Szybki jak Sąd Najwyższy. We własnej sprawie

Szybki jak Sąd Najwyższy. We własnej sprawie

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nieco ponad tydzień zajmie Sądowi Najwyższemu rozstrzygnięcie jednego z najważniejszych zagadnień związanych z polskim wymiarem sprawiedliwości. Tymczasem w 2018 r. średni czas na merytoryczne rozpoznanie sprawy wynosił w Izbie Cywilnej – 15 miesięcy.

 

Każde przyspieszenie rozstrzygania spraw w wymiarze sprawiedliwości budzi uznanie. I nadzieję, że wreszcie sprawy ruszą – za przeproszeniem – „z kopyta”. Terminy rozstrzygania sporów sądowych zawsze budziły krytykę przedsiębiorców i obywateli. Dane statystyczne zebrane w skali całej Unii Europejskiej nie potwierdzały sądowego dramatu. Mieścimy się w stanach średnich dla UE, choć niepokoiły różnice między sądami – generalnie w mniejszych ośrodkach szło znacznie szybciej.

Jednak SN, czyli najważniejsze ogniwo wymiaru sprawiedliwości, pokazuje nowe standardy. Ocierają się one o określenie „nowy wspaniały świat”. Między wnioskiem do rozstrzygnięcia w fundamentalnym z punktu widzenia całego państwa problemie, a terminem posiedzenia. Ma upłynąć… 8 dni. Przemiana? Metamorfoza? Raczej nie. To sędziowie zajmą się… sprawą ważną dla swojego środowiska.

Spójrzmy na fakty. 15 stycznia 2020 r. wpływa wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie przez Izbę Cywilną, Izbę Karną oraz Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych rozbieżności w wykładni prawa występujących w orzecznictwie Sądu Najwyższego. W uproszczeniu pisząc, sędziowie zdecydują, kto jest sędzią wybranym prawidłowo, a kto nie ma takiego waloru. Wniosek nie utknął w biurku, nie czekano na terminy. Już 17 stycznia SN w trzyosobowym składzie decyduje o wyłączeniu szeregu sędziów z posiedzenia rozstrzygającego spór. Swoją drogą – intrygujące jest jak zawiadomiono zainteresowanych. Choć zapewne, tu nie sprawdzano awiza i zasad doręczania pism. Tu posłużono się innymi, „sprawniejszymi” mechanizmami. Absolutnie legalnymi (bo jak by inaczej).

Po 2 dniach wiemy zatem, kto w posiedzeniu połączonych izb będzie uczestniczył, a kto nie ma takiego prawa. Sprawność postępowania zasługujący na miano mistrzostwa świata. Bez kpin.

No i termin merytorycznego posiedzenia. Po drodze, w sprawie merytorycznie pokrewnej, 20 stycznia SN zastosował tzw. zabezpieczenie, w którym uznał, że zawiesza funkcjonowanie szeregu przepisów ustawy o SN. W polskim prawie brak wprawdzie kompetencji do zawieszania przepisów przez SN (uprawnienie nieco podobne, ale jednak inaczej sformułowane ma Trybunał Konstytucyjny). I na koniec istota sprawy. Termin posiedzenia merytorycznego wyznaczono na 23 stycznia 2020 r.

Piękna sekwencja, pokaz sprawnej pracy SN.

Wprawdzie przedmiot rozstrzygnięcia jest absurdalny – sędziowie chcą decydować, kto jest „prawowiernym sędzią”, a kto nie. Nigdzie w polskim prawie nie ma takiego uprawnienia. Jest za to konstytucyjne uprawnienie Prezydenta RP do powoływania sędziów. Ale w tym miejscu nie czepiajmy się „drobiazgów”, doceńmy sprawność organizacyjną. 8 dni na tyle działań.

Tak trzymać. Nie tylko we własnych sprawach.

Ale zanim oddalimy się w sferę marzeń o sprawnym Sądzie Najwyższym, zerknijmy w oficjalne sprawozdanie z działalności tej instytucji. Jak sprawnie traktowany jest zwykły petent w sądzie, sprawdzamy.

Cytat: Średni czas oczekiwania na merytoryczne rozpoznanie sprawy wynosił odpowiednio:

w Izbie Cywilnej – 15 miesięcy, w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych – 13 miesięcy, w Izbie Karnej – 6 miesięcy. Średni czas rozpoznania sprawy w Sądzie Najwyższym wynosił zatem około 11 miesięcy. (źródło: str. 230 sprawozdania z działalności SN w 2018 r.)

Cytat: O ile w 2017 r. rozpoznano o 397 spraw więcej niż wpłynęło, o tyle w 2018 r. rozpoznano ich o 2 024 mniej. (źródło: str. 230 sprawozdania z działalności SN w 2018 r.).

Koniec cytatów.

Czekamy na nowe, lepsze normy. 8 dni na sprawę, to naprawdę dobry termin.

Inne wpisy tego autora

Urzędnik da umowę o pracę? Jest taki projekt

Czy urzędnik będzie decydował o kształcie umowy między przedsiębiorcą a jego współpracownikiem/pracownikiem? Państwowa Inspekcja Pracy chciałaby takich rozwiązań. Osobiście wolę, by spory pracownik–pracodawca rozstrzygał jednak