Pandemiczna irytacja, czyli za mało twardych danych, za dużo spekulacji

Pandemiczna irytacja, czyli za mało twardych danych, za dużo spekulacji

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Dlaczego „ograniczenia w poruszaniu” w Sylwestra? Dlaczego zamykać centra handlowe i hotele? A może jednak otworzyć stoki narciarskie – przecież sport to zdrowie. Wszystkie pytania są zasadne i wynikają z braku twardych danych.

 

Polskie obostrzenia i zasady wprowadzane i zmieniane dość często w zasadzie nie budziłyby mojej irytacji. Czasy mamy wyjątkowe, patrząc na inne europejskie państwa – zakres obostrzeń nie wygląda na najbardziej dokuczliwy. A jednak doskonale rozumiem wątpliwości i irytację – przede wszystkim – przedsiębiorców.

Dziś usłyszałem, że użycie określenia „kwarantanna narodowa” było błędem komunikacyjnym. Być może było błędem, ale dla mnie błędem fundamentalnym w zwalczaniu pandemii jest coś innego – a mianowicie brak danych i brak publicznej analizy efektów wprowadzanych obostrzeń. 

Po ogłoszeniu kolejnej fali obostrzeń, które mają wejść w życie 28 grudnia, pojawiła się lawina pytań. Dlaczego otwierano centra handlowe przy 15 tys. zarażeń dziennie, a obecnie pojawił się zamiar ich zamknięcia przy 12 tys. zarażeń dziennie? Te pytania to nie tylko żonglowanie liczbami. To kwestia otwarcia lub zamknięcia konkretnych biznesów. To sprawa przetrwania branż i tysięcy miejsc pracy.

Jak zatem powinny wyglądać komunikaty? Wiem, że Polacy nie lubią matury z matematyki, ale w tym przypadku trzeba sięgać po dane, liczby, wykresy, zestawienia. Pokazywać źródła zakażeń. Pokazywać dane z Polski, ale też zagranicy. Ile osób zachorowało po wizycie w siłowni, a ile po wizycie w małym sklepiku w centrum handlowym. Być może zamykanie tych obiektów nie ma żadnego sensu, bo kluczowe są zakażenia np. w barach. I mając do dyspozycji takie dane można prowadzić poważny dialog o zakresie lockdownu.

To samo dotyczy skutków prowadzonych działań. Jeśli zamykamy siłownie, to przeanalizujmy skutki tego ruchu. Działa czy nie działa. Utrzymać, nie utrzymać. 

I nie chodzi tu o miliony liczb. Tu chodzi o poważną, publiczną analizę dotyczącą źródeł zakażeń.

Dopóki tego nie ma, będą pojawiać się głosy kwestionujące zakres obostrzeń. Co więcej – część dyskusji prowadzonych jest na poziomie żenującym. Porównania dotyczące wyjścia na Pasterkę z imprezą sylwestrową brzmią dobrze tylko w uszach wojujących ateistów. Ale powiedzmy szczerze za takimi decyzjami – Pasterka tak, Sylwester nie, powinna iść upubliczniana analiza. Jak się zachowujemy w kościele, jakie odległości zachowujemy, a jak zachowujemy się na imprezie tanecznej. To samo dotyczy zamknięcia gastronomii. Rozumiem irytację na bary, które „przypadkiem” zamieniały się w kluby nocne po 22. Trzeba temu zapobiegać. Ale być może opcja – jedzenia w restauracjach par mieszkających razem czy rodzin – jest epidemiologicznie bezpieczna. Niestety, nie wiem tego. Co gorsza – nie wiedzą tego przedstawiciele branży.

Być może upublicznianie tak wielu danych jest trudne z punktu widzenia samej ich prezentacji i opracowań. Nie da się przedstawić czytelnie wszystkiego na konferencji prasowej, gdzie dziennikarzy interesuje „godzina policyjna” w Sylwestra, a nie przesłanki podejmowanych decyzji. Dlatego trzeba udostępniać te dane i regularnie publikować pogłębione analizy.

Ale mam poczucie, że bez tych danych, bez analiz (dostępnych choćby w internecie) jesteśmy skazani na niekończące się dyskusje i spekulacje. I nie chodzi tu o żadną propagandę czy wzmacnianie „kultury obrazkowej” prostymi slajdami. Chodzi o coś znacznie poważniejszego. Bo brak danych wzmacnia pieniaczy, a czasami nawet powoduje swoiste „teorie spiskowe”. Wielokrotnie słychać bowiem, że o zakresie otwarcia poszczególnych branż decydują lobbyści, a nie realne dane epidemiologiczne. To teorie bardzo niebezpieczne z punktu widzenia państwa, osłabiające te działania, które faktycznie są niezbędne. Bo nie mamy wiedzy, co naprawdę jest konieczne, a co jest działaniem „na oślep”.

Z takimi pogłoskami i postawami można walczyć tylko w jeden sposób – pokazując więcej danych, pokazując rzetelne analizy, jak rozprzestrzenia się choroba, jak działają wcześniejsze obostrzenia. Tymczasem mam niedosyt tej wiedzy. I ogromna większość przedsiębiorców także.

 

Inne wpisy tego autora

Urzędnik da umowę o pracę? Jest taki projekt

Czy urzędnik będzie decydował o kształcie umowy między przedsiębiorcą a jego współpracownikiem/pracownikiem? Państwowa Inspekcja Pracy chciałaby takich rozwiązań. Osobiście wolę, by spory pracownik–pracodawca rozstrzygał jednak