Skąd się biorą wysokie pensje

Skąd się biorą wysokie pensje
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zacząć muszę dziś od pochwał. Dla siebie samego. Moja cierpliwość do bojowników o równość i sprawiedliwość społeczną kiedyś spowoduje, że anioły mnie żywego do niebios poniosą.

Czytam kierowane do siebie pytanie: dlaczego pensje przeciętnego Polaka nie mogą być na poziomie przeciętnego Niemca?

Bo wskaźnik aktywności zawodowej w Polsce wynosi około 70%, a w Niemczech około 80%. Bo wydajność pracy przypadająca na jedną godzinę pracy jednego zatrudnionego wynosi w Polsce około 15 euro, a w Niemczech około 45 euro. Bo PKB per capita wynosi w Niemczech około 40 tys. euro, a w Polsce 12 tys. euro.

I dlatego kasjerka w Lidlu w Warszawie, choć nie pracuje mniej wydajnie od kasjerki w Lidlu w Berlinie mniej od niej zarabia. Bo w Lidlu w Berlinie robią zakupy pracownicy firmy Bayer, która produkuje między innymi innowacyjne lekarstwa sprzedawane drogo na całym świecie, więc jej pracownicy zarabiają więcej, niż pracownicy Polfarmy w Warszawie i mogą zapłacić więcej za pracę kasjerek w Lidlu, które sprzedają im piwo.

Załóżmy jednak, że z dnia na dzień podnosimy w Polsce wysokość pensji. Kasjerki w Lidlu w Warszawie zarabiają jak w Berlinie, a pracownicy Polfarmy jak pracownicy Bayera. Co się stanie? Ceny w Lidlu wzrosną! W rezultacie pracownik Polfarmy będzie mógł kupić tyle samo butelek piwa, co przed podwyżkami. Jeżeli wyrażone w złotych ceny w Lidlu wzrosną (na przykład ceny multiwitaminy produkowanej przez Polfarmę), a cena w euro tej multiwitaminy eksportowanej do Niemiec się nie zmieni (a niby dlaczego miała by się zmienić?) to kurs złotego do euro spadnie! A jak spadnie, to za towary importowane z Niemiec będziemy musieli w złotówkach zapłacić więcej. A nie wyprodukujemy wszystkiego u siebie, bo nie produkujemy jeszcze takich lekarstw jak Bayer. Samochodów jak Porsche, Mercedes, BMW, czy Audi też nie. Ani automatyki jak Siemens, czy chemikaliów jak BASF.

Dlaczego jednak pracownicy BASF z zakładach w Myślenicach, czy w Środzie Śląskiej nie zarabiają tyle, co w zakładach w Ludwigshafen? Bo gdyby zarabiali, na każde miejsce pracy w tych fabrykach zgłosiłoby się paru kandydatów, z których każdy zgodziłby się pracować za mniej niż zarabiają w Ludwigshafen. I BASF zatrudniłby właśnie ich. Bo niby dlaczego miałby tego nie zrobić i płacić więcej niż chce zarobić pracownik? Dla pracownika to i tak byłaby wyższa pensja niż w fabryce Polfarmy. W Niemczech takich rozbieżności w płacach nie ma, bo tam cała gospodarka jest nowoczesna i w fabryce BASFa nie zarabiają dużo więcej niż w fabryce Bayera. Dzięki wiedzy, innowacyjności i dobrej organizacji wielu Niemców zarabia dużo, bo fabryki w których pracują zarabiają dużo. Jeśli kasjerka w Lidlu w Warszawie ma zarabiać tyle co w Berlinie, to cała polska gospodarka musi działać jak niemiecka. Ustawą Suweren tego nie zmieni. Dziękuję za uwagę.

Inne wpisy tego autora

Gwiazdowski: O państwie opiekuńczym i szczepieniach

Robert Gwiazdowski w swoim felietonie dla „Rzeczpospolitej” pisze: Tradycyjni obrońcy praw pracowniczych nagle nabrali wody w usta. Wśród nich przeważają chyba zaszczepieni, bo wielu zdążyło

Gwiazdowski: I ty Biskupie przeciwko mnie?

Robert Gwiazdowski w swoim felietonie dla portalu Interia Biznes pisze: „I Ty Biskupie przeciwko mnie” – mógłby, niczym Cezar Brutusa, spytać premier Morawiecki arcybiskupa Gądeckiego,

Gwiazdowski: Azylanci w welfare state

Robert Gwiazdowski w swoim felietonie dla „Rzeczpospolitej” pisze: Gdyby nie państwo opiekuńcze, jedni odczuwaliby więcej empatii, a drudzy – więcej ostrożności. „Jakkolwiek samolubnym miałby być