Straszne przesłuchanie, ale nie rzucajmy kamieniem

Straszne przesłuchanie, ale nie rzucajmy kamieniem

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tak żenującego widowiska jak przesłuchanie prokurator Barbary Kijanko z Gdańska jeszcze przed komisją ds. Amber Gold nie było. Ale zanim spalimy na medialnym stosie prokuratorkę z Gdańska, sugeruję głęboki oddech i chwilę namysłu.

Przesłuchanie pierwszej prokurator, która umorzyła sprawę Amber Gold pokazało bezmiar bezradności wobec „sprawy gospodarczej”. Nieliczne czynności procesowe podejmowane w sprawie, brak zdecydowanych ruchów, umorzenie sprawy. Prokurator niewiele robiła, czas leciał, Marcin P. „namawiał” kolejnych Polaków na „bezpieczne lokaty gwarantowane inwestycjami w złoto”. Amber Gold rosło, prokuratura czekała. Może na weekend, może na urlop, może na przypływ energii. Nie wiem.

Ale będę ostatnim rzucającym kamieniem w prokuratorkę z Gdańska. Bo spójrzmy na sprawę inaczej.

Prokuratura Rejonowa Gdańsk – Wrzeszcz jest na dole prokuratorskiej struktury. To podstawa piramidy. Nad nią mieliśmy prokuraturę okręgową. Poważne sprawy, poważni prawnicy. Siła powagi i autorytet państwa. Państwa prawa.

Najwybitniejsi z prokuratorów – to kolejny poziom – prokuratura apelacyjna lub regionalna. Nazwa używana w zależności od momentu historycznych zmian strukturalnych, ale chodzi o poziom. Wysoki poziom. Z wyżyn prokuratury apelacyjnej tudzież regionalnej niekoniecznie widać było trud i mozół prokurator Kijanko.

Ale skoro nie dostrzegano tego z poziomu prokuratury apelacyjnej/regionalnej, to może sam Olimp prokuratury spojrzał przenikliwym okiem na Amber Gold. Mamy przecież top topów. Prokuraturę generalną lub krajową. Elitę elit.

4 poziomy hierarchiczne. Tysiące ludzi. Opłacanych, wyszkolonych, ambitnych. Jakby dobrze policzyć bezpośrednio i pośrednio nad pracą prokurator Kijanko mogło się pochylić (w różnych formach nadzoru) pewnie kilkudziesięciu prokuratorów. Bardziej ambitnych, może mniej zmęczonych życiem, może bardziej błyskotliwych.

I co? I nic. I Amber Gold.

Dlatego nie rzucam kamieniem w prokuratorkę z Gdańska. Choć ona staje przed komisją, to nie tylko ona odpowiada za to co się stało. Ona personalizuje odpowiedzialność, ale to bylejakość nadzoru, brak instynktu śledczego jej szefów, braki w przepływie informacji (choć to drugorzędne) zdecydowały o dramatycznych początkach śledztwa w sprawie biznesu Marcina P. Nie będę twierdził, że prokuratorka z Gdańska jest ofiarą systemu, bo funkcjonowała w nim z powodzeniem latami. Ale jeśli – jak sama mówiła – ta sprawa „przerosła jej możliwości”, to czemu nikt jej realnie nie pomógł. Czemu szefowie prokuratury nie zorientowali się w brakach śledztwa.

Nie pochwalam słabej prokuratorki. Ale naprawdę nie rozumiem bezradności prokuratury jako instytucji. I tu leży sedno problemu.

Inne wpisy tego autora

Urzędnik da umowę o pracę? Jest taki projekt

Czy urzędnik będzie decydował o kształcie umowy między przedsiębiorcą a jego współpracownikiem/pracownikiem? Państwowa Inspekcja Pracy chciałaby takich rozwiązań. Osobiście wolę, by spory pracownik–pracodawca rozstrzygał jednak