Granica: Nie plujmy na ludzi, którzy nas bronią

Doceniasz tę treść?

Na granicy białorusko-polskiej dzieje się źle. Są kolejne ofiary śmiertelne, a będzie ich więcej, bo nadciąga zima. Nie powstrzyma ona jednak reżimu w Mińsku przed ściąganiem kolejnych migrantów z coraz to nowych zakątków świata. Przeciwnie – im więcej śmierci i cierpienia tym dla niego lepiej.

Nie jesteśmy odporni na taką formę walki, cierpienie niewinnych ludzi wywołuje zrozumiałe współczucie. Siada psychika polskich strażników granicznych i żołnierzy. I o to właśnie chodzi. Rosja rękoma Białorusinów wsącza w nas truciznę, tym niebezpieczniejszą, że brakuje na nią antidotum. Widok marznących dzieci boli każdego normalnego człowieka. Zanim jednak egoistycznie połechcemy swoje samopoczucie krzykiem protestu przeciwko zamykaniu granicy i wypychaniu migrantów z powrotem ogarnijmy wzrokiem całościowy obraz, a nie tylko jego fragment.

Cierpienia migrantów są bez wątpienia prawdziwe. Ci ludzie marzną, chorują i umierają. Jednak prawda wyrwana z właściwego jej kontekstu zamienia się w propagandę, niestety pracującą na rzecz naszych wrogów w Moskwie i Mińsku. Mniej już wprawdzie w sieci i wypowiedziach publicznych porównań polskich strażników i żołnierzy do hitlerowców, a wymknęło się to także wpływowym polityków, ale relacje mediów i portali krytycznych wobec obecnego rządu, budują konsekwentnie ich obraz, jako ciemiężycieli.

Czas z tym skończyć. Plujemy na ludzi, którzy nas bronią?! Plujemy na mundur?! Trzeba im raczej dziękować, bo ich służba na granicy jest straszna i płacą za to wysoką cenę. Jaką, przekonamy się, kiedy zaczną się pojawiać doniesienia o liczbie przypadków tzw. stresu bojowego.

Na granicy z Białorusią jest obecnie rozmieszczonych około 10 tysięcy polskich żołnierzy z trzech dywizji, dodatkowo z trzech brygad obrony terytorialnej, nie licząc Straży Granicznej i policji. Skierowano tam większość dronów obserwacyjnych, jakimi dysponują Siły Zbrojne, rozlokowano grupy komandosów, powstają tzw. bastiony Heco, gdzie żołnierze mogą się schronić przed ostrzałem, nawet artyleryjskim.

Wszystko to, aby wyłapywać w lasach syryjskie matki z dziećmi? Naprawdę? A może siły te są konieczne, ponieważ trwa operacja specjalna przeciwko Polsce i nie wiadomo, jaki będzie jej kolejny etap. Może na przykład dojdzie do próby siłowego forsowania granicy przez uzbrojonych przez Rosjan młodych mężczyzn z Syrii i Iraku. Sporo w tych krajach weteranów wojen. Na granicy padły już strzały, miał miejsce co najmniej jeden wybuch, dochodziło do przemocy. Białorusini i migranci prowokują naszych żołnierzy, by ci zaczęli strzelać pierwsi.

Im więcej relacji o cierpieniu tym bardziej trzeba ten kontekst przypominać. Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że mamy do czynienia z wojną hybrydową. Mówi to sam Łukaszenka. Na Białorusi nie było uchodźców, kraj ten nie graniczy żadnym z krajów, skąd pochodzą uciekinierzy. Nie ma sposobu, by dostali się aż na Białoruś drogą lądową. Oni są tam dowożeni samolotami. Reżim zresztą nieźle na tym zarabia, bo ludzie ci muszą płacić za przerzucanie ich na polską granicę. Z tego, co udało się dowiedzieć od tych, którzy wylądowali w obozach dla uchodźców nawet po kilka tysięcy dolarów od osoby. Im więcej uchodźców, tym większy zysk dla reżimu.

Im więcej migrantów dostanie się do Polski, tym więcej ich będzie napływać, z setek zrobią się tysiące, z tysięcy dziesiątki tysięcy. Tak właśnie wyglądała sytuacja w 2015 r. w południowej i zachodniej Europie. My nie musimy się uczyć na własnych błędach, tym razem możemy uczyć się na błędach innych. Szlak przez Polskę musi być nie do przebycia w naszym własnym interesie, ale i w interesie naszych sojuszników z UE.

Taka masa uchodźców prących w kierunku Niemiec będzie silnym czynnikiem destabilizującym Polskę i nasze relacje z Berlinem. Między bajki włóżmy opowieści, że oni naprawdę chcą azylu w Polsce. Chcą, byle pozostać na terytorium Unii, a potem uciec z obozów dalej na zachód.

Jedyny sposób, aby zniechęcić kolejnych uchodźców do napierania na polską granicę to jej uszczelnienie, a zanim to nastąpi polityka push-backu, tak krytykowana przez organizacje humanitarne. To także nic nowego, stosują ją już wszystkie kraje południa Europy, szczególnie Włochy i Grecja, od wielu lat Australia, która odsyła uchodźców na pełne morze, po uprzednim zaopatrzeniu ich w leki, wodę i jedzenie. Uchodźcy, którym się nie powiodło, muszą przesłać do swoich krajów, rodzin, znajomych silny przekaz – ten szlak jest zamknięty, a próba jego pokonania może skończyć się śmiercią. Im szybciej dotrze do adresatów, tym mnie ich będzie próbowało forsować naszą granicę, mniej ich na niej umrze.

Czego właściwie chcą nasze polskie wrażliwe dusze, żeby Straż Graniczna i wojsko wpuszczała migrantów? Taka polityka uruchomi przecież lawinę nowych. Co wtedy, nadal ich wpuszczać? Tego dylematu już nasze pięknoduchy nie chcą rozstrzygać.

Trzeba postępować wręcz przeciwnie, z całą stanowczością przepychać ich na Białoruś skąd przybyli. Niestety, nie można ich tam odesłać w sposób cywilizowany, ponieważ Mińsk wypowiedział umowę o readmisji. Nasi wrogowie narzucili nam reguły gry, nie mamy dużego wyboru. To nie Polska i nie polskie służby i wojsko odpowiadają za nieszczęście uchodźców, pełną odpowiedzialność ponosi reżim Łukaszenki. To on wpędził tych ludzi w straszliwą pułapkę.

Pomaganie cierpiącym to nakaz, nie tylko sumienia, ale także prawny, ale już ułatwianie im przemieszczania się po Polsce jest łamaniem prawa. Polskie służby to jednak nie hitlerowcy, to im trzeba przekazywać wycieńczonych migrantów, zapewnią im opiekę medyczną, jedzenie i ciepłe odzienie. Potem wypchną na Białoruś, to prawda. Muszą tak czynić, bo przeciwnik nie dał nam wyboru. To nie kryzys humanitarny, ale wojna hybrydowa.

Odruch serca, nawet szczery a w przypadku organizacji humanitarnych różnie z tym bywa, by wspomnieć ich współpracę z gangami przemytników na Morzu Śródziemnym prowadzi niekiedy na prawdziwe manowce. W latach 90. XX w. bandy arabskiej milicji dżandżawidów porywały ludzi w Południowym Sudanie i sprzedawały jako niewolników. Organizacje humanitarne, w tym chrześcijańskie, zaczęły ich wykupywać, by mogli wrócić do domów. Co się stało dalej? Napady nasiliły się, płonęło coraz więcej wiosek, coraz więcej ludzi trafiało do niewoli i ginęło. Na rynku pojawił się bowiem klient idealny, kupował każdą ilość dostarczanego mu towaru.

Taka przestroga, także dla nas. Każde działanie, w tym humanitarne, powinno być poprzedzone dogłębną analizą możliwych zysków i strat.

Tekst oddaje prywatne poglądy autora.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE