Grecja podwyższyła by podatki i nie miała by problemu ze spłatą długu. Kto miałyby te podatki płacić jak coraz więcej dorosłych obywateli to są emeryci? Emeryci podatki tez płacą – ale przecież z tego co dostaną z podatków zapłaconych wcześniej przez pracujących. Więc nie tędy droga. Trzeba będzie opodatkować młodych. Ale skąd pewność, że oni nie wyjadą jak dwa miliony tych, którzy już to zrobili bez podwyższania podatków, a na skutek ich nie obniżenia? Zamkniemy granice?

Jaka perspektywa się przed nami rysuje, jak politycy posłuchają Ignacego? Najpierw dług (jak za Gierka) potem druk (jak za Messnera) a potem Okrągły Stół? Tylko kto przy nim zasiądzie? W 1990 roku wiedzieliśmy, że za 15 lat na rynek pracy wejdą dzieci, które się urodziły w 1985. A teraz wiemy, że następnego takiego wyżu demograficznego nie będzie.

Może więc jeszcze bardziej pocieszmy rządzących, żeby się nie przejmowali – już za chwilkę to roboty będą pracować na nasz dochód gwarantowany. Je będzie można opodatkować stawką 100% – przecież nigdzie nie wyjadą.

Inne wpisy tego autora

Gwiazdowski: O państwie opiekuńczym i szczepieniach

Robert Gwiazdowski w swoim felietonie dla „Rzeczpospolitej” pisze: Tradycyjni obrońcy praw pracowniczych nagle nabrali wody w usta. Wśród nich przeważają chyba zaszczepieni, bo wielu zdążyło

Gwiazdowski: I ty Biskupie przeciwko mnie?

Robert Gwiazdowski w swoim felietonie dla portalu Interia Biznes pisze: „I Ty Biskupie przeciwko mnie” – mógłby, niczym Cezar Brutusa, spytać premier Morawiecki arcybiskupa Gądeckiego,

Gwiazdowski: Azylanci w welfare state

Robert Gwiazdowski w swoim felietonie dla „Rzeczpospolitej” pisze: Gdyby nie państwo opiekuńcze, jedni odczuwaliby więcej empatii, a drudzy – więcej ostrożności. „Jakkolwiek samolubnym miałby być