Europa nie pomoże KOD

Europa nie pomoże KOD
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ani Wenecka, ani Europejska Komisja nie spełnią nadziei opozycji. Nie zawrócą biegu wydarzeń w Polsce. Nie żeby nasz rząd był wyjątkowo odporny na presję zewnętrzną, bo nie jest, ale dlatego że europejskie rządy są zbyt rozkojarzone własnymi egzystencjalnymi dylematami.

Struktura zadłużenia, udział inwestorów zagranicznych w rynku naszych obligacji i niemal chemiczne uzależnienie od unijnych pieniędzy powinny wymuszać na rządzie bardziej ugodowe zachowania. Przed czerwcowym szczytem NATO w Warszawie granie na nosie lewicowym euroelitom może wydawać się nieroztropne. Na to też liczy opozycja, organizująca marsze i bombardująca zachodnie media dowodami swojego uciemiężenia. Dlaczego tak mierne przynosi to efekty, a rząd ani myśli zmieniać kurs? Ano dlatego że Europa nie jest już w stanie wykrzesać z siebie ducha walki o projekt, który sprowadził na nią tyle problemów.

Unia, która stworzyła gwarancje powojennego porządku i ramy państwa dobrobytu, rozpręża się na naszych oczach. Użyłem takiego terminu, bo nie znalazłem lepszego przeciwieństwa „ever closer union”, konceptu stałego zacieśniania Unii. Mógłbym pewnie napisać – rozjeżdża się, pęka, dekomponuje. Ale rzecz jest w odwrotności dociskania do ziemi sprężyny narodowej tożsamości. Entuzjaści politycznego eksperymentu polegającego na zduszeniu lokalnego patriotyzmu mieli nadzieję, że sprężyna pęknie. Ludy zamieszkujące Europę połączy kontynentalna tożsamość, wyprą z siebie religię, a historyczne uprzedzenia zastąpi myślenie o przyszłym dobrobycie. Jak każda dociskana sprężyna, jeżeli nie pęknie, to odbije się w dwójnasób, przywracając kształty i dynamikę sprzed lat.

Europa, z krótkimi przerwami w XIX w. i teraz na przełomie XX i XXI w., spędziła ostatnie dwa tysiące lat na nieustannych wojnach. Kiedy mężowie i ojcowie nie byli zajęci zabijaniem, a kobiety opatrywaniem ran, to rodziny przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie historie męstwa, ale nade wszystko cierpień, jakich doznały od innych narodów. Imperia powstawały, padały i znów się odradzały, ale za każdym razem zostawiały po sobie społeczeństwa mocniej związane jedną historią, językiem i tradycją przepełnioną uprzedzeniami do obcych. Bywały lepsze i bardzo dobre okresy, ale żadna z pokojowych czy siłowych prób budowy europejskiego monolitu się nie powiodła. Ba, te doświadczenia – od Napoleona po Hitlera i Stalina – najmocniej zaciążyły na narodowej tożsamości.

Koncept otwartych granic i wolnego handlu pozwalał narodom budować dobrobyt i doskonalić swoją kulturę – nie wbrew komukolwiek, ale w symbiozie wzajemnych korzyści. To był jeden z lepszych projektów w naszych dziejach, ale forsowanie unii politycznej i zduszania narodowych tożsamości od początku wpisywało się w najgorsze zakamarki pamięci historycznej narodów. Te same mądre głowy, które dziś pokładają wielkie nadzieje w Komisji Europejskiej, wierzą, że rozwiąże za nas nasze wewnętrzne różnice, oburzą się na mój historyczny determinizm. Ostatnie wydarzenia zdają się jednak potwierdzać to, co wiemy i czujemy od setek lat.

Spójność unijnego projektu pękała, zanim jeszcze uchodźcy stali się problemem. Sprężyna odbijała z każdą kolejną odsłoną kryzysu po 2008 r. Kryzys bankowy, dług narodowy, Cypr, Malta, Islandia i Grecja. Każdy pociągał za sobą przetasowania na wewnętrznej scenie politycznej, stopniowo wzmacniając tendencje antyeuropejskie i narodowe. Nawet jeżeli były to lewicowa Syriza w Grecji czy hiszpańskie Podemos, to narodowe sentymenty były równie silne co w przypadku skrajnego francuskiego Frontu Narodowego, umiarkowanych brytyjskich konserwatystów czy PiS. Tak jak 70 i 300 lat temu kryzys powoduje, że narody zamykają się w sobie. Wracają do korzeni, religii, historycznej pamięci i tego, co daje im poczucie bezpieczeństwa. Nazwijcie to, jak chcecie – nacjonalizmem, populizmem – ale zasieki na granicach, wyrzucanie obcych, oddziały samoobrony – to wszystko przerabialiśmy setki razy. I tym dziś zajęte są narody Europy, a nie ratowaniem unijnej ideologii, która zaprzecza ich instynktowi przetrwania.

***
Felieton ukazał się we WPROST

Fot. Printscreen Twitter

Inne wpisy tego autora

Wróblewski: Wolność jest dla właścicieli mediów

Prezes Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski ocenił, że pozew Donalda Trumpa przeciwko największym mediom społecznościowym ma bardzo solidne podstawy. – Donald Trump bardzo rzeczowo i bardzo

Esej „Długa droga w nieznane”

„Dzieje ludzkości, co do zasady, są wypadkową ludzkich wyborów. Od czasu do czasu nasze wybory podyktowane są jednak siłą wyższą. Kataklizmy, zarazy, wojny, niewyobrażalne ludzkie

Esej „Oblany test eurokracji”

„Gdy Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, nie mówiąc o Izraelu, zaczynają „nowe”, postpandemiczne życie, Europa pogrąża się w trzeciej fali zarazy i wewnętrznych awanturach. Historia zmagań