Jeszcze słowo o unijnym centralizmie

Jeszcze słowo o unijnym centralizmie

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Mało co tak irytuje  euro-elity jak odwoływanie się do głosu wyborców. Unia Europejska ma własne pojęcie o demokracji i przejrzystości. Dyskusje prowadzi się tu w skrytości. Decyzje zapadają zanim poddane są pod głosowanie, a nominacje wręcza się na długo przed oficjalnym zgłoszeniem kandydata. Polski rząd zgłaszając innego,  niż ugadanego w kuluarach kandydata na Prezydenta Rady Europejskiej, dokonał czegoś na miarę zamachu stanu. Dla eurokratów, myśl, że  większość demokratycznie wybrana może wpływać na wybór czołowego urzędnika, to populistyczne bezhołowie. Faszyzm, hitleryzm, wszystko co najgorsze. Historia pamięta kilka prób podważenia kuluarowych decyzji Unii – greckie referendum, które skończyło się niemieckim nadzorem nad finansami państwa. Odrzucenie Traktatu Lizbońskiego przez Irlandie, skończyło się powtórnym głosowaniem. A ostatnio, Polska próba blokowania radykalnej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Ta, jak na razie skończyła się tylko zmanipulowaniem wyników głosowania w komisji. Choć, jak w przypadku Grecji czy Irlandii, przyjdzie czas i na poważniejsze  sankcje. W przypadku wyborów na prezydenta  Rady Europejskiej też niczego dobrego nam nie wróżę. Obrona urzędniczej twierdzy i karanie rebeliantów jest najlepiej przestrzeganą i konsekwentnie realizowaną polityką UE. Żadne inne zapisy – przestrzeganie 3 proc. progu deficytu budżetowego, kryteria kopenhaskie, kryteria bezpieczeństwa banków, wymiany usług, pomocy publicznej, barier inwestycyjnych, nie są honorowane. Czy ta niezwykłą zdolność wystarczy do zbudowania unijnej przewagi w świecie?

Przy okazji prezentacji białej księgi –  pięciu scenariuszy przyszłej Unii Jean-Claude Junckera, zerknąłem na poprzedni taki dokument skompilowany przez Jacques’a Santera – „Agenda 2000”. Ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej przewidywał dla Europy nie pięć tylko jeden scenariusz – Spójna unia, prowadzona przez mądre i świadome elity prześcignie Amerykę pod względem produktywności, innowacyjności i jakości kształcenia.

Po 17 latach prężnej pracy euro-elit, przeciętny mieszkaniec starej Unii zarabia 35 tysięcy dolarów rocznie, 17 lat temu zarabiał 34 tysiące. Przeciętny  Amerykanin zarabia  59 tysięcy dolarów, 17 lat temu zarabiał 46 tysięcy.  W rankingu uczelni wyższych tylko dwie uczelnie europejskie mieszczą się dziś w  pierwszej dwudziestce, ale i to nie potrwa długo, bo obie opuszczą UE wraz z Brexitem. Po 17 latach od sławetnej agendy 2000 liczba osób rozczarowanych brakiem nadzoru nad eurokracją i jej decyzjami, wzrosłą o 16 proc. Decyzjami o zalaniu Europy niekontrolowaną masą  imigrantów z Azji i Afryk czy  o narzuceniu  Grecji surowego reżimu wyrzeczeń baz żadnej perspektywy wyjścia z zapaści

Wśród pięciu scenariuszy Jean-Claude Junckera, znalazła się koncepcja powrotu do Wspólnoty Europejskiej – wspólnego rynku gdzie decyzje są wypadkową interesów narodów a nie koterii. Gdzie państwa stają naprzeciwko siebie konkurując podatkami i efektywną biurokracją, która z kolei  szeroko otwiera drzwi firmom i zachęca do rywalizowania ze swoimi odpowiednikami w świecie. Europy wolnej od fikcyjnych urzędów i pozorowanych wyborów. Autor umieścił ten scenariusz w Białej Księdze, jednocześnie uznając go za uwstecznienie Europy.  Wiem, że dla socjal-demokratów tylko marsz przed siebie jest ucieleśnieniem rozwoju, ale zmarnowanie 17 letniej lekcji unijnego centralizmu i jego konsekwencji również byłoby zaprzepaszczeniem szans. Niezależenie od tego czy powrót do idei Wspólnoty Europejskiej nazwiemy postępem czy cofaniem się do ścieżki rozwoju i dobrobytu.

 

Inne wpisy tego autora

Wróblewski: Wolność jest dla właścicieli mediów

Prezes Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski ocenił, że pozew Donalda Trumpa przeciwko największym mediom społecznościowym ma bardzo solidne podstawy. – Donald Trump bardzo rzeczowo i bardzo