Powrót do przyszłości i demokracja dynastyczna

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Po 29 latach Lech Wałęsa ponownie powołał Komitet Obywatelski. W 1989 roku namaszczeni przez przywódcę Solidarności kandydaci Komitetu odnieśli miażdżące zwycięstwo w pierwszych po wojnie wolnych (częściowo) wyborach parlamentarnych. W Sejmie obsadzili wszystkie miejsca, które w wyniku umowy z komunistami zostały przydzielone opozycji. Reszta była zagwarantowana dla komunistów i ich sojuszniczych ugrupowań. Całkowicie wolne zaś były wybory do Senatu, gdzie Komitet Lecha Wałęsy zdobył 99% miejsc.

 

Po 3 dekadach Wałęsa i opozycja próbują powtórzyć ten sam manewr i tak jak odsunięto od władzy Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR) odsunąć teraz PiS. Były przywódca Solidarności nie ma już dawnej charyzmy i autorytetu, ale nadal cieszy się sporą estymą, zwłaszcza na świecie i jest jedyną osobą, która jest w stanie choćby częściowo zjednoczyć skłóconą i nieudolną opozycję. W oficjalnym powołaniu Komitetu udział wzięli liderzy dwóch największych ugrupowań opozycyjnych – Grzegorz Schetyna z Platformy Obywatelskiej i Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. Powołanie Komitetu i prawdopodobny start kandydatów opozycji z jednej wspólnej listy sprawia, że z góry wiadomo z jakim programem przystąpią do wyborów. Program będzie miał, tak jak w 1989 roku, jeden punkt: odsunąć rządzących od władzy.

Trudno dziś przesądzać na ile sam Lech Wałęsa jest w stanie pomóc opozycji. Wiadomo, że sukces z 1989 roku nie powtórzy się, ale nie można wykluczyć, iż wielu kandydatów zyska na bezpośrednim poparciu legendarnego przywódcy. Tak powinno być w przypadku przynajmniej jednej osoby – Jarosława Wałęsy – syna Lecha, który w mających odbyć się jesienią wyborach samorządowych ubiega się o fotel prezydenta Gdańska. Jego bezpośrednim rywalem będzie Kacper Płażyński – syn Macieja Płażyńskiego, który był marszałkiem Sejmu i razem z innymi przywódcami Polski, w tym prezydentem Lechem Kaczyńskim, zginął w katastrofie lotniczej w rosyjskim Smoleńsku.

Na drugim krańcu Polski – w Krakowie o prezydenturę zawalczy Małgorzata Wasserman, córka Zbigniewa, byłego ministra od służb specjalnych, który także zginął w Smoleńsku.

Praktyka, iż dzieci idą w ślady rodziców, albo ktoś z rodziny podpiera się nazwiskiem i osiągnięciami np. małżonka nie jest niczym nowym, ale wydaje się, że w Polsce zaczyna to przybierać niepokojące rozmiary. Nie jest to jeszcze tak patologiczne jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie obywatele właściwie zgadzają się by wzorem państw z Azji Środkowej, powstałych po upadku Związku Radzieckiego rządziły rodzinne klany – Bushów, czy Clintonów, albo Cuomo w stanie Nowy Jork, gdzie stanowiska w administracji stanowej i gubernatorskie stają się niemal dziedziczne. W jakiś sposób naturalne wydawało się Amerykanom, że rządzi Bush, po nim Bill Clinton, dalej syn Busha, a potem żona Billa – Hillary. (Zabawę tę niechcący zepsuł Obama) więc dopiero po nim trzeba było wrócić do koncepcji Clinton, ewentualnie drugi syn Georgea Busha – Jebb. (Chytry plan tym razem zepsuł Trump).

W polskim Sejmie zasiadają dwie wdowy, po wicepremierze Gosiewskim, który także zginął w Smoleńsku. Senatorem jest Tomasz Cimoszewicz, syn byłego premiera. Przywódczynią polskich feministek i socjalistów jest Barbara Nowacka, córka byłej wicepremier, która również zginęła w lotniczej katastrofie. Od 14 lat europosłem jest Adam Gierek syn I sekretarza PZPR, premierem zaś jest Mateusz Morawiecki, syn posła Kornela, ale to akurat chwalebny wyjątek, bo szef polskiego rządu wszedł do polityki po wielkiej i samodzielnej karierze w bankowości. Oprócz tego w polskim parlamencie jest całe mnóstwo dzieci i małżonków wojewodów, prezydentów miast, polityków lokalnych. Wszyscy skorzystali z premii jaką daje nazwisko i osiągnięcia kogoś innego.

29 lat temu za czasów pierwszego Komitetu Obywatelskiego Lecha Wałęsy do parlamentu weszli ludzie, którzy żyli powszechnym życiem zwykłych obywateli, a najczęściej też działali w organizacjach związanych z Kościołem, całym podziemnym ruchem Solidarności, a także nielegalnych w komunistycznej Polsce ugrupowaniach politycznych. Wnosili do polityki żar ludzi, którzy obalali komunizm, ale także doświadczenie życia przeciętnego Polaka. To byli lekarze, prawnicy, naukowcy, robotnicy, inżynierowie, rolnicy, nauczyciele etc. Mieli w sobie odwagę konspiratorów i pionierów, tak niezbędną, by fundamentalnie zmienić kraj.

Teraz Anno Domini 2018 ławy w parlamencie i gabinety w ministerstwach wypełnione są zawodowymi politykami i klanami rodzinnymi. Skostnienie, oportunizm, niezdolność do podejmowania trudnych decyzji, a także całkowity brak rozeznania jak wygląda rzeczywisty świat, a nie ten kreowany przez media staje się właściwością naturalną. Tak jak na Zachodzie, w demokracjach, której mają być wzorem. Nikogo nie dziwi, że dzieci obierają profesję rodziców. W przypadku jednak wyboru kariery politycznej okazuje się, że cały świat jaki znają jest światem partii i przedpokojów w urzędach i ministerstwach. Zaludniają go znajomi i przyjaciele rodziców – posłowie, członkowie rządu, działacze partyjni. Największymi cnotami, podpatrzonymi w tym świecie dziedziczonej protekcji jest umiejętność mimikry – dostosowywania się, zdolność prowadzenia nieustannych gierek, zawierania kompromisów, poruszania się w strukturach i w gąszczach różnych procedur.

Kariery polityczne często nie podlegają weryfikacji. Nie trzeba mieć żadnej szczególnej wiedzy, specjalnych umiejętności lekarza, czy inżyniera, by poradzić sobie. Wystarczy owa dziedziczona po rodzicach sieć znajomości i dostęp do wiedzy jak poruszać się w świecie pozorów i oportunizmu. Dlatego też dla tak wielu dzieci polityków jest szczególnie łatwa i atrakcyjna.

Polska jest wciąż pouczana, by korzystać ze wzorów demokracji zachodnich. Wydaje się jednak, że zaprowadzania demokracji dynastycznej nie warto naśladować. Nikt dzieciom nie zabroni i to dość naturalne, że idą w ślady rodziców, ale wydaje się, że wyborcy z dużą ostrożnością powinni podchodzić do konceptu dziedziczenia stanowisk i pozycji. Niepostrzeżenie, wzory demokracji zachodniej mogą w Polsce stać się wzorami z Kazachstanu, Uzbekistanu, czy Kirgistanu. Paradoksalnie, ale pod tym względem dość bezpiecznie jest w kilku krajach Europy Zachodniej. Ale tylko dlatego, że bardzo wielu czołowych, profesjonalnych polityków jest bezdzietnych.

Inne wpisy tego autora

Czy Republikanie nie chcą pomagać Ukrainie?

Jeszcze pod koniec stycznia, miesiąc przed napaścią Rosji na Ukrainę, na konferencji prasowej prezydent Joe Biden mówił, iż „mały najazd” spowoduje dla kremlowskiego reżimu „małe

Prywatne sankcje gospodarcze

Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze, pieniądze. Niektórzy przypisują te słowa Napoleonowi Bonaparte, a inni twierdzą, że tylko powtórzył je za kondotierem