Nie tęsknić za stanem klęski

Nie tęsknić za stanem klęski

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Przez media przetacza się ogromna fala dyskusji dotyczącej stanu klęski żywiołowej – czy takie rozwiązanie wprowadzić na zniszczonych przez nawałnicę terenach Kaszub. Biznes nie powinien tęsknić za takim rozwiązaniem.

Przepisy z 2002 r. dotyczące klęsk żywiołowych mają 2 cechy. Są wyjątkowo proste i nikt ich nigdy nie stosował w praktyce.

Ustawa daje potencjalnie ogromne kompetencje wojewodzie (czasami kosztem np. starostów). A ustawa (art. 20 i nast.) określa też liczne możliwości ograniczania praw obywatelskich, w tym rozwiązania ważne i ryzykowne dla przedsiębiorców. Co konkretnie? Otóż możliwy jest m.in.:
– zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej
– nakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej
– możliwość „podbierania” pracowników z firm, zmiana godzin ich pracy
– możliwość zajmowania nieruchomości i ruchomości osób prywatnych i firm
– możliwość ograniczania sposobu poruszania się na danym terenie
– możliwość zamrażania cen i reglamentacji towarów
– możliwość wydania nakazu opróżnienia mieszkań lub rozbiórki budynków

I dziesiątki innych. Bardzo restrykcyjnych czasami. Dla biznesu takie obostrzenia mogą być nadzwyczaj uciążliwe.

A jednocześnie gdy już do tragicznego zdarzenia doszło, a wichura ustała, nie ma specjalnych przesłanek, by wprowadzać stan klęski. Samorządy radzą sobie świetnie.

Rodzi się jednak pytanie – czemu od 15 lat przepisów nie zastosowano. Powód jest bardzo prosty. Za wszelkie szkody powstałe w warunkach klęski żywiołowej odpowiedzialność ponosi państwo. Nie ma wówczas miarkowania pomocy i odszkodowań. Trzeba płacić pełne odszkodowania. I dlatego żadna władza, niezależnie od barw politycznych, nie sięgnie po takie rozwiązanie. Może zatem pora zmienić przepis?

Inne wpisy tego autora

Urzędnik da umowę o pracę? Jest taki projekt

Czy urzędnik będzie decydował o kształcie umowy między przedsiębiorcą a jego współpracownikiem/pracownikiem? Państwowa Inspekcja Pracy chciałaby takich rozwiązań. Osobiście wolę, by spory pracownik–pracodawca rozstrzygał jednak