Ustawa o „obronie ojczyzny” a możliwości finansowe

26 października 2021 r. Jarosław Kaczyński, wiceprezes Rady Ministrów i  przewodniczący Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego wraz z ministrem Obrony Narodowej Mariuszem Błaszczakiem ogłosili opracowanie projektu ustawy o obronie ojczyzny. Niestety, przedstawione założenia reformy (zwiększenie liczebności wojska do 250 tys. żołnierzy) byłyby zbyt kosztowne dla polskiego budżetu, gdyż wydatki na obronność musiałyby wzrosnąć aż do 5–6 proc. polskiego PKB (z obecnych 2,2 proc.) Ustawa o obronie ojczyzny to potrzebny akty prawny – powinien on zastąpić kilkanaście ustaw często pochodzących jeszcze z głębokiego PRL-u i kompletnie nieprzystających do bieżących wymogów i wyzwań nowoczesnego państwa – ale nie może być oderwany od twardych ograniczeń budżetu państwa.

Najważniejszym elementem ustawy ma być zwiększenie armii do 250 tys. żołnierzy zawodowych i do 50 tys. Wojsk Obrony Terytorialnej. O ile raczej bezdyskusyjnym pozostaje fakt konieczności zwiększenia wojsk z obecnego stanu (ok. 112 tys.), o tyle liczba 250 tys. wydaje się jedynie politycznym hasłem oderwany zarówno od potrzeb, jak i możliwości finansowych Państwa Polskiego.

Dzisiaj Polska wydaje na armię ok. 2,2 proc. PKB, tj. ok. 57 mld zł rocznie, co stawia nas w czołówce państw NATO. Z tej kwoty ok. 13,5 mld zł stanowią wydatki na wynagrodzenia. Zwiększenie liczby żołnierzy do 250 tys. zwiększy wydatki z tytułu wynagrodzeń do kwoty ok. 30 mld zł, a więc będzie to zwiększenie o 17,5 mld zł rocznie. Oznaczałoby to konieczność zwiększenia budżetu MON o minimum 0,7 proc. PKB – do kwoty 2,9 proc. PKB, a należy przypomnieć, że docelowo mamy wydawać na obronność 2,5% PKB. Pojawia się więc tutaj  gigantyczny rozjazd. Dodatkowych żołnierzy trzeba również wyposażyć w sprzęt, umundurować, zwiększyć wydatki na ochronę zdrowia, paliwo, a później wypłacać emerytury (również z budżetu obronnego).

Czy nas na to stać? Czy ktoś to policzył?

Zakładając, że wyposażalibyśmy siły zbrojne tylko w sprzęt i efektory dla lekkiej piechoty (najtańsze rozwiązanie), to i tak liczba 250 tys. żołnierzy pozostających w służbie jest mrzonką oderwaną od ekonomicznych realiów. Poziom wydatków na obronność przy założeniu liczebności armii na poziomie 250 tys. znajdowałby się na poziomie ok. 5–6 proc. PKB, gdy Stany Zjednoczone wydają na obronność wg danych SIPRI (Stockholm International Peace Research Institute) ok. 4,9 proc. PKB, Rosja – 3,6 proc., Niemcy – 1,3 proc., wybija się tylko Arabia Saudyjska (ok. 8 proc.)

Rzecz jasna, można powiedzieć, że ten, którego nie stać na własną armię będzie musiał płacić na obcą, ale należy zachować realizm – po to, by niewątpliwie słuszne inne postulaty, jak np. rozwój obrony powszechnej, nie zostały sprowadzone do poziomu absurdu.

Niestety, nie przekazano samego projektu ustawy, a pokazano jedynie 20 slajdów prezentacji. Nie przedstawiono również uzasadnienia ani oceny skutków regulacji, w tym ekonomicznych, które mogą być kluczowe w ocenie realności przedstawionych pomysłów.

Na obecnym etapie zatem trudno szczegółowo odnieść się do innego ciekawego pomysłu, jaki przedstawiono, a mianowicie powołania Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych przy BGK. Na slajdzie widzimy, skąd miałyby pochodzić wpłaty, natomiast nieznana pozostaje ich wysokość.

Podsumowując, bez poznania szczegółów propozycji, bez precyzyjnych wyliczeń co do sposobu i możliwości sfinansowania „obrony ojczyzny” w propozycji wicepremiera Kaczyńskiego i ministra Błaszczaka – zwiększenie liczebności wojska do 250 tys. wydaje się absolutnie nierealne.

 

POBIERZ STANOWISKO W PDF

Inne wpisy tego autora

Grupy trzymające władzę: nauczyciele

Grupa trzymająca władzę – takiego określenia użył niegdyś znany, polski producent filmowy Lew Rywin podczas rozmowy z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem. Autor przytoczonych