Między Karsem a Palestyną

Między Karsem a Palestyną

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Każde dziecko w Armenii wie czym był traktat z Karsu. Zdradą. Przypomnę, że w umowie zawartej najpierw w Moskwie, a potem potwierdzonej w Karsie, Sowieci przekazywali Turcji tereny ormiańskie będące przed I wojną światowa częścią Rosji w tym górę Ararat i historyczną stolicę Armenii Ani. Traktat stał się fundamentem współpracy Sowiecko – Tureckiej w epoce międzywojennej. 

 

Nie pisałem o wojnie toczącej się w Górskim Karabachu. Po kilku latach pobytu w Erywaniu nie byłem obiektywny, moje emocje były po stronie Ormian, a komentator powinien zachowywać pewien dystans wobec opisywanych wydarzeń.

Z perspektywy Armenii umowa rozejmowa jest w istocie kapitulacją. Przewiduje ona natychmiastowe (w ciągu 2 – 3 tygodni) przekazanie Azerbejdżanowi terenów nazywanych dotychczas „strefą bezpieczeństwa”, czyli 7 powiatów/okręgów okupowanych przez wojska ormiańskie z Karabachu. Sam Górski Karabach, określony w umowie jako część Azerbejdżanu, ma być chroniony przez rosyjskie siły pokojowe. Ma być tam również utworzone „Centrum Monitoringu”, do którego wedle nieoficjalnych informacji mają być zaproszeni Turcy i Rosjanie. Azerbejdżan zobowiązał się do zapewnienia swobodnej komunikacji pomiędzy Karabachem a Armenia przez tak zwany korytarz Laczyński. Nadzorem tej drogi ma się zajmować oczywiście rosyjska straż graniczna. Podobnie Rosjanie mają gwarantować swobodę komunikacji Azerbejdżanu z enklawą Nachiczewania położoną pomiędzy Armenia, Iranem i Turcją.

Konflikt w Górskim Karabachu nie był konfliktem zamrożonym. Przez cały czas od początku lat 90. ubiegłego wieku aż po 9 listopada 2020 r. był on wedle definicji politologicznej „konfliktem o niskiej intensywności”.  Tego typu konflikt polega na nieustannym kontynuowaniu starć granicznych, od czasu do czasu przerzedzających się w wymianę ognia artyleryjskiego lub rajdy niewielkich grup dywersyjnych. Śledząc prasę w Azerbejdżanie i Armenii z ostatniego dwudziestolecia, zauważymy, że codziennie serwisy informacyjne zaczynały się od informacji: „przeciwnik x razy naruszył zawieszenie broni. Oddano 200, 500 czy więcej strzałów” Co rok po obu stronach tzw. linii kontaktu odnotowywano około stu ofiar śmiertelnych. Kilka razy – w największej skali wiosną 2016 r. wojna o niskiej intensywności nabierała charakteru konfliktu zaostrzonego. Dochodziło do poważnych starć zbrojnych. Dopiero jednak trwająca 44 dni wojna rozpoczęta 27 września tego roku atakiem sil Azerbejdżańskich zmieniła charakter tego konfliktu. 

Po pierwsze była to wojna „pełnowymiarowa” z użyciem wszystkich rodzajów wojsk, lotnictwa, bombardowaniem obiektów cywilnych itd. Skala ofiar (można na podstawie bardzo niepełnych danych sądzić, że było po obu stronach znacznie ponad 10 tys. zabitych) i zniszczeń była porównywalna z trwająca blisko 2 lata wojna z początku lat 90. Po drugie nastąpiło umiędzynarodowienie konfliktu. Obok Azerbejdżanu i sił Górskiego Karabachu w wojnie wzięły udział siły „ochotnicze” z Armenii i Turcji. Pojawili się także najemnicy z Syrii i innych państw muzułmańskich po stronie Azerskiej. A rzeczywistymi stronami konfliktu okazały się Rosja i Turcja. 

Można także uznać, że było to starcie dwóch modeli prowadzenia wojny: rosyjskiego i natowskiego. Atak azerski był przygotowany przy znacznym udziale sztabowców tureckich. A decydującą rolę w wojnie odegrał sprzęt bojowy produkcji izraelskiej i tureckiej.

Od 1 grudnia 2020 r. konflikt przybrał charakter konfliktu zamrożonego. Porozumienie o zawieszeniu broni sygnowane przez prezydentów Azerbejdżanu i Rosji oraz premiera Armenii przewiduje wprowadzenie na teren Górskiego Karabachu rosyjskich „sił pokojowych”, a także zainstalowanie na terenie Azerbejdżanu tureckich „obserwatorów” wojskowych.  Co ważniejsze Ormianie przekazali Azerom 7 regionów stanowiących wcześniej tak zwaną strefę bezpieczeństwa, czyli obszar zamieszkały przed wybuchem konfliktu przez ludność azerską, do którego formalnie ani Armenia, ani Karabach nie rościły sobie pretensji. Przekazanie ostatniej z tych prowincji – regionu laczyńskiego nastąpiło właśnie 1 grudnia. Wojna weszła w fazę zamrożoną, bo od tego momentu odpowiedzialność za granice przejęli Rosjanie.

Rosyjskie „siły pokojowe” nie mają mandatu międzynarodowego. Co więcej, nie są to typowe oddziały używane w takich wypadkach. Nad przestrzeganiem zawieszenia broni czuwa 2000 żołnierzy z 15 brygady spadochronowej z Ulianowska. Wcześniej ci żołnierze byli używani przez Moskwę jako „ochotnicy” w Osetii południowej, na Krymie i – prawdopodobnie – w Donbasie. Do Karabachu przybyli z pełnym wyposażeniem bojowym (pojazdami pancernymi etc.). 

Inaczej mówiąc Rosja zastosowała na obszarze Karabachu model kontroli konfliktu zamrożonego, który został wcześniej zastosowany w Naddniestrzu, Abchazji i Południowej Osetii. Konflikt na południowym Kaukazie przeszedł więc pod kontrolę Moskwy. 

Trudno jednak mówić o rosyjskim sukcesie. Dążeniem Rosji, opisanym w tak zwanym „planie Ławrowa”, przedstawionym po zaostrzeniu konfliktu w 2016 r., było przejęcie kontroli nad wojną poprzez wprowadzenie swoich „sił pokojowych”. To prawda. Tyle że w wyniku wojny w regionie pojawił się nowy gracz – Turcja. Obecność tureckich żołnierzy („obserwatorów”) i prawdopodobne utworzenie oficjalnej bazy wojskowej Turcji na terenie Azerbejdżanu całkowicie zmienia układ sił. Moskwa nie będzie miała pełnej swobody działania i decyzje polityczne będzie musiała konsultować z Ankarą. Ponosząc koszty – finansowe i polityczne – zarządzania konfliktem, równocześnie wprowadziła Południowy Kaukaz, dotąd uważany przez Rosjan za ich strefę wpływów, do pakietu bliskowschodniego.  Wypada zgodzić się z opinią amerykańskiego analityka pochodzenia ormiańskiego – Hraczy Arzumiana, który w analizie dla Ararat Institute stwierdził, że po wojnie Kaukaz stał się częścią Bliskiego Wschodu.

Nie była to też zemsta Rosji nad rzekomo prozachodnimi władzami Armenii. Można sądzić, że między Putinem i Paszynianem nie ma tak zwanej chemii. Niemniej rząd Nikola Paszyniana, był postrzegany w Moskwie jako na ogół udany eksperyment, bo mając silną legitymację demokratyczną prowadził jednoznacznie prorosyjską politykę. Jak się wydaje, Rosję zaskoczyła skala sukcesów Azerbejdżanu i słabość wojskowa Armenii. Wszyscy z Azerami włącznie wierzyli w mit niezwyciężonej armii ormiańskiej. Tymczasem obrona Arcachu rozpadła się w kilka dni. Dla Moskwy było to zaskoczenie. Upojony sukcesami Alijew, dodatkowo zdecydowanie naciskany przez Turcję trzy razy zrywał rozejm wynegocjowany dwukrotnie pod patronatem Putina a raz sekretarza Pompeo. Paszyniana w Moskwie nie lubiano, ale nie tylko nie przeszkadzał, ale był przedstawiany jako modelowy przykład podczas rozmów o rozwiązaniu kryzysów w Mołdawii i na Białorusi. Był dla Rosjan wygodną antytezą ukraińskiego Majdanu. 

Pomimo błyskotliwego sukcesu militarnego trudno uznać, że wojna była jednoznacznym sukcesem Azerbejdżanu. Baku było zmuszone do wyrażenia zgody na obecność wojsk rosyjskich na terytorium uznawanym przez Azerbejdżan za swoje. Co więcej, Azerowie są zmuszeni do tego, by przepuszczać przez swoje terytorium, od granicy z Dagestanem do Górskiego Karabachu, dowolny rosyjski tranzyt wojskowy. W zasięgu taktycznego oddziaływania wojsk Federacji Rosyjskiej znalazł się także korytarz transportowy Baku – Tbilisi, przez który przechodzą rurociągi łączące Azerbejdżan z Zachodem (BTC oraz Baku – Erzurum). W rezultacie bezpieczeństwo jedynego szlaku przesyłowego surowców energetycznych z regionu Morza Kaspijskiego na Zachód omijającego terytorium Rosji znacząco się obniżyło.

Wciąż niejasny pozostaje status połączenia infrastrukturalnego między enklawą nachiczewańską Azerbejdżanu a samym Azerbejdżanem. W porozumieniu rozejmowym jest mowa o udostępnieniu korytarza transportowego wzdłuż granicy Armenii z Iranem dla tranzytu azerskiego. Turcja już zapowiedziała budowę nowej drogi i linii kolejowej z Karsu do Nachiczewania i dalej do Baku. Kontrolę nad tym korytarzem transportowym mają jednak sprawować w myśl porozumienia rozejmowego wojska rosyjskie. Triumfalnie ogłoszone w Ankarze powstania jednolitego korytarza transportowego łączącego Turcję z Azerbejdżanem i dalej z tureckojęzyczną Azja Środkową będzie kolejnym polem potencjalnego konfliktu z Rosją.

Porozumienie rozejmowe zmienia także sytuację dwóch państw niezaangażowanych bezpośrednio w konflikt: Gruzji i Iranu. W wypadku Gruzji, zniecierpliwionej brakiem postępów w procesie zbliżenia do NATO i Unii Europejskiej porozumienie oznacza dalszy wzrost wpływów Turcji. Już dziś Turcja jest najpoważniejszym inwestorem i partnerem militarnym Gruzji, a Azerbejdżan gwarantuje Tbilisi dostawy surowców energetycznych. Wobec bezpośredniego zaangażowania Ankary na Kaukazie Południowym Gruzja będzie tam poszukiwała gwarancji bezpieczeństwa wobec zagrożenia rosyjskiego. Z kolei powstanie kontrolowanego przez Rosję korytarza transportowego na południu Armenii znacznie utrudni samodzielna politykę Iranu, który zainwestował znaczne środki w budowę gazociągu do Armenii z opcja jego przedłużenia do portów czarnomorskich Gruzji oraz rozważał wspólnie z Chinami stworzenie korytarza transportowego Tebryz – Poti mającego stanowić jedną z odnóg nowego Jedwabnego Szlaku. 

Wojna o Górski Karabach zmieniła sytuację geopolityczną na całym obszarze Kaukazu. Wzmocnienie wpływów tureckich pobudziło już ruchy odśrodkowe na rosyjskim Kaukazie Północnym. Widać wyraźnie pogłębienie współpracy Ukrainy z Turcją. Można powiedzieć, że agresywna polityka prezydenta Erdogana osłabiła więzi Turcji z Zachodem, a jednocześnie sprawiła, że państwa odczuwające zagrożenie rosyjskie swoje bezpieczeństwo wiążą coraz bardziej z Turcja, a nie z Zachodem. 

O ile USA i Unia Europejska, nie podejmą bardzo aktywnych działań w regionie, to może się on stać katalizatorem zasadniczej zmiany na całym Środkowym i Bliskim Wschodzie, wyprowadzając Turcję z kręgu wspólnoty euroatlantyckiej. A z drugiej strony tak lubiany przez Moskwę model zamrożonego konfliktu może uwikłać Rosję w konflikt militarny o rozmiarach przekraczających wszystkie dotychczasowe.

Inne wpisy tego autora

Wojna bez końca

Towarzysz Lenin miał rację. Zdarzyło mu się szczerze powiedzieć, ze „sojusz małej Polski z wielka Rosją będzie w istocie dyktatem”. Od kilku lat Ormianie boleśnie

Mocarstwa kieszonkowe

Dziesięcioro ambasadorów miało zostać wydalonych z Turcji w trybie natychmiastowym, po podpisaniu apelu o uwolnienie Osmana Kavali, tureckiego milionera i filantropa od czterech lat przetrzymywanego

O ścigających i ściganych

Globalna szachownica opisywana kiedyś przez Zbigniewa Brzezińskiego zaczyna coraz bardziej przypominać turniej szachów błyskawicznych, tak często zmieniają się sojusze i konfiguracje figur. Tylko w ostatnim