Pozew za smog, czyli sąd zamiast demokracji?

Pozew za smog, czyli sąd zamiast demokracji?

Doceniasz tę treść?

Media od kilku dni opisują sukces aktorki, Grażyny Wolszczak, która wygrała proces ze Skarbem Państwa o smog. 5 tysięcy zasądzone na rzecz organizacji ekologicznej to niewiele, ale i tak napiszę wprost: ta sprawa i ten wyrok mogą być bardzo szkodliwe dla państwa i gospodarki.

 

Czy smog jest groźny? Zdecydowanie tak. Czy trzeba z nim walczyć? Oczywiście. Czy mają rację ludzie skarżący się na warunki życia w smogu? Jak najbardziej. Ale pozywanie za smog i cała akcja przyklejona do hasztagu #pozywamzasmog jest absurdalna z kilku przyczyn.

Pierwsza wątpliwość – kogo pozywać.

Za smog nie odpowiada nikt personalnie. Smog nie jest winą żadnego rządu. Ale w tym przypadku „politycznie było” pozwać właśnie rząd. Równie dobrze można pozywać gminy – to one odpowiadają za planowanie przestrzenne, za infrastrukturę, za programy wsparcia w zakresie wymiany uciążliwych pieców. No, ale wyszło, że pozywamy Skarb Państwa. Łatwo i politycznie wygodne. A przecież można pozywać i samorządy i ciepłowników (po co zyski, niech inwestują w sieć i likwidują piece), PGNiG (ale ten gaz drogi !), Gazprom (bo drogo sprzedaje czysty gaz i wspiera kopciuchy). Można skarżyć się na historię, na geopolitykę i klimat. No, ale najłatwiej wskazać jako winnego Skarb Państwa.

Po drugie – czy sąd zastąpi procedury demokratyczne.

O ile wybór adresata pozwu budzi mój lekki uśmieszek, to jednak wyrok budzi mój niepokój. Powiedzmy jasno – Polska jako państwo ma ogromne potrzeby w różnych dziedzinach. Smog jest niewątpliwie jednym z ważniejszych (choć dla piszącego te słowa w Trójmieście – dość odległym), ale to nie jedyny problem. Każdy z nas wymieni garść równie ważnych problemów – dostęp do służby zdrowia (w tym kolejki do specjalistów), koszty leków, jakość edukacji, horror na drogach, gdzie rok w rok giną tysiące osób. Brak nowych programów poprawiających sytuację niepełnosprawnych i ich opiekunów, roszczenia płacowe kolejnych grup zawodowych, niedoinwestowanie transportu. To wszystko są realne problemy gospodarcze i społeczne. Na rozwiązanie każdego z nich od razu nie ma środków. I w żadnym kraju, nawet najbogatszym, takich środków nie ma.

A kto jest w stanie ocenić – co jest ważniejsze: walka ze smogiem czy leczenie onkologiczne? A co jeśli równolegle do „pozywam za smog” ruszy akcja „pozywam za brak endokrynologów i długie terminy oczekiwania na wizytę”? Kto ma wycenić co jest ważniejsze i bardziej godne ochrony? Czy naprawdę możemy w sądzie licytować się czy bardziej szkodliwy jest smog czy brak dróg (albo ich zła jakość), na których tysiące ludzi giną, a wielokrotnie więcej zostaje trwale niepełnosprawnymi?
Czy naprawdę to sąd powszechny powinien decydować, zasądzając nawiązki, zadośćuczynienie czy inne świadczenie o polityce całego państwa?

Od kreowania polityki, rozdziału środków, wybierania priorytetów rozwojowych nie są sądy, tylko demokratycznie wybrani posłowie i władze samorządowe. Więc zamiast pozywać, trzeba się zorganizować, stworzyć lobby (w pozytywnym słowa znaczeniu) i przegłosować w Sejmie odpowiednie przepisy i walczyć ze smogiem. Problem w tym, że to znacznie trudniejsze, niż składany przy blasku fleszy pozew i szybki wyrok. Nie chcę, aby celebryci składając pozwy wyznaczali priorytety państwa i kierunki jego działań. Tu trzeba mniej emocji, a więcej wiedzy ekspertów. I demokratycznej debaty o priorytetach.

Po trzecie – wizja państwa.

Ale z warszawskiego wyroku wynika jeszcze jeden, niepokojący wniosek. To wiara pozywającej i sądu w nieograniczoną rolę sprawczą państwa.

W uzasadnieniu (na razie ustnym) padło zdanie: „Każdy ma prawo do korzystania z walorów nieskażonego środowiska”. To prawda, każdy ma prawo. Ale czy to znaczy, że państwo ma płacić, jeśli nasze życzeniowe myślenie nie sprawdza się w praktyce, nawet jeśli jest merytorycznie zasadne? Czy mamy jako społeczeństwo płacić za zjawiska, które są długofalowe i niełatwe do rozwiązania? Czy naprawdę państwo można obwiniać za wszystko co się dzieje na jego terytorium?

Dla każdego prawnika jest oczywiste, że związek przyczynowy czy „wina” inaczej są rozumiane w prawie karnym i cywilnym. W prawie cywilnym zakres odpowiedzialności jest szerszy (można odpowiadać bez własnej winy, np. za rzecz której jest się właścicielem). Ale rozciąganie na władze państwa odpowiedzialności za procesy i zjawiska trwające latami to absurd.

Doprowadzając rzecz do absurdu – można przecież pozywać za niemal każdy wypadek drogowy – bo czy infrastruktura nie mogła być lepsza? Mogła…

Dlatego dziwię się, że sąd wydał wyrok jaki wydał. I nie zmienia to faktu, że trzymam kciuki za walczących ze smogiem. Ale tych od pracy organicznej, od ważnych projektów, a nie pozywających za smog.

Inne wpisy tego autora

Urzędnik da umowę o pracę? Jest taki projekt

Czy urzędnik będzie decydował o kształcie umowy między przedsiębiorcą a jego współpracownikiem/pracownikiem? Państwowa Inspekcja Pracy chciałaby takich rozwiązań. Osobiście wolę, by spory pracownik–pracodawca rozstrzygał jednak