Felieton: Raport Cwanego Mikołaja

Felieton: Raport Cwanego Mikołaja
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

(Zobacz raport)

Rząd chętnie rozdaje prezenty, chociaż nie ma własnych pieniędzy. Zakłada kostium Mikołaja, ale raczej cwanego niż świętego. Warsaw Enterprise Institute przeliczył, ile nowych prezentów od rządu pod świąteczną choinką znaleźli Polacy w 2020 r. oraz ile zapłacą za tę hojność w podatkach. 19 prezentów kosztować będzie 6795 zł każdego pracującego Polaka.

2020 rok był wyjątkowy pod wieloma względami. Pandemia pokrzyżowała plany konsumentów, firm i rządów. Jeśli chodzi o rząd polski, to jednym z planów, które spaliły na panewce jest zaprowadzenie równowagi budżetowej w finansach publicznych. Kończący się rok miał być pierwszym w historii rokiem bez deficytu, a będzie rokiem deficytu wyjątkowo dużego. Jak szacuje Komisja Europejska [1], wyniesie on ok. 8,8 proc. w relacji do PKB. Oznacza to, że (to również szacunki KE) zadłużenie finansów publicznych wzrośnie do ok. 56,6 proc. PKB, a to z kolei oznacza przekroczenie konstytucyjnego progu ostrożnościowego.

Uzdrowienie finansów publicznych okazało się niemożliwe nie tylko dlatego, że pandemia przełożyła się na spadek PKB i ograniczyła dochody z podatków, lecz także ze względu na konieczność stymulowania gospodarki polityką fiskalną i pieniężną. Stymulacja fiskalna miała często postać świadczeń kierowanych do firm i pracowników w formie różnorakich dopłat do pensji, świadczeń postojowych, czy wyższych zasiłków dla bezrobotnych. Pożyczki, które wypłacano firmom także miały w praktyce charakter świadczeń, ponieważ były domyślnie bezzwrotne (wystarczyło, by firma nie upadła przez 3 miesiące po ich otrzymaniu.) Do wydatków na zwalczanie recesji pandemicznej doszły też wydatki na zwalczanie pandemii per se – tj. dopłaty do pensji medyków, czy budowę dodatkowych zasobów w służbie zdrowia. Oczywiście, część z dodatkowych pandemicznych świadczeń mogła być uzasadniona, jednak ich wprowadzaniu nie towarzyszyła racjonalizacja innych, czysto politycznych wydatków, dlatego postanowiliśmy także prezenty wynikające z pandemii potraktować jako nadprogramowe wydatki.

Na to wszystko nałożyła się także konieczność finansowania programów socjalnych uruchomionych w poprzednich latach, jak chociażby 500 plus. (500 plus można było uznać w pewnej mierze za elementy tarczy antykryzysowej.) Ale to nie wszystko – w 2020 r. realizowano także planowo podniesienie pensji minimalnej, które mimo powabu darmowego prezentu jest także kosztem dla podatników (w tym przypadku przede wszystkim pracodawców, które muszą go pokryć oraz bezrobotnych, którym trudniej znaleźć zatrudnienie), czy wypłacono 13. emeryturę. Zajmowano się także poprawą bytu funkcjonariuszy służb mundurowych, wprowadzając dodatek do pensji, czy rekompensowaniem mediom publicznym niezapłaconego abonamentu. Część z tych wydatków była związana z realizacją obietnic wyborczych. To dobry moment, by nadmienić, że podarki od państwa nie zawsze są podarkami dla wszystkich podatników, a często są to podarki kierowane do konkretnych grup o szczególnym potencjalne polityczno-wyborczym.

Można powiedzieć, że – biorąc pod uwagę pandemiczne zamieszanie – polski rząd był w 2020 r. wyjątkowo hojny. Chociaż nie prowadzi on regularnie aktualizowanego i publicznego katalogu prezentów, które rozdaje, udało nam się zidentyfikować aż 19 różnych działań państwa, które można opisać jako prezenty dla podatnika, za które prędzej czy później płaci tenże podatnik. Bo przecież, jak zauważała już Margaret Thatcher, „nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.” W niniejszym raporcie przeliczyliśmy koszty podatkowe tych działań przypadające na pracującego podatnika (wg GUS-u jest takich w sumie 16644 tys. osób). 

Jeszcze raz podkreślamy, że jesteśmy świadomi, że niektóre z wprowadzonych w 2020 r. świadczeń i programów, tj. te związane  z ratowaniem gospodarki, mogą być uznane za konieczne. Wielokrotnie jako WEI argumentowaliśmy jednak, że restrykcje wprowadzane w polskiej gospodarce, które wypłacanie części z tych świadczeń wymuszały, były zbyt daleko idące. Gdyby nie pełzający lockdown, mniej firm i podatników potrzebowałoby pomocy. 

Jesteśmy też świadomi, że zderzamy w naszym zestawieniu rożne kategorie kosztowe, chociażby zwiększanie emerytur dla opozycjonistów w czasie PRL, mające charakter trwałego i w pewnej mierze słusznego moralnie zobowiązania z kontrowersyjną, ale tymczasową subwencją dla TVP. Do tych wydatków doklejamy pensję minimalną, której relacja z budżetem państwa, portfelami pracowników oraz przedsiębiorców jest bardzo złożona i dynamiczna. Publikacja niniejsza jednak nie rości sobie żadnych pretensji do naukowości, a jej głównym przesłaniem jest uświadomienie współobywatelom, że darmowych obiadów nie ma i że to oni za nie płacą. Wbrew pozorom ta wiedza nie jest powszechna. Z badania przeprowadzonego w 2017 r. dla serwisu ciekaweliczby.pl wynika, że tylko niecałe 40 proc. Polaków zdaje sobie sprawę, że źródłem finansowania programów takich, jak 500+ są podatki, które płacą oni, a nie tylko np. sąsiedzi, czy zwolennicy innych partii.

Być może stosując wyszukaną ekwilibrystykę, można by argumentować, że spłacanie długów zaciągnięty na poczet dzisiejszych wydatków można odsuwać w nieskończoność. Jednak fakty są takie, że już dzisiaj – zarówno w Polsce, jak i na poziomie europejskim – planuje się wprowadzanie nowych danin. W Polsce od przyszłego roku wejdzie np. opłata cukrowa. W UE natomiast pojawią się cztery nowe podatki, m.in., podatek cyfrowy. Eksploatacja podatnika będzie się nasilać zwłaszcza w krajach, w których w pandemii zadłużenie publiczne silnie urośnie, a które nie są na tyle bogate, by inwestorom to nie wadziło. Rządy będą, w celu spłaty długów i w obawie o utratę zaufania inwestorów, zwiększać fiskalizm. Utrata zaufania inwestorów  bowiem mogłaby przełożyć się na kryzys finansów publicznych i niewypłacalność. Zatem im więcej prezentów dostajemy od państwa teraz, tym wyższe podatki będziemy musieli płacić w przyszłości. 

Na koniec warto przypomnieć słynną klasyfikację Miltona Friedmana, w której wyróżnił 4 sposoby wydawania pieniędzy. Możemy wydawać:

  1. Własne pieniądze na własne potrzeby – to sposób najsprawiedliwszy i najskuteczniejszy.
  2. Własne pieniądze na cudze potrzeby – to wciąż sprawiedliwy, ale mniej skuteczny sposób. Możemy np. „nie trafić” z prezentem w gust kolegi.
  3. Cudze pieniądze na własne potrzeby – robisz to płacąc za śniadanie z budżetu swojego pracodawcy, albo jako minister używając służbowego samochodu do robienia zakupów. To sposób nieefektywny z punktu widzenia właściciela pieniędzy. Twoi pracodawcy raczej na tym tracą.
  4. Cudze pieniądze na cudze potrzeby – to istota działania państwa redystrybucyjnego. Mimo najlepszych chęci politycy, ani urzędnicy nie są w stanie odgadnąć tego, czego naprawdę chcemy. To najbardziej nieefektywny sposób wydawania pieniędzy. I o nim jest właśnie Raport Cwanego Mikołaja.

 

W naszym zestawieniu wyliczamy koszt prezentów, które dostaliśmy od państwa w 2020 r. przypadający na jednego pracującego podatnika.

Polski rząd nie prowadzi zestawienia wszystkich wprowadzanych świadczeń i programów socjalnych, a także nie przedstawia w sposób syntetyczny ich przewidywanych i realnych kosztów. Udało nam się jednak zidentyfikować aż 19 różnych działań państwa, które można opisać jako prezenty dla podatnika, za które płaci tenże podatnik.

Nasze wyliczenia są pewnym przybliżeniem, a nie precyzyjną wyceną. Jest tak z wielu przyczyn. Jeśli chodzi o licznik, czyli sumaryczny koszt budżetowy danego prezentu, to po pierwsze wydatki na niektóre świadczenia zależą od wskaźnika ich wykorzystania (nie wszyscy uprawnieni z nich skorzystają, albo nie wszyscy skorzystają natychmiast), co przekłada się na opóźnienia w dostępie do zagregowanych danych o wydatkach realnych. Po drugie, niektóre świadczenia, bądź wydatki rozpoczynają się w 2020 r., ale rozłożone są na lata i mają określone z góry budżety, które jednak mogą w przyszłości ulegać zmianom. Po trzecie, niektóre wydatki mają charakter stały, co czyni z nich odrębną kategorię, niespójną z wydatkami o określonym czasie funkcjonowania. Te wydatki „zmniejszamy” do kategorii wydatku rocznego za 2020 r.

Jeśli chodzi o mianownik, to wychodzimy z założenia, że koniec końców wszystkie wydatki budżetowe finansowane są z kieszeni pracującego podatnika, dlatego wyłączamy osoby płacące podatki, ale niepracujące – płatnikami ich podatków są de facto osoby zatrudnione. Liczbę pracujących pobieramy z danych GUS-u za III kw. 2020 r. – wynosi ona: 16644 tys. osób. (https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/pracujacy-bezrobotni-bierni-zawodowo-wg-bael/monitoring-rynku-pracy-kwartalna-informacja-o-rynku-pracy-w-trzecim-kwartale-2020-r-,12,43.html)

 

? Link do raportu

 

 

Inne wpisy tego autora